sobota, 18 marca 2017

Rozdział 4

Lena
Pytam, co się stało Timowi chwilę po tym, jak go w ogóle zauważam. Aż dziwię się, że zdobyłam się na to, aby się odezwać nieproszona. Zabandażowana, tnąca się (a przynamniej taką mam nadzieję; miałabym towarzyszkę) Abigail cicho odpowiada, że to sprawa Lucasa, więc dalej nic nie mówię. Podchodzimy do łóżka, na którym leży nieprzytomny.
Chłopak wygląda… Marnie. Jest blady jak papier, chudy, i ma bardzo dziwne, kręcone i przydługie włosy. Lewą dłoń zaciska w pięść. Abigail jednym, wprawnym ruchem delikatnie rozprostowuje jego palce, jakby robiła to codziennie. On nie reaguje. Oddycha miarowo, jego klatka piersiowa równo unosi się i opada.
- Przywalił mu z łokcia w skroń – szepcze dziewczyna, kontrolnie spoglądając na Lucasa.
Chłopak nawet na nią nie patrzy. Zdając sobie z tego sprawę, Abigail oddycha z ulgą.
- Dlaczego to zrobił? – pytam.
Wszyscy zajmują się sobą, powstaje nawet niewielki hałas, więc Abigail zaczyna się czuć bezpiecznie.
- Wiesz, Lena, każdy, kto tu trafia, ma poważny problem. W zależności od niego, trafiasz do pokoju z kimś, kto ma podobny. Tutaj jest pokój, do którego trafiają ludzie z agresją. Niestety ten świat nie przemyślał kwestii, że autoagresja jest zupełnie inna niż agresja do spotykanych ludzi. Dlatego muszę z nim wytrzymywać – wskazuje wzrokiem Lucasa.
Zaczynam się zastanawiać, dlaczego ja pojawiłam się w pokoju z Hampusem. Przecież tnę się, jak Abigail. Ale równie dobrze mam jeszcze mnóstwo innych problemów. Tylko jaki mam wspólny z Hampusem?
- Bije cię? – pytam.
Nie mam bladego pojęcia, jakim cudem w ogóle ośmielam się otworzyć usta. Przecież to osobiste pytanie. Jestem jak chamsko oczekująca wyznań policjantka, czy inny detektyw. Nie wiem, co mi jest.
- Nie, tylko parę razy przycisnął mnie do ściany, lub podłogi.
Patrzę na Ainę, a potem na Tima. Coś mi to przypomina.
Już mam podejść do moich przyjaciół, gdy kudłaty krzywi się. Domyślam się, że odzyskał przytomność. Nagle mam ochotę uciec, aby mnie przypadkiem nie zobaczył, ale nie umiem się ruszyć. Abigail zwraca pozostałym uwagę na niego.
Tim otwiera oczy. Mimo, że ledwo co widzę, od razu zauważam, że ma heterochromię. Ja poniekąd też mam, ale centralną. Moje oczy są niebieskie przy białkach i brązowe przy źrenicach, a on ma autentycznie prawe brązowe i lewe niebieskie oko. Kocham heterochromię. O jeny, jego oczy są przepiękne.
Po chwili przepiękne oczy mrugają z dezorientacją. Tim musi się czuć osaczony. Szkoda mi go.
- Jak ci? – pyta jak gdyby nigdy nic Laia.
Chłopak nie odpowiada. Błądzi wzrokiem po wszystkich twarzach, zastanawiam się, czy Abigail nie jest jego dziewczyną, bo z troską go dotykała. Mam wrażenie, że szuka wśród nas wszystkich kogoś, z kim się trzyma. Dlatego czuję, jak przyspiesza mi tętno, gdy jego przepiękne oczy wpatrują się we mnie. Przełyka ślinę i już prawie słyszę, jak mówi typowy tekst w stylu „co się stało?” lub „gdzie ja jestem”, więc moje osłupienie jest największe, gdy nadal ze wzrokiem wbitym we mnie, odzywa się:
- Naprawdę słuchasz Nirvany?
Pomieszczenie wypełnia głośny plask. Patrzę w lewo. Myles łapie się za głowę.
Dopiero wtedy, gdy Aina szturcha mnie w ramię, zdaję sobie sprawę, że to pytanie było skierowane do mnie.
