Aina
Ciemność.
Ciemność,
łóżko, zimno, nieswojo. Korytarze, Tim.
Nie.
To internat. Tak? To musi być internat.
Gwałtownym
ruchem odsuwam od siebie kołdrę i szybko podnoszę się z łóżka. Podchodzę do
parapetu pod oknem, okno, jest. Odsłaniam rolety i widok naszej szkoły uspokaja
mnie jak nigdy dotąd.
-
Eeej, co ty robisz… – jęczy Lena, zupełnie jakbym wyłączyła jej darcie ryja.
Nie
słucham jej, siadam tylko na swoim łóżku, zadowolona, że mogę odetchnąć. Cieszę
się, że idę do szkoły, spotkam miłych ludzi i zapomnę o tym, że…
Zaraz,
nie spotkam Hampusa. Będę spać pod bluzą Leny, udając, że słucham Manfreda.
Życie jest bez sensu…
Muszę
im o wszystkim powiedzieć.
Dni,
gdy Hampus leży w szpitalu, są okropne. Nie mogę go odwiedzać, bo kończy się
semestr i muszę mieć jak najlepsze oceny. Lena też do niego nie przychodzi,
kłóci się z rodziną wyjątkowo często, przesiaduje na podłodze w łazience po
trzy godziny dziennie płacząc i ledwo powstrzymując się przed cięciem, a gdy
stamtąd wychodzi, udaje że wszystko jest dobrze. Jedyne, co mi ujawnia, to że z
jej sercem nie jest najlepiej. Bierze leki, jak zawsze, ale moim zdaniem
powinna iść do lekarza.
Manfred
po jednej z wizyt w szpitalu wysyła mi zdjęcie Hampusa, podłączonego do
monitora serca, z nadal przerażającym mnie wenflonem w ręce, uśmiechającego się
jak debil do kamery. On jest niemożliwy. Ja schodzę na zawał, a on się śmieje!
Lena nie jest lepsza, gdy pokazuję jej zdjęcie, patrzy na jego ciśnienie (równe
sto) i tętno (siedemdziesiąt osiem), i swobodnym tonem stwierdza, że mu
zazdrości.
I
tak denerwują mnie przez trzy dni, kiedy muszę napisać dodatkową pracę do pana
Fredagssona, bo muszę mieć bardzo dobrą ocenę ze szwedzkiego. Nie robiłabym
tego, gdyby nie alternatywa, że jak przyjadę na ferie do domu, babcia będzie mi
codziennie mówić „a twoja mama, to zawsze ze wszystkiego miała idealne oceny”.
Moja
mama miała zawsze oceny piękne jak oczy Hampusa, ale na tym jej ideał się
kończy. Nie mam z nią kontaktu od pięciu lat, wyjechała na jakieś
wypierdziszewo, zostawiając mnie z tatą, który znalazł sobie nową żonę. Tak ją
uwielbiam, że wolałabym mieszkać z jakimś trollem. Dlatego nazywam ją Wiedźmą.
W sumie nie tylko dlatego. Odkąd przejęła nazwisko mojego taty, nazywa się tak samo
jak ja. A ja jestem tylko jedna, i byłam pierwszą Ainą Mjӧl.
Jako
pierwsza Aina Mjӧl przez trzy dni na zmianę dostaję szału i powstrzymuję się
przed płaczem. Nie mogę tego robić przy Lenie. Wiem, że byłoby mi lepiej, lecz
przy niej nie mogę. Jestem na to zbyt dumna.
No
i jest jeszcze jedna sprawa, która nie daje mi spokoju. Korytarze, inny świat i
przedziwny nowy znajomy, który wziął się tam nie wiadomo skąd. Zastanawiam się,
co powiedziałaby Lena, gdyby się dowiedziała, że mu współczuję. Pewnie zareagowałaby
tak samo jak wtedy, gdy przechodziłyśmy ulicą i powstrzymała mnie przed daniem
pieniędzy bezdomnemu. Powiedziałaby, że jestem za dobra.
Jest
też coś, co powstrzymuje mnie przed współczuciem Timowi. Wspomnienia tego, jak
przycisnął mnie do ściany ze wzrokiem godnym psychola albo gwałciciela, zależy
czego bardziej się w tym momencie bałam, a nie wiem.
-
Czułam jego oddech na twarzy. Przerażające, niczym jazda samochodem ze wściekłą
Wiedźmą siedzącą za mną – mówię, gdy w końcu udaje nam się znaleźć czas aby to
wszystko obgadać.
