piątek, 14 grudnia 2018

Rozdział 1


I’m so sick of all these people
But I’m scared to be alone
~ Rise Against, Voices Off Camera

Głuchy łomot przyspieszonego tętna odbijał się echem w jego głowie, gdy biegł po schodach na trzecie piętro. Dopadł do drzwi i drżącymi rękami przekręcił klucz w zamku; gdy tylko wszedł do środka, zalała go wszechobecna cisza.
Spojrzał w lewo, do większego pokoju. Nie było nikogo, telewizor był wyłączony. Klucze Jacka leżały na szafce, jego pokój był również pusty. Tim spojrzał w panice na drzwi od łazienki i poczuł się, jakby widok zapalonego światła uderzył go w twarz.
Na trzęsących się nogach podszedł do pomieszczenia. Podejrzewał już, co go tam czekało, ale łudził się, że jeszcze będzie mógł coś zdziałać.
Nacisnął na klamkę i w tym momencie przerażenie wbiło go w podłogę. Wszystko oprócz Jacka wydawało mu się rozmazane, widział tylko jego bladą twarz, otwarte, martwe oczy, krew wypływającą z uszu i sine dłonie.
Dopiero po chwili obraz zaczął mu się wyostrzać i wtedy nagle uświadomił sobie, że od dłuższej chwili wstrzymywał oddech. Zakręciło mu się w głowie, poczuł jak kolana mu miękną, zaczął brać krótkie, paniczne wdechy. Osunął się w bok, usiadł na ramce brodzika od prysznica i schował twarz w drżących dłoniach.
Bał się ponownie spojrzeć na przyjaciela. Czuł się przez to jeszcze bardziej winny, ale wolał patrzeć wszędzie, byle nie na niego. Jeszcze żaden widok nie przeraził go tak bardzo w całym jego życiu. Wszystko było gorsze, niż kiedykolwiek. Dreszcze, które go przechodziły, zdawały się kłuć.
W ostatniej chwili zdał sobie sprawę, że nadal nie miał odwagi podnieść wzroku i spojrzał na umywalkę. Po lewej stronie leżało puste opakowanie po lekach, po prawej pogięta kartka. Wziął ją do ręki i rozłożył. Koślawe, nierówne pismo Jacka.
    Tim
    Wiem, że mówiłeś, abym się im nie przeciwstawiał
    Przepraszam
    Zagubiłem się i
    UCIEKAJ.
UCIEKAJ.
Tak. To było dokładnie jedyne, co w tym momencie chciał zrobić.
Zacisnął pięść na kartce i wstał. Pod jego czaszką eksplodował ból, który na chwilę pozbawił go wzroku. Na oślep wyszedł z łazienki, biała plama przed jego oczami rozwiała się dopiero, gdy sięgał już po torbę i pakował najpotrzebniejsze rzeczy.
Nie zapinając jej, rzucił się do wyjścia i zbiegł po schodach, prawie potykając się o własne nogi. Gdy napotkał drzwi od klatki schodowej, pchnął je z całej siły do przodu, nie zważając na huk, jaki wywołały zderzając się ze ścianą budynku.
Wiatr przeszył jego ubrania, wyziębiając go do kości. W płucach czuł palący ból, próbował tylko nie zemdleć. Miał wrażenie, że wszystko wokół trzęsło się tak jak on. Nogi uginały się pod nim coraz bardziej z każdym zetknięciem stopy z podłożem. Nie przestawał biec.
Jego myśli pędziły szybciej. Miał w głowie jedno wielkie przerażenie, nie docierało do niego nic z zewnątrz. Wszystkie wątki w jego umyśle biegły, zderzały się ze sobą i sprowadzały do jednego faktu; Jack nie żyje. Nie widział niczego konkretnego, jego wzrok nie skupiał się na niczym. Czuł jedynie rozrywający ból w płucach i coraz większe zawroty głowy.
Chciał się od tego uwolnić. Wszystko wymknęło się spod kontroli, panika przejęła go całego, jakby te wszystkie wydarzenia mogły go pochłonąć, jeśli by się nie zatrzymał. Emocje goniły jego kontakt z rzeczywistością, czyhając tylko, aby go dopaść.
Adrenalina przestała mu wystarczać. Ból w klatce piersiowej nie pozwalał mu oddychać, tętno pulsujące mu pod czaszką zdawało się hałasem nie do wytrzymania. Chciał pozostać bez czucia chociaż na chwilę, wszystko, byle przerażenie nie zniszczyło go doszczętnie.
Uderzył bokiem o ścianę, po której chwilę później osunął się na ziemię. Przyciągnął kolana do klatki piersiowej, ułożył na nich ręce, ukrył twarz w zgięciu ręki. Nagle powietrze, którym oddychał, stało się powietrzem, którym się krztusił. Kulił się na stacji metra, psychicznie czując się, jakby nadal biegł.
