Lena
Pytam,
co się stało Timowi chwilę po tym, jak go w ogóle zauważam. Aż dziwię się, że
zdobyłam się na to, aby się odezwać nieproszona. Zabandażowana, tnąca się (a
przynamniej taką mam nadzieję; miałabym towarzyszkę) Abigail cicho odpowiada,
że to sprawa Lucasa, więc dalej nic nie mówię. Podchodzimy do łóżka, na którym
leży nieprzytomny.
Chłopak
wygląda… Marnie. Jest blady jak papier, chudy, i ma bardzo dziwne, kręcone i
przydługie włosy. Lewą dłoń zaciska w pięść. Abigail jednym, wprawnym ruchem
delikatnie rozprostowuje jego palce, jakby robiła to codziennie. On nie
reaguje. Oddycha miarowo, jego klatka piersiowa równo unosi się i opada.
-
Przywalił mu z łokcia w skroń – szepcze dziewczyna, kontrolnie spoglądając na
Lucasa.
Chłopak
nawet na nią nie patrzy. Zdając sobie z tego sprawę, Abigail oddycha z ulgą.
-
Dlaczego to zrobił? – pytam.
Wszyscy
zajmują się sobą, powstaje nawet niewielki hałas, więc Abigail zaczyna się czuć
bezpiecznie.
-
Wiesz, Lena, każdy, kto tu trafia, ma poważny problem. W zależności od niego,
trafiasz do pokoju z kimś, kto ma podobny. Tutaj jest pokój, do którego
trafiają ludzie z agresją. Niestety ten świat nie przemyślał kwestii, że
autoagresja jest zupełnie inna niż agresja do spotykanych ludzi. Dlatego muszę
z nim wytrzymywać – wskazuje wzrokiem Lucasa.
Zaczynam
się zastanawiać, dlaczego ja pojawiłam się w pokoju z Hampusem. Przecież tnę
się, jak Abigail. Ale równie dobrze mam jeszcze mnóstwo innych problemów. Tylko
jaki mam wspólny z Hampusem?
-
Bije cię? – pytam.
Nie
mam bladego pojęcia, jakim cudem w ogóle ośmielam się otworzyć usta. Przecież
to osobiste pytanie. Jestem jak chamsko oczekująca wyznań policjantka, czy inny
detektyw. Nie wiem, co mi jest.
-
Nie, tylko parę razy przycisnął mnie do ściany, lub podłogi.
Patrzę
na Ainę, a potem na Tima. Coś mi to przypomina.
Już
mam podejść do moich przyjaciół, gdy kudłaty krzywi się. Domyślam się, że
odzyskał przytomność. Nagle mam ochotę uciec, aby mnie przypadkiem nie
zobaczył, ale nie umiem się ruszyć. Abigail zwraca pozostałym uwagę na niego.
Tim
otwiera oczy. Mimo, że ledwo co widzę, od razu zauważam, że ma heterochromię.
Ja poniekąd też mam, ale centralną. Moje oczy są niebieskie przy białkach i
brązowe przy źrenicach, a on ma autentycznie prawe brązowe i lewe niebieskie
oko. Kocham heterochromię. O jeny, jego oczy są przepiękne.
Po
chwili przepiękne oczy mrugają z dezorientacją. Tim musi się czuć osaczony.
Szkoda mi go.
-
Jak ci? – pyta jak gdyby nigdy nic Laia.
Chłopak
nie odpowiada. Błądzi wzrokiem po wszystkich twarzach, zastanawiam się, czy
Abigail nie jest jego dziewczyną, bo z troską go dotykała. Mam wrażenie, że
szuka wśród nas wszystkich kogoś, z kim się trzyma. Dlatego czuję, jak przyspiesza
mi tętno, gdy jego przepiękne oczy wpatrują się we mnie. Przełyka ślinę i już
prawie słyszę, jak mówi typowy tekst w stylu „co się stało?” lub „gdzie ja
jestem”, więc moje osłupienie jest największe, gdy nadal ze wzrokiem wbitym we
mnie, odzywa się:
-
Naprawdę słuchasz Nirvany?
Pomieszczenie
wypełnia głośny plask. Patrzę w lewo. Myles łapie się za głowę.
Dopiero
wtedy, gdy Aina szturcha mnie w ramię, zdaję sobie sprawę, że to pytanie było
skierowane do mnie.