Hampus
patrzy na mnie dziwnie.
***
Hampus
-
Dlaczego nie zadzwoniłaś po kogoś? – pytam, powstrzymując się przed okryciem
jej własną bluzą i przytuleniem ciasno do siebie, tak żeby żaden wariat już
nigdy jej nie dotknął, ani nie dmuchał powietrzem na jej twarz.
Dokładnie
w tym momencie dzwoni mój telefon – typowa, nudna melodyjka grająca w
dziewięćdziesięciu procentach telefonów Apple, gdyż zmienianie dzwonka jest tam
tak długie, że nikomu się nie chce.
-
Nie mogłam – wciska jeszcze do mojej świadomości Aina, póki nie odbieram.
Most nad Göta älv.
Do
cholery jasnej.
Rozłączam
się. Dziewczyny patrzą na mnie dziwnie, w sumie nie wiem, co im tłumaczyć, czy
to zbagatelizować, czy powiedzieć prawdę, że taki telefon powtarza się już trzeci
raz i trochę mnie to niepokoi.
Nim
zdążę się zastanowić, znajomy dźwięk znów wypełnia pokój, przez co zaczynam się
bać przesławnego Opening, jak dotąd
niewinnego, lecz denerwującego dzwonka.
Idziesz tam teraz.
-
Nigdzie nie idę – odpowiadam odważnie.
Aina
robi minę, jakby miała zaraz wybuchnąć śmiechem; pewnie wyglądam, jakbym
wkurzał się na Manfreda.
Idziecie wszyscy. Inaczej
zginiecie.
-
A wie szanowny pan, że groźby są karalne? – gdy wypowiadam te słowa, zaczątek
uśmiechu równocześnie znika z obu twarzy siedzących na łóżku naprzeciw
dziewczyn.
W
tym momencie trzask tłuczonego szkła wypełnia cały nasz pokój, a w ścianie
naprzeciw dziury w oknie ląduje pocisk. Aina i Lena przywierają plecami do
ściany za nimi.
-
Hampus, co się dzieje? – pyta z paniką w głosie Aina.
-
Wstawajcie – mówię – Idziemy na most nad Göta älv.
To
fascynujące, że nikogo nie obchodzi trójka nastolatków stojących po zewnętrznej
stronie barierek mostu. Za nami przejeżdża tramwaj numer 5, tam też nikt sobie
z nas nic nie robi. W sumie nie wiem, czy chcę, żeby ktoś próbował nam pomóc.
Chyba wolę nie narażać dodatkowych ludzi.
To
wszystko jest chore. Że niby mamy teraz się zabić, bo ktoś dzwoni do mnie i
potrafi do nas strzelać z niewidzialnych pistoletów?
Pospieszcie się.
-
Powtórzmy to jeszcze raz – mówię do telefonu, przytulając do siebie trzęsącą
się ze strachu Ainę – Mamy się zabić, albo wy nas zabijecie?
Nawet
nie wiem, kim są „wy”. Nie wiem prawie nic. Wiem, że stoję na moście, na którym
chwilę przedtem pocisk z pistoletu uderzył w barierkę. Wiem, że inni, którym
się to przytrafiło, wołali o pomoc i tylko ściągnęli śmierć na większą grupę
ludzi. Wiem, że nie możemy uciekać.
Wy pozostaniecie
nieruszeni. Musicie tylko skoczyć.
Uspokajający
ton tego stworzonego komputerowo głosu jest jeszcze bardziej przerażający niż
wtedy, gdy chce mnie przestraszyć.
Pięć sekund. Skaczcie.
Dziewczyny
to słyszą, bo rozmowa leci na głośniku. Komenda nas zamraża. Słyszę tylko, jak
wtulająca się we mnie Aina szepcze słabe „przepraszam” i zaczyna płakać.
Pierwsza
skacze Lena. Gdy jej ciało leci w dół, wzdrygam się. To jest coś, co ona już
dawno chciała zrobić.
Pocisk
uderza w barierkę.
Skaczę,
pchając Ainę przed sobą.
Przez
chwilę szamoczemy się w wodzie. Łapię ją za dłoń. Trzymam ją mocno, bo zaczynamy
się od siebie oddalać. Brakuje mi powietrza. Wiem, że nie mogę wziąć oddechu.