Oparł tył głowy o ścianę i poczuł przejmujące zimno. Chłód owiewał go ze wszystkich stron, a lodowate spojrzenia przechodniów zawisały na nim jak etykietki. Widział, jak na niego patrzyli, ale nie potrafił dopuścić do siebie tego, że mogli go wziąć za ćpuna lub kogoś podobnego. Zawsze wierzył w ludzi.
Powinien był dawno przestać.
Był wycieńczony, wiedział, że nie da rady wstać. Jego mięśnie straciły siłę, gdy pięści się rozluźniły, przypomniał sobie, że cały czas ściskał w dłoni kartkę; prawdopodobnie jedyną rzecz, która została mu po przyjacielu.
Ciężko przełknął ślinę, próbując się nie rozpłakać. Wbił wzrok w podłogę, a obraz zaczął mu się coraz bardziej rozmazywać, przesłoniony łzami, z którymi walczył, aby nie wypłynęły mu z oczu.
Jeszcze nigdy wcześniej nie czuł się tak bardzo sam. Wiedział, że tym razem już nikt mu nie pomoże. Nie miał żadnych przyjaciół poza Jackiem, nie mógł mieszać w to rodziny. Nie wiedział nawet, jak mógłby to wytłumaczyć.
Wziął telefon do ręki i przycisnął długo klawisz blokowania, aby go wyłączyć. Przez chwilę wpatrywał się w czarny ekran, a jego własne odbicie przerażało go jak nigdy. Wyglądał jak wrak człowieka.
- Czy mogę ci jakoś pomóc? – cichy, damski głos wyrwał go z otępienia i oto uświadomił sobie, że siedział tam zdecydowanie za długo, a po jego policzkach płynęły łzy.
Podniósł wzrok na nieznajomą i w tym momencie Lena zobaczyła najpiękniejsze oczy, jakie w życiu widziała.
Chłopak szybkim, niezdarnym gestem starł łzy z policzków rękawem. Wzdrygnął się i ledwo powstrzymał się przed dalszym płaczem.
- Chyba się nie da – wymamrotał, w myślach przepraszając dziewczynę za to, że zdecydowała się tracić na niego czas.
Lena nawet nie dostrzegła, jak marnie wyglądał, bo cały czas patrzyła na jego oczy; prawe brązowe, lewe niebieskie z małą brązową plamką tuż nad źrenicą. Miała ochotę natychmiast stworzyć na jego podstawie bohatera do swojego opowiadania fantasy.
- Gdzie jedziesz? – zapytała cicho.
Tim wyprostował się lekko i zamrugał kilka razy.
- Nie wiem.
Dziewczyna wbiła wzrok w podłoże, nie wiedząc, co mówić. Tim podejrzewał, że ona za chwilę sobie pójdzie, czyniąc całą tą sytuację jeszcze bardziej dziwną, niż mogłaby się z początku zdawać. Ale mało go w tym momencie obchodziło, jak to wyglądało z zewnątrz. Chciał, aby została przy nim.
- A ty? – spytał.
- Na dworzec, a potem do Orlando – odpowiedziała, wymuszenie zdecydowanym tonem.
Chłopak przygryzł dolną wargę. To była cała doba drogi. Daleko, i nikogo tam nie znał.
- Mogę jechać z tobą?
Spojrzała na niego ze zdziwieniem, ale jednocześnie miał wrażenie, że go rozumiała. Dla nich obojga prawie wszystkie zwyczajne wartości momentalnie przestały istnieć.
- Tak – odpowiedziała od razu, zadziwiając samą siebie. – A w ogóle, to jestem Lena – wyciągnęła do niego dłoń.
- Tim – przedstawił się.
- Masz fajną koszulkę.
Spojrzał na siebie, przypominając sobie, w co był ubrany – sprany, czarny t-shirt z okładką jego ulubionego albumu Killswitch Engage. Od paru lat próbował przekonać Jacka do tego zespołu.
- Dzięki – bąknął niepewnie.
- Jedzie nasza linia – oznajmiła, po czym pomogła mu wstać. – O, masz odpiętą torbę.
***
Konduktor zamknął drzwi do wagonu i machinalnie szturchnął dziewczynę, która zasłuchana w muzykę płynącą ze słuchawek nie zauważyła jego przyjścia. Lena wyjęła swój bilet i dopiero wtedy zdała sobie sprawę, jak bardzo go pogięła.
Gdy mężczyzna podszedł do nich, Tim drżącą dłonią podał mu niewiele lepiej wyglądający kawałek papieru. Nagle Lena uświadomiła sobie, że chłopak przez cały czas się trząsł. Coś w podświadomości mówiło jej, że powinna się go bać, ale ona jedynie mu współczuła. Chciała się dowiedzieć, co się właśnie stało w jego życiu, ale uznała, że lepiej nie pytać o to wprost.
- Ile masz lat? – to też nie było najciekawsze pytanie, ale jej mózg działał w trybie awaryjnym i postanowił dowiedzieć się od razu, jak tylko chłopak podał do kontroli swój bilet bez ulgi.