- Um… Tak – odpowiadam nieśmiało. Czuję się winna, że przeze mnie pozostali tracą czas na rozprawianie o zespołach. Jednocześnie od razu stwierdzam, że Tim musi być bardzo fajny.
Lubię gadać o muzyce, dlatego poniekąd od razu doceniam to, że tak szybko zauważył, jaką mam koszulkę. Co prawda nie kupiłabym jej sobie sama. Dostałam od koleżanki na trzynaste urodziny, mimo, że było wtedy i do dzisiaj jest wiele zespołów, które uwielbiam bardziej niż Nirvanę.
- To super – mówi kudłacz – Jaką piosenkę najbardziej lubisz?
W tym momencie sztuczny tłok wokół niego się przerzedza, załamani nastolatkowie wracają do poprzednich grup.
- Come As You Are  - odpowiadam – A ty?
- Sliver – wypowiada to jakby z rozbawieniem – Podoba mi się, bo to taka fajna, zwyczajna piosenka o chłopcu, który nie może usiedzieć u babci. Poza tym, umiem ją śpiewać, ale znajomi mówią, że brzmię jak zarzynana koza…
- Timothy, zamknij ryj, bo ci go tak pokiereszuję, że będziesz nie tylko brzmiał, ale i wyglądał jak zarzynana koza – cedzi przez zęby Lucas, który nadal siedzi ze wściekłą miną na łóżku.
Zastanawiam się nad tym. Dla mnie Tim wcale nie brzmi jak zarzynana koza, jeżeli mam jego głos porównywać do zwierzęcia, to bardziej do kaczki. Kątem ucha słyszę, że Ainę chyba rozśmieszyło jego pełne imię, bo mówi do Hampusa, że z pewnością Tim ma brata Garniera i siostrę Schaumę.
I gdy tak stoję, słucham moich przyjaciół i patrzę na nowego znajomego, który unosi brwi w odpowiedzi na usłyszany tekst, nagle do mnie dociera, jak to wszystko jest bez sensu. Mam wrażenie, że to wszystko jest snem, że to miejsce nie istnieje naprawdę, że ci ludzie są wymyśleni. Przez chwilę się boję; chciałabym, aby Tim istniał naprawdę, bo jest fajny, rozmawiał ze mną o Nirvanie i do tego śpiewa.
Nie wiem, co mam robić, więc odwracam się, żeby wrócić do Ainy i Hampusa, ale czuję uścisk na nadgarstku.
- Jak masz na imię? – pyta Tim, tym razem już siedzi. Za szybko się podniósł, widzę to po tym, jak łapie się za głowę i mruży oczy.
- Lena – odpowiadam, patrząc kątem oka na Ainę, która śmieje się ze mnie, że nie potrafię się uwolnić od nowego znajomego.
- Jesteś tu chwilowo, czy zostaniesz?
Chyba go nie rozumiem. Dlatego po chwili milczenia się do tego przyznaję.
- Jak tu trafiłaś? – pyta, wstając.
Jest niski. Zaledwie paręnaście centymetrów wyższy ode mnie, mającej niewiele ponad półtora metra. Krzyżuje ramiona na piersi i opiera się nogami o łóżko. Dziwnie uważa na swoje plecy.
- Ktoś zadzwonił do mojego przyjaciela i kazał nam skoczyć z mostu – mówię kpiącym tonem.
- Nieźle – przytakuje.
- No i była też z nami przyjaciółka, do której nikt nie dzwonił, Aina, znasz ją – dodaję.
- A ten przyjaciel miał wypadek?
- Tak.
- Lepiej idźcie stąd dopóki zbyt wiele się nie dowiecie – chłopak unosi brwi z rezygnacją.
Podchodzimy do Ainy i Hampusa, którzy ponownie są zajęci wymyślaniem zabawnych tekstów o kuzynach Persilu i Vanishu.
- Musicie stąd wyjść – przerywa im Tim.
- Bardzo chętnie – odpowiada szybko Hampus i zaczyna się kierować do wyjścia.
Patrzymy na niego w niejakim osłupieniu, gdy otwiera klapę i wychodzi na zewnątrz, rzucając niedbałe „cześć” do pozostałych. Po chwili idziemy w jego ślady.
