Gdyby
nie Linkin Park, Rise Against, While She Sleeps, Of Mice & Men i
Architects, prawdopodobnie byłabym bardzo inną osobą. Każdy z tych zespołów
mógł mi przekazać co innego, ale jest jedna wspólna rzecz, która tyczy się
wszystkich pięciu. Najważniejsze w życiu, to doceniać.
Pamiętam jak dziś, kiedy w drugiej klasie
gimnazjum nauczycielka polskiego zadała nam za zadanie zrobić gazetę w grupach.
Wymyśliłam Aluminium, gazetę typu Kerrang lub Metal Hammer, bo zawsze chciałam
być dziennikarką w takim czasopiśmie. Pierwszy artykuł, który napisałam, był o
chorobie Lawrence'a Taylora, wokalisty While She Sleeps. Loz był w takim
stanie, że niewiadome było, czy jeszcze kiedykolwiek będzie mógł śpiewać; nie
pamietam dokładnie, ale miał gdzieś guza, gdzieś tak, że operacja szkodziła mu
na struny głosowe. Basista zespołu w wywiadzie dla Teraz Rock powiedział, że
nie mają planu B, w razie gdyby Lawrence nie mógł dalej z nimi występować.
Bałam się strasznie do ostatniego momentu. Do momentu, w którym okazało się, że
Loz da radę.
Ale to mnie jednak niczego nie nauczyło.
Naprawdę poczułam, z czym mam do czynienia, gdy w wieku 28 lat zmarł Tom
Searle, gitarzysta Architects. Nagle, niespodziewanie, nie mówiąc wcześniej
nikomu o swojej chorobie. Nie wiedziałam, co zrobić, więc po prostu się
odcięłam. Przestałam słuchać Architects na dłuższy czas, bo każde odtworzenie
ich piosenki przywodziło mi na myśl smierć Toma. Kolejny błąd.
Pewnego dnia Of Mice & Men ogłosili
europejską trasę koncertową, oczywiście bez daty w Polsce. Jednak okazało się,
że koncert w Niemczech jest akurat w moje imieniny i moja mama zgodziła się
mnie zawieźć. Z każdym innym zespołem mogłam poczekać, aż przyjedzie do Polski,
ale z Of Mice & Men nie, bo wiedziałam, że wokalista Austin Carlile jest
bardzo chory i możliwe, że niedługo lekarze zakażą mu dalej występować.
Koncert
w Berlinie się nie odbył. Na koncert przed, Austina z występu zabierała
karetka. Był to ostatni jego koncert, ale wtedy jeszcze o tym nie wiedziałam.
Siedziałam sobie jak zawsze, zaniepokojona, ale z nadzieją, że wróci. Zawsze
wracał, po każdej trudnej operacji. Jednak wiedziałam, z czym mam do czynienia
i bałam się, że pewnego dnia wejdę na facebooka i zobaczę to, czego najbardziej
nie chcę.
31
grudnia 2016 pomyślałam sobie, że ten rok zabrał tak wielu świetnych muzyków,
ale przynajmniej Austina nie, i postanowiłam, że wśród całej tej żałoby, będę
się trzymać tego, że on przeżył, bo na pewno było mu trudno. I wtedy weszłam na
facebooka, zobaczyłam stos wiadomości o Austinie, i mnie zmroziło. Nie
potrafiłam nic przeczytać, widziałam tylko, scrollując dalej, w każdym nagłówku
"Austin Carlile", "Austin Carlile", "Austin
Carlile". I już wiedziałam, co to znaczy. Rozkleiłam się przed debilnym
laptopem i ryczałam tak dobre piętnaście minut, aż w końcu przetarłam oczy,
przeczytałam nagłówek i dowiedziałam się, że Austin żyje, tylko odszedł z
zespołu z powodu choroby. I autentycznie się ucieszyłam.
Gdy
spojrzałam w komentarze, w to, jak wszyscy rozpaczali, poczułam się jakbym
przeczytała absurd stulecia. Nie dbałam w tym momencie o koncerty, cieszyłam
się tylko, że Austin żyje. Cieszyłam się, że i tak zdołał tak długo występować
i że stworzył jeden z najlepszych według mnie zespołów na świecie.
Niecały miesiąc później Linkin Park wydali
nową piosenkę i bez bicia przyznaję, że mi się ona nie spodobała. Mam prawo nie
polubić jakiejś piosenki, a nie jechałam po nich jak niektórzy, pomyślałam
sobie, że po prostu poczekam, aż stworzą coś, co będę uwielbiać, bo przecież
tyle razy im się udało.
Miałam
już wtedy bilet na koncert, miałam nadzieję, że kilka piosenek z nowej płyty mi
się spodoba. W tym czasie Chester zaczął mówić rzeczy, które mnie trochę do
niego zraziły; "jak wam się nie podoba to spierdalać", "moje
odczucia są takie, że mam ochotę was zabić". Ludzie wokół zaczęli mi
sugerować, że powinnam sprzedać bilet, bo to strasznie dużo kasy, a nie mogę
tak po prostu zmarnować tyle pieniędzy na koncert kogoś, kto chce mnie zabić.
Pamietam jeszcze, jak mówiłam mojej mamie "może i stworzyli coś, co mi się
strasznie nie podoba, ale cieszę się, że żyją". Postanowiłam pójść na ten
koncert, wiedziałam, że jeżeli nie pójdę, to będę strasznie żałować. I to była
najlepsza decyzja mojego życia.