- Dwadzieścia – odpowiedział cicho chłopak. – A ty?
- Dziewiętnaście.
Ucieszyła się, bo nie tylko ona nie wyglądała wystarczająco dojrzale jak na swój wiek. Tima można było opisać jako typowego „chłopka roztropka” – odmładzały go głównie jego potargane, rudawe loczki, które często zakrywały mu pół twarzy. Był drobny, niewysoki i najwyraźniej nie dbał o wygląd, o czym świadczyły choćby sznurki od kaptura jego bluzy, które zakręciły się do tyłu i obecnie spoczywały na plecach chłopaka.
Był blady jak ściana, jego drobne piegi były wyjątkowo widoczne, ale przez jego oczy Lena miała ochotę gapić się na niego przez całą noc, kiedy nie będzie mogła spać.
- Do kogo jedziesz do Orlando? – spytał, kuląc się bardziej na siedzeniu.
- Do przyjaciółki – Lena przygryzła wargę pomiędzy jednym zdaniem a drugim. – Mieszka w akademiku, a ja zwalę jej się na głowę. Nielegalnie.
Mówiła to tonem, jakby była tak bardzo zażenowana własną osobą, że właściwie było jej już wszystko jedno, na jaką wyjdzie. I tak było.
- A ty co będziesz tam robił?
Chłopak wziął głęboki, świszczący oddech i wbił wzrok w okno.
- Jeszcze nie wiem.
Spojrzała na niego tak, jakby dokładnie takiej odpowiedzi się spodziewała. Chciała zaproponować mu, żeby poszedł razem z nią sypiać na podłodze w pokoju jej przyjaciółki, ale w porę przypomniała sobie, że pokój jej przyjaciółki należał do jej przyjaciółki.
- Nie mam teraz głowy do tego, aby myśleć, co zrobię – przyznał Tim, wpatrując się nieobecnym wzrokiem w głąb pociągu. – Po prostu nie mogłem już zostać w Chicago.
To Lena naprawdę rozumiała. Nie mogła zostać w Chicago, bo załamałyby swoją matkę po raz kolejny. Musiałaby sobie porozpaczać. Toby był dla niej członkiem rodziny, ale dla reszty domowników był śmierdzącym potencjalnym pasztetem. Nikt nie rozumiałby jej smutku, powstawałyby wredne żarty na temat królika, wszyscy dziwiliby się, dlaczego Lena nie ma dobrego humoru i stwierdzaliby, że pewnie chce być niemiła.
Tak było rok temu, gdy Lena przechodziła jeden z najgorszych okresów swojego życia – wokalista Linkin Park, jej pierwszego ulubionego zespołu popełnił samobójstwo, a mama, babcia i dziadek uznali, że dziewczyna udawała płacz, aby wymigać się od obowiązków w domu. Pamiętała dokładnie, jak Peter wysłał jej informację o śmierci Chestera, a ona nie mogła uwierzyć. Aż w końcu zaczęła płakać. Mama ją przytuliła, a ona wyrwała się prawie od razu – po części z szoku, że jej mama postanowiła tak zrobić, bo uważała jej idoli za niepotrzebną odskocznię od własnego życia, a po części przez to, że w panice chciała znaleźć jakiekolwiek miejsce, w którym mogłaby odciąć się od tego wydarzenia. Przez następne parę godzin tłukła się po własnym pokoju, nie chcąc dopuścić do siebie prawdy. I nie było tak, że płakała, bo wyobrażała sobie muzyka jako swojego męża w przyszłości. Płakała, bo to był człowiek, bez którego nie słuchałaby tej muzyki, której obecnie słuchała, nie poszłaby na wszystkie koncerty, które były jedynymi momentami bez depresji w jej całym życiu, i nie poznałaby większości ludzi, których obecnie uznawała za przyjaciół. Mimo, że Chester nie miał pojęcia o jej istnieniu, ona czuła, jakby niesamowicie wiele dla niej zrobił. A ona dla niego nic.
Dopiero, gdy zatrzymali się na stacji, zorientowała się, jak daleko odpłynęła w rozmyślaniach. Musiała nawet przybrać jakiś tragiczny wyraz twarzy, bo Tim patrzył na nią z niejakim współczuciem, jeśli można było wyczytać u niego jakiekolwiek inne emocje oprócz panicznego strachu.
Spojrzała na cały czas drżące dłonie chłopaka. Nagle pomyślała, że chciałaby go przytulić, ale bała się reakcji. Mimo tego Tim sprawiał wrażenie, jakby wszystko wiedział. Jakby domyślał się, co chciała mu przekazać, jakby on też chciał coś przekazać, ale wiedział, że obecnie oboje byli na tyle roztrzęsieni, aby jedynie w tępym czuwaniu czekać na stację przesiadkową.