-
Um… Tak – odpowiadam nieśmiało. Czuję się winna, że przeze mnie pozostali tracą
czas na rozprawianie o zespołach. Jednocześnie od razu stwierdzam, że Tim musi
być bardzo fajny.
Lubię
gadać o muzyce, dlatego poniekąd od razu doceniam to, że tak szybko zauważył,
jaką mam koszulkę. Co prawda nie kupiłabym jej sobie sama. Dostałam od
koleżanki na trzynaste urodziny, mimo, że było wtedy i do dzisiaj jest wiele
zespołów, które uwielbiam bardziej niż Nirvanę.
-
To super – mówi kudłacz – Jaką piosenkę najbardziej lubisz?
W
tym momencie sztuczny tłok wokół niego się przerzedza, załamani nastolatkowie
wracają do poprzednich grup.
- Come As You Are - odpowiadam – A ty?
-
Sliver – wypowiada to jakby z
rozbawieniem – Podoba mi się, bo to taka fajna, zwyczajna piosenka o chłopcu,
który nie może usiedzieć u babci. Poza tym, umiem ją śpiewać, ale znajomi
mówią, że brzmię jak zarzynana koza…
-
Timothy, zamknij ryj, bo ci go tak pokiereszuję, że będziesz nie tylko brzmiał,
ale i wyglądał jak zarzynana koza – cedzi przez zęby Lucas, który nadal siedzi
ze wściekłą miną na łóżku.
Zastanawiam
się nad tym. Dla mnie Tim wcale nie brzmi jak zarzynana koza, jeżeli mam jego
głos porównywać do zwierzęcia, to bardziej do kaczki. Kątem ucha słyszę, że
Ainę chyba rozśmieszyło jego pełne imię, bo mówi do Hampusa, że z pewnością Tim
ma brata Garniera i siostrę Schaumę.
I
gdy tak stoję, słucham moich przyjaciół i patrzę na nowego znajomego, który
unosi brwi w odpowiedzi na usłyszany tekst, nagle do mnie dociera, jak to
wszystko jest bez sensu. Mam wrażenie, że to wszystko jest snem, że to miejsce
nie istnieje naprawdę, że ci ludzie są wymyśleni. Przez chwilę się boję;
chciałabym, aby Tim istniał naprawdę, bo jest fajny, rozmawiał ze mną o
Nirvanie i do tego śpiewa.
Nie
wiem, co mam robić, więc odwracam się, żeby wrócić do Ainy i Hampusa, ale czuję
uścisk na nadgarstku.
-
Jak masz na imię? – pyta Tim, tym razem już siedzi. Za szybko się podniósł,
widzę to po tym, jak łapie się za głowę i mruży oczy.
-
Lena – odpowiadam, patrząc kątem oka na Ainę, która śmieje się ze mnie, że nie
potrafię się uwolnić od nowego znajomego.
-
Jesteś tu chwilowo, czy zostaniesz?
Chyba
go nie rozumiem. Dlatego po chwili milczenia się do tego przyznaję.
-
Jak tu trafiłaś? – pyta, wstając.
Jest
niski. Zaledwie paręnaście centymetrów wyższy ode mnie, mającej niewiele ponad
półtora metra. Krzyżuje ramiona na piersi i opiera się nogami o łóżko. Dziwnie
uważa na swoje plecy.
-
Ktoś zadzwonił do mojego przyjaciela i kazał nam skoczyć z mostu – mówię
kpiącym tonem.
-
Nieźle – przytakuje.
-
No i była też z nami przyjaciółka, do której nikt nie dzwonił, Aina, znasz ją –
dodaję.
-
A ten przyjaciel miał wypadek?
-
Tak.
-
Lepiej idźcie stąd dopóki zbyt wiele się nie dowiecie – chłopak unosi brwi z
rezygnacją.
Podchodzimy
do Ainy i Hampusa, którzy ponownie są zajęci wymyślaniem zabawnych tekstów o
kuzynach Persilu i Vanishu.
-
Musicie stąd wyjść – przerywa im Tim.
-
Bardzo chętnie – odpowiada szybko Hampus i zaczyna się kierować do wyjścia.
Patrzymy
na niego w niejakim osłupieniu, gdy otwiera klapę i wychodzi na zewnątrz,
rzucając niedbałe „cześć” do pozostałych. Po chwili idziemy w jego ślady.