W
pewnym momencie Aina przestaje odwzajemniać uścisk. Jej ręka jest bezwładna.
Próbuję ją przyciągnąć do siebie, ale jej ciało ciąży nas oboje w dół. Oczy
mnie pieką, mimo, że mam je zamknięte. Czuję, że się duszę.
Nie
wiem, ile czasu minęło, panika mi nie pomaga. Próbuję płynąć do góry, ale w
mięśniach czuję rozrywający ból. I w tym momencie następuje najgorsze.
Odruchowo
próbuję wziąć oddech. Mam wrażenie, że woda wlewa mi się do przełyku wszędzie.
Nosem, ustami, uszami, oczami. Nie wiem, ile czasu trwa moment, w którym
panicznie macham nogami i ręką. Wiem tylko, że jestem przerażony i tonę.
Zaczynam mieć drgawki.
W
tym momencie tracę przytomność.
Otwieram
oczy, łapczywie biorąc głęboki oddech. Nie ma wody. Do moich płuc dostaje się
gryzące, suche powietrze. Wokół jest ciemno. Leżę na czymś ciepłym. Czuję się
dobrze.
Oczywiście
tylko pod względem tego, że nie umieram od podtopienia. Mogę oddychać i pierwszy
raz w życiu to uczucie jest tak cudowne.
Ale
nic nie widzę i to jest bardzo niepokojące. Podpieram się na ręce i nie wiem,
czy to autosugestia, czy naprawdę czuję ucisk w płucach. Lekko kręci mi się w
głowie. Gdy to uczucie mija, wzrok mi się polepsza, przyzwyczaja do ciemności.
Widzę
Lenę. Leży na boku, na łóżku obok mojego, ma szeroko otwarte oczy i chyba lecą
jej z nich łzy. Nie wiem, co się dzieje. Gdzie jest Aina? A co, jeżeli ona tam
została? Czuję, jak robi mi się słabo.
-
Nie wiem, czy się śmiać, czy płakać – mówi Lena.
Gdyby
była Manfredem, Omarem, czy innym moim przyjacielem, nie zawahałbym się przed
kopnięciem jej w twarz. Ma w tym momencie szczęście, że wbrew stwarzanym przez
nią pozorom, jest dziewczyną.
-
Do cholery jasnej, Ainy tu nie ma – mój głos brzmi bardziej gorączkowo, niż
zamierzałem.
Lena
podnosi się gwałtownie, po czym kuli się, łapiąc za głowę. Kurde. Zapomniałem.
Ona ma chore serce, jak ją porządnie zdenerwuję, to po niej.
-
Wszystko dobrze? – pytam, choć to pytanie jest bezsensowne.
Nie
odpowiada mi, tylko bierze powolny oddech. Po chwili podnosi na mnie wzrok.
-
Aina mówiła, że na sufitach są klapy, przez które można wyjść na zewnątrz. Może
trafiła do tego samego pokoju, co wtedy, a my do innego?
Kiwam
głową. To całkiem sensowne, biorąc pod uwagę to, co się działo, zanim tu
trafiliśmy i sam fakt, że tu jesteśmy. Cała ta sytuacja pierze mózg. Mam
wrażenie, jakby w tym momencie już dosłownie wszystko było możliwe.
Wychodzimy
z pokoju – ciekaw jestem, jak długo próbowalibyśmy się z niego wydostać, gdyby
wcześniej Aina nie opowiedziała nam co nieco o tym świecie. Zdaję sobie sprawę,
że dopiero teraz wierzę w jej opowieść. Lena uwierzyła od razu, bo jest wielką
fanką fantastyki i cały czas próbowała nas przekonać, że gdzieś naprawdę
istnieje inny świat. I miała rację. Choć wątpię w to, że wygląda tak, jak ona
to sobie wyobrażała. Wygląda na to, że marzenie z innym światem spełniła, ale
marzenie o adopcji smoka może pogrzebać.
Korytarz
rzeczywiście jest oświetlony, ale ciemny. Nie rozumiem niczego. Czuję się jakby
uspokojony tym, że może Aina jest z tym dziwolągiem, co jej dotykał. Ale w
rzeczywistości ona może być wszędzie. Korytarzy może być mnóstwo. Możemy się
już nigdy nie znaleźć.
-
To nie ma sensu – mówię, zatrzymując się.
Lena
patrzy na mnie zdezorientowana.
-
Wiem – mówi i pochyla się.