Mam nadzieję, że się jakoś zbiorę i napiszę sobie dość szybko komentarz, bo poprzednio zagięłam samą siebie i zapowiedziałam, że napiszę sobie sama komentarz, a tego nie zrobiłam. Nawet ja olewam mnie (wstaw opcjonalne "XD").
Jakby ktoś to kiedyś zobaczył, wpadłam na genialny pomysł i zaczęłam robić linki do piosenek, które cytuję. Świetnie się z nimi czyta i wszystkie wpasowują się w klimat tego opowiadania. Polecam. Sobie, jak będę to za parę lat (jeśli dożyję) czytać.

2 komentarze:

  1. No więc opisy trochę za krótkie, widać, że autorka powinna wykrzesać z siebie więcej, ale z jakiegoś chujowego powodu tego nie robi. Błędy w składni trochę przeszkadzają w czuciu tego samego przerażenia co bohater.
    Mimo tego, najpiękniejsze oczy są fajne. Szkoda, że autorka nie wpadła na pomysł z jakimś bardziej kreatywnym początkiem, bo od razu wiadomo, że dwójka przedstawionych tutaj bohaterów będzie razem, a można było tego od samego początku nie sugerować - to troszkę nieprofesjonalne, a nawet troszkę bardzo. Widać, że następowały tutaj rozpaczliwe próby stworzenia "aesthetic" klimatu, ale autorka robiła to tak niezdarnie, że jedynie chciało się z tego śmiać.
    Jedyną mocną stroną tego rozdziału są bohaterowie, bo tak, jak większość cech tego opowiadania do niego odrzuca, tak oni jeszcze tego nie osiągają. Mam nadzieję, że za niedługo przeczytam mniej wymuszony rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  2. Weszłam tu pierwszy raz od jakieś dwóch lat? Whatever.
    Rozbawiłaś mnie.
    Jesteś moją nadzieją bo u ciebie mogę tylko znaleśc opka o Rise Against, bo na Wattpadzie to jest hujowo bo nikt nie pisze, z wyjątkiem mnie ostatnio.
    Boze dziewczyno jesteś moją idolką jeśli chodzi opka o nich.

    OdpowiedzUsuń