I gdy już się tam wybieramy, a Tim dla ścisłości tłumaczy również Hampusowi i mi, jak działa portal do realnego świata, wiem, że nie dam rady. Moje myśli są przez całe życie tak pesymistyczne, że nie ma mowy, abym stąd wyszła. Po co chcieć się stąd wydostać, skoro i tu, i tam chcę się zabić? A tutaj przynajmniej mam nowego znajomego, który słucha podobnej muzyki jak ja.
Skoro czas leci tak, że jak wrócę, nikt nie zauważy mojego zniknięcia, to po co teraz wracać? Nie mogę się przecież stresować.
Dlatego właśnie puszczam Ainę i Hampusa przodem i staram się nie dostawać zawału, gdy ich sylwetki rozmazują się a po chwili znikają, wracając do realnego świata. Kiedy sama staję na schodach, moje serce bije mniej więcej sto trzydzieści razy na minutę – jestem z tym tak przećwiczona, że już potrafię to rozróżniać.
I w tym momencie zaczynam się bać tego świata. To wszystko jest jak skonstruowany przez kogoś mechanizm, który działa bez zarzutu, a ja nie do końca wiem, do czego służy. Chyba wolę zadowolić się tym, co już mam.
Kiedy wyleciałam do Szwecji, byłam pełna nadziei, że wreszcie coś w moim życiu ruszy. Jednak gdy poznałam chmarę nowych ludzi i przystosowałam się do środowiska, odkryłam, że to nie chodzi wcale o otoczenie, tylko o mnie. Nie mam dobrej opinii wśród uczniów, bo ilekroć ktoś przypadkiem próbuje wyciągnąć mnie na imprezę, stanowczo odmawiam, tylko dlatego, że nie chcę dać się namówić na alkohol. Nie mam popularności, bo nie chce mi się wstawiać na snapchata połowy mojego życia. Nadal nie potrafię zwyczajnie podejść do nieznajomej osoby i zacząć z nią gadać, ograniczam się do Ainy, w porywach razem z Hampusem, który jest bardziej jej przyjacielem, niż moim. Gdy jadę tramwajem z kimś ze szkoły, starcza mi sił na spróbowanie porozmawiać tylko trzy razy, potem daję spokój i sobie i osobie obok, zakładamy słuchawki i zamykamy się w swoich światach.
Nie przeszkadza mi bycie szkolnym plebsem, w sumie nawet nie chciałabym być gwiazdą, ale chodziło mi o coś innego. Chciałam chociaż w połowie dogonić mojego brata, który został przewodniczącym samorządu szkolnego, znał większość szkoły, a cała szkoła znała jego, chodzi na imprezy i tylko raz w życiu się upił, gdy wstawi zdjęcie na instagrama, to pół jego znajomych o tym gada, a do tego właśnie zaczął studia, na które dostał się jako najmłodszy z wszystkich. Cała rodzina go uwielbia, ale babcia nadal potrafi mu powiedzieć, że jest okropnym gówniarzem, ma wszystko w dupie, je za dużo, za mało śpi, za mało o nią dba i do tego pewnie jej nie kocha.
Babcia finansuje ze swojej emerytury wynajmowanie mieszkania dla Mike’a. Zazwyczaj przychodziła do niego co tydzień, ale odkąd wypił jedno piwo, przychodzi co dwa dni, sprawdza jego lodówkę i powtarza mu, że jest pijakiem. Wszystko obserwuje Brad, współlokator Mike’a. Babcia bardzo nie lubi Brada, bo chłopak myje się raz na miesiąc i śmierdzi tak, że nawet mojemu pocącemu się litrami bratu to przeszkadza. Jak Brada nie ma w domu, babcia opieprza Mike’a za to, że zadaje się z takimi brudasami.
Tylko jest jedna różnica. On sobie z tym radzi, a ja nie. On potrafi manipulować babcią tak, jak ona manipuluje nami, a ja nie potrafię nic. Dlatego musiałam się wynieść, dlatego jestem w Szwecji, dlatego nie mam własnego pokoju i dlatego jestem taka beznadziejna.