Myślę,
że może znowu jej słabo i już mam ją ratować, gdy orientuję się, że ona po
prostu puka w klapę, która jest pod nami. Po tym następuje cisza. Patrzymy na
siebie, nie wiedząc, co robić.
Klapa
otwiera się szybko. Przed nami pojawia się twarz chłopaka. Jego krótkie po
bokach, a dłuższe na środku głowy włosy sterczą na miliard różnych stron. Pff.
Moje lepsze. Brunet patrzy na nas z wyczekiwaniem.
-
Co jest?
To
bardzo dobre pytanie.
-
Szukamy naszej przyjaciółki – mówię po chwili.
-
Jak ma na imię?
-
Aina.
-
Nie znam. Jestem tu dopiero sześć dni.
To
po co pytałeś o imię?
Dobra,
jeszcze nie jest tragicznie. Możemy zapukać jeszcze do miliarda takich klap.
Już
prawie mamy zamiar przeprosić go za zawracanie głowy i pójść sobie dalej, gdy
coś mi się przypomina.
-
A znasz może jakiegoś Tima? – pytam.
Kątem
oka patrzę na Lenę. Stoi trochę od nas oddalona, jak dziecko, które nie może
się przysłuchiwać rozmowie dorosłych.
-
Nie. Po imionach nikogo nie znam, tylko swojego współlokatora, a jego nie ma. A
wiecie może gdzie byli… Tim i Aina? – wypowiada imię Ainy tak dziwnie, jakbyśmy
kazali mu gadać po chińsku. Nie wiem czy to dobrze. To jedyne słowo, którego
nie wypowiada tak irytująco beznamiętnie.
-
Aina wychodziła z tego świata – wtrąca się Lena.
Chłopak
powoli kiwa głową.
-
Zaprowadzę was do wyjścia – mówi – Popytamy ludzi tam. Poza tym, jestem Myles.
Przedstawiam
się, a po minie Leny widzę, że powiązała imię naszego nowego znajomego z jakimś
muzykiem, więc nawet na nią nie patrzę, gdy się z nim poznaje. Nawet w takiej
sytuacji musi być… Leną Velez.
Idziemy
za Mylesem w prawo, przez długi czas się nie odzywając.
-
Skąd jesteś? – ciszę przerywa Lena.
-
Z Australii – odpowiada chłopak – Ty ze Stanów, Hampus ze Szwecji – nawet nie
zaszczyca nas spojrzeniem.
-
Skąd wiesz? – pytam.
-
Masz okropny akcent.
Pieprz
się.
Skręcamy
w lewo i wtedy dostrzegamy drzwi, o których mówiła Aina. Gdy Myles pochyla się
nad klapą i w nią stuka, Lena nie powstrzymuje się i spogląda za okienko. Kiedy
odwraca od niego wzrok, jej mina jest nieciekawa.
Klapę
otwiera jakaś dziewczyna z pofarbowanymi na czarno włosami. Gra pewną siebie.
Patrzy na nas jeszcze gorzej, niż Myles za pierwszym razem.
-
Widziałaś jakąś Ainę, lub Tima? – pyta Myles.
Dziewczyna
kręci głową i przechyla się w stronę wnętrza swojego pokoju.
-
Laia, znasz Ainę lub Tima?
Chwilę
rozmawiają, po czym blondynka nazwana Laią wychyla głowę na zewnątrz.
-
Znam Tima, niedawno szarpał się z jakąś histeryzującą dziewczyną – mówi – To
mogła być Aina?
-
Tak – odpowiada Lena, gdyż ja wolę nie mówić nic, bo jak już się odezwę, to
opieprzę ją za stwierdzenie, że Aina histeryzuje.
-
To pójdźmy do niego, może on coś wie.
Idziemy
za Laią, z nami Myles. Mam złe przeczucia, że będziemy tak latać po tych
korytarzach, jak Żyd po pustym sklepie, lub gorzej, jak Lena po muzycznym.
Gdy
okazuje się, że w pokoju Tima nie ma nikogo, mam ochotę zacząć rwać sobie włosy
z głowy i wydrzeć się na dowódcę tego całego świata, że przecież nic nie
zrobiłem i zasługuję na to, aby oddał mi Ainę. Laia wpada na kolejny pomysł, że
może Tim jest u Lucasa. Gdy dodaje „może Lucas już go zatłukł, tak jak ciągle
obiecywał”, zaczynam się zastanawiać, jak bardzo denerwujący musi być ten cały
Tim.