Krótko przed koncertem Linkin Park, swoją
nową płytę wydali Rise Against. Jak zapewne 90% znających mnie osób wie, Tim
McIlrath, wokalista Rise Against, jest moim ulubionym muzykiem, o którym
naczytałam się tylu hejtów podczas wydawania nowej płyty, że ledwo mi się
mieściły w głowie. Nie screamuje, brzmi jak zarzynana koza, i tym podobne.
Problem tylko w tym, że wcale tak nie brzmiał, a jakość zależała od nagrania.
Czytając to wszystko pomyślałam sobie, że ci ludzie nie wiedzą o czym mówią, bo
jak można hejtować chrypę, gdy on żyje, żyje i na tym powinniśmy się skupić.
Nigdy w życiu nie patrzyłam na to z takiej strony, ale to pomaga. Jak sobie
przypomnę, że Tim żyje, dzień staje się mniej beznadziejny.
Niecałe dwa tygodnie po koncercie Linkin Park
byłam na While She Sleeps. Spotkałam trzech członków zespołu; Sean przywrócił
mi wiarę w ludzi, Mat prawie wylał piwo na mój zeszyt w którym piszę tego
bloga, a Lawrence, który ma ponad 190cm wzrostu, podniósł rękę tak wysoko, abym
musiała skakać, żeby przybić mu piątkę. Był typowo złośliwy, śmiał się ze mnie,
gdy gorączkowo przekładałam wszystko do jednej ręki, aby mieć drugą wolną. I
gdy tak stałam, ośmieszałam się, a on się chichrał, pomyślałam sobie, że cieszę
się w cholerę, że żyje. Mam to gdzieś, że był wredny, on taki po prostu jest, i
kocham go mimo to, i kocham to, że żyje. I doceniłam to na czas.
Wiele
bym oddała za taką sytuację z Chesterem.
Zanim
koncert wystartował, Sean sprawdzał, czy wszystko działa. Podpiął swoją gitarę
i zaczął grać. Downfall, Architects. Nigdy wcześniej nie czułam się w moim
życiu tak magicznie. Mój ulubiony, żywy gitarzysta grał piosenkę mojego
drugiego ulubionego, już nieżywego gitarzysty. Tak po prostu, sprawdzając czy
jego gitara działa. <w tym momencie wstaw obraz płaczącego karła wśród tłumu
na koncercie. Karzeł ociera łzy, odwraca się do koleżanki komunikując że to
byli Architects, po czym wraca do normalnego życia>
Wczoraj
While She Sleeps na swoim koncercie grali Linkin Park. Cały tłum śpiewał. To
jedna z najpiękniejszych rzeczy jakie widziałam, ale mam tylko nadzieję, że gdy
ponownie zobaczę ich w Warszawie, już nikogo nowego nie będą wtedy upamiętniać.
Nie potrafię napisać nic typowo o Chesterze,
to wszytko wydaje się tak nierealne, że momentami widząc wszystkie "RIP
Chester Bennington" mój mózg mówi "wy debile, on żyje". Nie
umiem sobie wyobrazić codzienności bez Chestera, budzenia się co ranek w moim
pokoju i patrzenia na plakaty z człowiekiem, który nie żyje. To wszystko jest
jak naprawdę bardzo kiepski żart.
Leave
Out All The Rest. Kiedy Twój czas przyszedł, zapomniałam wszystko złe, co
zrobiłeś, pomagam Ci zostawić za sobą powody do tęsknienia za Tobą. Nie oburzam
się. Czuję pustkę, ale zachowuję Cię w swojej pamięci i pomijam całą resztę.
Wśród tych pięciu zespołów jest jeden, który
nie ma na koncie strasznej historii, i jest to Rise Against. Zespół, który
ciągle gra tak samo, nie zmienia się z żadną płytą i tworzy monotonne piosenki,
które mieszają się człowiekowi w głowie. Zespół, którego słucham w 90% po to,
aby słyszeć głos wokalisty i teksty. Zespół, który będę teraz doceniać
najbardziej, bo wszystko u nich w porządku i mam nadzieję, że przez długi czas
się to nie zmieni. Nie jestem wielką fanką ich muzyki, jestem tylko największą
fanką ich wokalisty. Ale mimo tego, że nie grają dokładnie tak, jak bym
chciała, będę ich codziennie wystarczająco doceniać. Bo żyją, a to jest
najważniejsze.
Podejrzewam, że Linkin Park się rozpadną. Nie
wiem, czy chciałabym ich słuchać bez Chestera i jeśli uznają że nie powinni
kontynuować, to ich jak najbardziej zrozumiem. I w całej pamięci o Chesterze,
będę dalej doceniać całą ich dyskografię i wszystko co zrobili. Mam czyste
sumienie; uwierzyłam w Chestera gdy był na to czas, wybaczyłam mu wszystko,
czym mnie zdenerwował i nie dobijałam go hejtami. To, co teraz każdy z nas może
dla niego zrobić, to docenić Linkin Park.
Nie wiem, co teraz z My Understandings. Chester od początku
miał być bohaterem tego bloga, ale pojawić się dość późno. Teraz mogę
zaspojlerować, bo nie wiem, czy w ogóle będę kontynuować; Tim miał opowiedzieć
Mike'owi o samobójstwie swojego przyjaciela, a to miał skłonić Mike'a do
pojechania do Chestera, którego w ostatniej chwili powstrzymałby przed
samobójstwem. Chciałabym to napisać, ale cały czas mam świadomość, że nie
zdążyłam.