Dokładnie w momencie, gdy to myślę, schody odpychają mnie tak, że lecę w dół, do tyłu, młócąc panicznie rękami w powietrzu. Zahaczam stopami o dwa schodki, próbując odzyskać równowagę, ale przez to tylko odwracam się plecami do podłoża. Ostatkami sił łapię jedną ręką poręczy, żeby spowolnić upadek, a gdy już w zupełności tracę równowagę, przygotowuję się na złamanie kręgosłupa. Jestem tym zażenowana. Nie chcę, żeby jakieś dziwne schody odebrały mi życie. Chcę je sobie odebrać sama.
Wreszcie czuję uderzenie w plecy, ale to nie ściana ani podłoga, bo lekko się odsuwa, a potem oplatają mnie ręce, które próbują ustawić mnie do pionu. To Tim. Patrzy na mnie z przerażeniem, muszę wyglądać, jakbym miała zawał. Od zawsze myślę, że jeżeli nie zdążę się zabić, to umrę na zawał.
W tym samym czasie tracę oddech i czuję jak drętwieją mi ręce i pół twarzy. Tim mnie nie puszcza, tylko kuca przy ziemi, nadal mnie trzymając, przez co jakby siadam oparta o niego. Pochylam się do przodu i wtedy chłopak rozluźnia uścisk, ale dalej mnie podtrzymuje, jakby się bał, że inaczej wybuchnę i rozpadnę się na kawałki, które gwałtownie wylecą w powietrze i go poranią. Osuwam się w bok i kładę się na ziemi. Nie potrafię się uspokoić, serce bije mi tak szybko, że nawet zapominam policzyć, ile uderzeń na minutę. Gdy oddycham, z każdym nabranym wdechem w klatce piersiowej czuję rozrywający ból. Nie powinnam była się tak stresować. Nie mogę.
- Hej, żyjesz? – widzę, jak mój nowy znajomy siada przede mną i patrzy na mnie wzrokiem jakby zamglonym, ale nie z zamyślenia; da się rozpoznać, że oczami wyobraźni widzi co innego i wygląda to tak, jakby panicznie bał się tego, co rozgrywa się w jego umyśle.
Chcę go jakoś uspokoić, ale z moich ust wydobywa się jedynie stłamszony jęk, więc postanawiam się zamknąć. Już czuję się winna, bo ledwo go znam, a już go martwię. Nie jestem na niego zła, że mi nie pomaga, bo widzę, jak reaguje, a reaguje tak, jakby już kto inny wzbogacił go o podobne doświadczenie, które nie skończyło się dobrze.
Ale ja przeżyję.
Zaczynam się trząść. Czuję, jak pulsujący ból eksploduje mi pod czaszką a potem jednostajnie się utrzymuje. Odrętwiała ręka co chwilę na zmianę mrowi lub drży. Za dużo naraz, za dużo. 
- Lena, do cholery jasnej, ty będziesz żyć, czy umierasz, czy co się dzieje? – pyta Tim tak słabym głosem, że mam ochotę wykrzyczeć, że nic mi nie będzie, ale niestety mam zdrętwiałą twarz.
Zamykam oczy i chwilowo nie obchodzi mnie to, jak bardzo go tym przestraszę. Muszę się uspokoić. Zaczynam brać powolne wdechy i po chwili czuję, jak kręci mi się w głowie, ale nie otwieram oczu, bo czuję charakterystyczne ciepło-zimno w rękach, które oznacza, że zaczyna mi do nich napływać krew.
I nie wiem, ile jeszcze tak leżę, może parę sekund, może pół godziny, ale czuję, że przynamniej wszędzie dopłynęła mi krew, a to najważniejsze. Trzęsę się już tylko ledwo zauważalnie, głowa boli mniej, mostek bardziej, ale żyję. I teraz będzie lepiej. Otwieram oczy.
- Już dobrze – mówię cicho po chwili.
Tim jakby podskakuje w miejscu. Później bierze głęboki oddech, przejeżdża dłońmi po twarzy, a potem obejmuje przyciągnięte do klatki piersiowej kolana rękami.
- Myślałem, że umrzesz – mówi – Bałem się jak cholera.
Dopiero wtedy widzę, jak na jego twarz zaczynają wracać kolory i zdaję sobie sprawę, jak bardzo musiałam go zdenerwować. Czuję się jeszcze bardziej winna, mam ochotę samą siebie brutalnie pobić.
- Przepraszam – udaje mi się wykrztusić.