I
gdy już się tam wybieramy, a Tim dla ścisłości tłumaczy również Hampusowi i mi,
jak działa portal do realnego świata, wiem, że nie dam rady. Moje myśli są
przez całe życie tak pesymistyczne, że nie ma mowy, abym stąd wyszła. Po co
chcieć się stąd wydostać, skoro i tu, i tam chcę się zabić? A tutaj
przynajmniej mam nowego znajomego, który słucha podobnej muzyki jak ja.
Skoro
czas leci tak, że jak wrócę, nikt nie zauważy mojego zniknięcia, to po co teraz
wracać? Nie mogę się przecież stresować.
Dlatego
właśnie puszczam Ainę i Hampusa przodem i staram się nie dostawać zawału, gdy
ich sylwetki rozmazują się a po chwili znikają, wracając do realnego świata.
Kiedy sama staję na schodach, moje serce bije mniej więcej sto trzydzieści razy
na minutę – jestem z tym tak przećwiczona, że już potrafię to rozróżniać.
I
w tym momencie zaczynam się bać tego świata. To wszystko jest jak skonstruowany
przez kogoś mechanizm, który działa bez zarzutu, a ja nie do końca wiem, do
czego służy. Chyba wolę zadowolić się tym, co już mam.
Kiedy
wyleciałam do Szwecji, byłam pełna nadziei, że wreszcie coś w moim życiu ruszy.
Jednak gdy poznałam chmarę nowych ludzi i przystosowałam się do środowiska,
odkryłam, że to nie chodzi wcale o otoczenie, tylko o mnie. Nie mam dobrej
opinii wśród uczniów, bo ilekroć ktoś przypadkiem próbuje wyciągnąć mnie na
imprezę, stanowczo odmawiam, tylko dlatego, że nie chcę dać się namówić na
alkohol. Nie mam popularności, bo nie chce mi się wstawiać na snapchata połowy
mojego życia. Nadal nie potrafię zwyczajnie podejść do nieznajomej osoby i
zacząć z nią gadać, ograniczam się do Ainy, w porywach razem z Hampusem, który
jest bardziej jej przyjacielem, niż moim. Gdy jadę tramwajem z kimś ze szkoły,
starcza mi sił na spróbowanie porozmawiać tylko trzy razy, potem daję spokój i
sobie i osobie obok, zakładamy słuchawki i zamykamy się w swoich światach.
Nie
przeszkadza mi bycie szkolnym plebsem, w sumie nawet nie chciałabym być gwiazdą,
ale chodziło mi o coś innego. Chciałam chociaż w połowie dogonić mojego brata,
który został przewodniczącym samorządu szkolnego, znał większość szkoły, a cała
szkoła znała jego, chodzi na imprezy i tylko raz w życiu się upił, gdy wstawi
zdjęcie na instagrama, to pół jego znajomych o tym gada, a do tego właśnie
zaczął studia, na które dostał się jako najmłodszy z wszystkich. Cała rodzina
go uwielbia, ale babcia nadal potrafi mu powiedzieć, że jest okropnym
gówniarzem, ma wszystko w dupie, je za dużo, za mało śpi, za mało o nią dba i
do tego pewnie jej nie kocha.
Babcia
finansuje ze swojej emerytury wynajmowanie mieszkania dla Mike’a. Zazwyczaj
przychodziła do niego co tydzień, ale odkąd wypił jedno piwo, przychodzi co dwa
dni, sprawdza jego lodówkę i powtarza mu, że jest pijakiem. Wszystko obserwuje
Brad, współlokator Mike’a. Babcia bardzo nie lubi Brada, bo chłopak myje się
raz na miesiąc i śmierdzi tak, że nawet mojemu pocącemu się litrami bratu to
przeszkadza. Jak Brada nie ma w domu, babcia opieprza Mike’a za to, że zadaje
się z takimi brudasami.
Tylko
jest jedna różnica. On sobie z tym radzi, a ja nie. On potrafi manipulować
babcią tak, jak ona manipuluje nami, a ja nie potrafię nic. Dlatego musiałam
się wynieść, dlatego jestem w Szwecji, dlatego nie mam własnego pokoju i
dlatego jestem taka beznadziejna.