Gdy
otwiera się kolejna klapa, w środku Lena zapewne od razu widzi zbiorowisko
nastolatków, a ja tylko Ainę. Bez zastanowienia wskakuję tam i ją przytulam,
mocno, jakbym tylko tak mógł ją zatrzymać przy sobie, a po chwili, gdy stresuję
się, że może ona nie chce, odwzajemnia uścisk tak samo mocno. Mam gdzieś to, co
myślą o nas wszyscy, którzy nas obserwują. Potrzebuję jej tu i teraz.
Zdaję
sobie sprawę, że mocno zaciskam powieki, więc otwieram oczy i wtedy widzę Lenę,
która wchodzi do pokoju, mową ciała komunikując „przepraszam, że żyję”. Myles
zamyka za nią klapę. Przez chwilę myślę, że Lena podejdzie do nas i przytuli
nas oboje, ale się na to nie zdobywa, zresztą jak zwykle. Ona tego po prostu
nie lubi.
Gdy
w końcu Aina i ja odsuwamy się od siebie, zauważam, jak oni wszyscy perfidnie
się na nas gapią.
-
Miałyśmy zaraz iść was szukać – wyjaśnia jakaś dziewczyna.
Dopiero
wtedy zdaję sobie sprawę, że jedyne światło w tym pomieszczeniu daje blask
zapalniczki, którą owa dziewczyna trzyma w ręku. Ogień oświetla jej chudą rękę,
pokrytą bliznami i zrobionym z czyjejś koszulki bandażem. Rozglądam się wokół w
poszukiwaniu chłopaka bez koszulki. W oczy rzuca mi się jedynie siedzący obok
niej blondyn w bluzie, z wręcz wściekłym wyrazem twarzy.
Nikt
się nie odzywa, mam wrażenie, że jestem osaczony przez stado nieśmiałych Len.
-
Może się zapoznamy? – zagajam.
No
więc jesteśmy my, Aina, Lena i Hampus, jest Laia, Myles, dziewczyna z bandażami
to Abigail, a ten wściekły to Lucas. Już mam odetchnąć z ulgą, gdy odzywa się
Laia.
-
A tam jest Tim.
Dopiero
wtedy zauważam, że drugie łóżko jest zajęte. Widzę jedynie zarys jego sylwetki,
ale odruchowo go nie lubię. Śmiał przestraszyć moją Ainę.
Przez
następne parę minut zastanawiam się, gdzie mu przywalić.
Tak. Właśnie weszłam tutaj tylko po to, aby wstawić rozdział między lekcjami.
Suprajs madafaka.

Ja tu mam pisać pracę na filozofię, a Ula rozdział wstawia... No cóż, są rzeczy ważne i ważniejsze, MU musiałam przeczytać.
OdpowiedzUsuńProblem w tym, że nie wiem co pisać... Ja po prostu uwielbiam to opowiadanie To jak Hampus troszczy się o Ainę jest takie ojeju ^^ To jak się budzą w innym świecie i z Leną łażą po korytarzach i Ci ludzie stamtąd tak mi się podobają. Jest taki fajny klimat.
Nie spodziewałam się, że dodasz dzisiaj rozdział, ale cieszę się mega z tego powodu. Kontynuuj to, proszę
Weny, wyspania się i do jutra :3 ❤
Bardzo dobry suprajs. Miałam już wczoraj przeczytać ale zajęłam się pisaniem i nie zdążyłam. Ulix ja ci dziękuję że ty wstawiasz rozdziały bo taką nudą wieje na blogerzy źe to jest masakra. Ja ci za to szczerze dziękuję.
OdpowiedzUsuńWiem że miałam już wcześniej skomentować ale tak wyszło że nie zrobiłam. Naprawdę przepraszam nie nam nic na swoje usprawiedliwienie. Wiedz że czytałam wszystkie rozdziały.
Ale wracając.
Rozdział z jednej strony mnie odrobinę przekazał z drugiej ciekawił.
Przez cały rozdział zastanawiałam się 'o co tu chodzi' a to pytanie jeszcze bardziej mnie zaintrygowało gdy przeczytałam moment strzałów i mostu. Wtedy już kompletnie zgubiłem.
Ale spoko
Pozostaje mi jedynie podziękować Ci za to że nadal tu jestem
I oczekiwać na nowy rozdział.
Pozdrawiam i ściskam mocno
Mika