- To nie twoja wina – mówi chłopak – No chyba, że to wszystko udawałaś, aby mnie wystraszyć. W takim wypadku spadaj na drzewo. Prawie dostałem zawału.
- Ja też – przyznaję – Ale jestem do tego przyzwyczajona.
- Ja chyba niedługo również będę – jego mina sugeruje, abym nie drążyła tematu.
Nie drążę. Choć chciałabym jak cholera. Nie mam pojęcia dlaczego, ale mam gdzieś jakieś głębokie przekonanie, że Tim powinien mi ufać, mimo, że ledwo się znamy. Nie mam pojęcia, dlaczego mam wobec niego takie wymagania.
- Wiesz, co jest najgorsze? – odzywa się – Nie mogłem nawet w razie czego pobiec po jakąś pomoc. Tutaj nie ma pomocy. Mogłem jedynie być przy tobie, co, jak widzisz, na nic się nie zdało.
Chcę mu powiedzieć, że na coś się zdało, ale przecież ma rację.
- Co teraz zrobimy? – pytam cicho.
- Wrócimy do mojego pokoju i się położymy. Nie ma sensu, abyś teraz się tu męczyła.
Odpowiadam mu otępiałym wzrokiem. On naprawdę myśli, że ja dam radę przebiec te kilka metrów prowadzące do korytarzy, do tego jeszcze będąc pod ostrzałem? Chyba nawet nie dam rady wstać.
Tim podnosi się, po czym pochyla się nade mną i łapie mnie za ręce. Ciągnie mnie do góry, a gdy chwieję się na ugiętych kolanach, obejmuje mnie i tym sposobem oparta głową o jego tors przenoszę się do pozycji pionowej. Gdy mnie puszcza, nie upadam.
Ojej.
Dałam radę.




Nie wiem. Wstawiam to chyba już nawet nie po to, aby mieć złudną nadzieję, że ktoś się zainteresuje, bo wiem, że i tak nikt tego nie zrobi.
Nowi bohaterowie w zakładce.

2 komentarze:

  1. Wiesz co bym chciała zrobić? Chciałabym pomóc Lenie w końcu stanąć na nogi, żeby jakoś w siebie uwierzyła. No kurczę no...
    Tim i Lena są fajni, pasują do siebie ^^ Lubię ich razem, ale to już wiesz.
    Vanish i Persil xd
    Jak tak sobie myślę.. to swierdzam że chyba cieszę się, że ten drugi świat nie istnieje naprawdę ( i nie mam tu na myśli tego że zbzikowałbym z braku okien...). Tam jest jakoś tak... strasznie. No nie wiem no. Ogólnie w opowiadaniu prezentuje się świetnie, coś takiego oryginalnego moim zdaniem. (I tu nie wiem jak to wyrazić, zabrakło mi słów)
    Powiem Ci jeszcze tylko, że jak czytam imię Lucas, widzę nie tego Lucasa co trzeba... -.- Cóż.
    Za dużo to ja tu nie napisałam,więc przepraszam... Ale Ty wiesz jak kocham MU i wiesz, że się jaram tym opowiadaniem jak dziecko, gdy wybłaga u mamy lizaka.
    Dużo weny, mniej matmy i mega dużo dobrego humoru życzę ^^❤

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie mam co robić o 1 w nocy to sobie pomysłem że skomentuje ci rozdział. Ja chcę żebyś została nie podawaj się wiesz ze uwielbiam twoje historie i jestem ciekawa co się wydarzy.
    Wracając do rozdziału jest mega fajny. Naprawdę. Wciąż nie wiem o co chodzi z tym światem ale potrzebuje czasu by to rozkminić.
    Dopiero teraz zrozumiałam że Lena jest siostrą Mike'a - to chyba wolę przemilczeć.
    Co się stało Lenie?
    I jeszcze jedno kiedy pojawi się rozdział z drugiego bloga bo jestem ciekawa co stało się z dziećmi i młodymi.
    I jeszcze jedno czy mówiłam Ci ze mogłabyś napisać książkę fantazy i ją wydać? Fantastyka widać że to twoja dobra strona.
    No to kochana czekam na kolejny
    Pozdrawiam i ściskam mocno

    OdpowiedzUsuń