Dokładnie
w momencie, gdy to myślę, schody odpychają mnie tak, że lecę w dół, do tyłu,
młócąc panicznie rękami w powietrzu. Zahaczam stopami o dwa schodki, próbując
odzyskać równowagę, ale przez to tylko odwracam się plecami do podłoża.
Ostatkami sił łapię jedną ręką poręczy, żeby spowolnić upadek, a gdy już w
zupełności tracę równowagę, przygotowuję się na złamanie kręgosłupa. Jestem tym
zażenowana. Nie chcę, żeby jakieś dziwne schody odebrały mi życie. Chcę je
sobie odebrać sama.
Wreszcie
czuję uderzenie w plecy, ale to nie ściana ani podłoga, bo lekko się odsuwa, a
potem oplatają mnie ręce, które próbują ustawić mnie do pionu. To Tim. Patrzy
na mnie z przerażeniem, muszę wyglądać, jakbym miała zawał. Od zawsze myślę, że
jeżeli nie zdążę się zabić, to umrę na zawał.
W
tym samym czasie tracę oddech i czuję jak drętwieją mi ręce i pół twarzy. Tim
mnie nie puszcza, tylko kuca przy ziemi, nadal mnie trzymając, przez co jakby
siadam oparta o niego. Pochylam się do przodu i wtedy chłopak rozluźnia uścisk,
ale dalej mnie podtrzymuje, jakby się bał, że inaczej wybuchnę i rozpadnę się
na kawałki, które gwałtownie wylecą w powietrze i go poranią. Osuwam się w bok
i kładę się na ziemi. Nie potrafię się uspokoić, serce bije mi tak szybko, że
nawet zapominam policzyć, ile uderzeń na minutę. Gdy oddycham, z każdym
nabranym wdechem w klatce piersiowej czuję rozrywający ból. Nie powinnam była
się tak stresować. Nie mogę.
-
Hej, żyjesz? – widzę, jak mój nowy znajomy siada przede mną i patrzy na mnie
wzrokiem jakby zamglonym, ale nie z zamyślenia; da się rozpoznać, że oczami
wyobraźni widzi co innego i wygląda to tak, jakby panicznie bał się tego, co
rozgrywa się w jego umyśle.
Chcę
go jakoś uspokoić, ale z moich ust wydobywa się jedynie stłamszony jęk, więc
postanawiam się zamknąć. Już czuję się winna, bo ledwo go znam, a już go
martwię. Nie jestem na niego zła, że mi nie pomaga, bo widzę, jak reaguje, a
reaguje tak, jakby już kto inny wzbogacił go o podobne doświadczenie, które nie
skończyło się dobrze.
Ale
ja przeżyję.
Zaczynam
się trząść. Czuję, jak pulsujący ból eksploduje mi pod czaszką a potem
jednostajnie się utrzymuje. Odrętwiała ręka co chwilę na zmianę mrowi lub drży.
Za dużo naraz, za dużo.
-
Lena, do cholery jasnej, ty będziesz żyć, czy umierasz, czy co się dzieje? –
pyta Tim tak słabym głosem, że mam ochotę wykrzyczeć, że nic mi nie będzie, ale
niestety mam zdrętwiałą twarz.
Zamykam
oczy i chwilowo nie obchodzi mnie to, jak bardzo go tym przestraszę. Muszę się
uspokoić. Zaczynam brać powolne wdechy i po chwili czuję, jak kręci mi się w
głowie, ale nie otwieram oczu, bo czuję charakterystyczne ciepło-zimno w
rękach, które oznacza, że zaczyna mi do nich napływać krew.
I
nie wiem, ile jeszcze tak leżę, może parę sekund, może pół godziny, ale czuję,
że przynamniej wszędzie dopłynęła mi krew, a to najważniejsze. Trzęsę się już
tylko ledwo zauważalnie, głowa boli mniej, mostek bardziej, ale żyję. I teraz
będzie lepiej. Otwieram oczy.
-
Już dobrze – mówię cicho po chwili.
Tim
jakby podskakuje w miejscu. Później bierze głęboki oddech, przejeżdża dłońmi po
twarzy, a potem obejmuje przyciągnięte do klatki piersiowej kolana rękami.
-
Myślałem, że umrzesz – mówi – Bałem się jak cholera.
Dopiero
wtedy widzę, jak na jego twarz zaczynają wracać kolory i zdaję sobie sprawę,
jak bardzo musiałam go zdenerwować. Czuję się jeszcze bardziej winna, mam
ochotę samą siebie brutalnie pobić.
-
Przepraszam – udaje mi się wykrztusić.
-
To nie twoja wina – mówi chłopak – No chyba, że to wszystko udawałaś, aby mnie
wystraszyć. W takim wypadku spadaj na drzewo. Prawie dostałem zawału.
-
Ja też – przyznaję – Ale jestem do tego przyzwyczajona.
-
Ja chyba niedługo również będę – jego mina sugeruje, abym nie drążyła tematu.
Nie
drążę. Choć chciałabym jak cholera. Nie mam pojęcia dlaczego, ale mam gdzieś
jakieś głębokie przekonanie, że Tim powinien mi ufać, mimo, że ledwo się znamy.
Nie mam pojęcia, dlaczego mam wobec niego takie wymagania.
-
Wiesz, co jest najgorsze? – odzywa się – Nie mogłem nawet w razie czego pobiec
po jakąś pomoc. Tutaj nie ma pomocy. Mogłem jedynie być przy tobie, co, jak
widzisz, na nic się nie zdało.
Chcę
mu powiedzieć, że na coś się zdało, ale przecież ma rację.
-
Co teraz zrobimy? – pytam cicho.
-
Wrócimy do mojego pokoju i się położymy. Nie ma sensu, abyś teraz się tu
męczyła.
Odpowiadam
mu otępiałym wzrokiem. On naprawdę myśli, że ja dam radę przebiec te kilka
metrów prowadzące do korytarzy, do tego jeszcze będąc pod ostrzałem? Chyba
nawet nie dam rady wstać.
Tim
podnosi się, po czym pochyla się nade mną i łapie mnie za ręce. Ciągnie mnie do
góry, a gdy chwieję się na ugiętych kolanach, obejmuje mnie i tym sposobem
oparta głową o jego tors przenoszę się do pozycji pionowej. Gdy mnie puszcza,
nie upadam.
Ojej.
Dałam
radę.
Nie wiem. Wstawiam to chyba już nawet nie po to, aby mieć złudną nadzieję, że ktoś się zainteresuje, bo wiem, że i tak nikt tego nie zrobi.
Nowi bohaterowie w zakładce.

Wiesz co bym chciała zrobić? Chciałabym pomóc Lenie w końcu stanąć na nogi, żeby jakoś w siebie uwierzyła. No kurczę no...
OdpowiedzUsuńTim i Lena są fajni, pasują do siebie ^^ Lubię ich razem, ale to już wiesz.
Vanish i Persil xd
Jak tak sobie myślę.. to swierdzam że chyba cieszę się, że ten drugi świat nie istnieje naprawdę ( i nie mam tu na myśli tego że zbzikowałbym z braku okien...). Tam jest jakoś tak... strasznie. No nie wiem no. Ogólnie w opowiadaniu prezentuje się świetnie, coś takiego oryginalnego moim zdaniem. (I tu nie wiem jak to wyrazić, zabrakło mi słów)
Powiem Ci jeszcze tylko, że jak czytam imię Lucas, widzę nie tego Lucasa co trzeba... -.- Cóż.
Za dużo to ja tu nie napisałam,więc przepraszam... Ale Ty wiesz jak kocham MU i wiesz, że się jaram tym opowiadaniem jak dziecko, gdy wybłaga u mamy lizaka.
Dużo weny, mniej matmy i mega dużo dobrego humoru życzę ^^❤
Nie mam co robić o 1 w nocy to sobie pomysłem że skomentuje ci rozdział. Ja chcę żebyś została nie podawaj się wiesz ze uwielbiam twoje historie i jestem ciekawa co się wydarzy.
OdpowiedzUsuńWracając do rozdziału jest mega fajny. Naprawdę. Wciąż nie wiem o co chodzi z tym światem ale potrzebuje czasu by to rozkminić.
Dopiero teraz zrozumiałam że Lena jest siostrą Mike'a - to chyba wolę przemilczeć.
Co się stało Lenie?
I jeszcze jedno kiedy pojawi się rozdział z drugiego bloga bo jestem ciekawa co stało się z dziećmi i młodymi.
I jeszcze jedno czy mówiłam Ci ze mogłabyś napisać książkę fantazy i ją wydać? Fantastyka widać że to twoja dobra strona.
No to kochana czekam na kolejny
Pozdrawiam i ściskam mocno