poniedziałek, 27 lutego 2017

Rozdział 3


Aina
Ciemność.
Ciemność, łóżko, zimno, nieswojo. Korytarze, Tim.
Nie. To internat. Tak? To musi być internat.
Gwałtownym ruchem odsuwam od siebie kołdrę i szybko podnoszę się z łóżka. Podchodzę do parapetu pod oknem, okno, jest. Odsłaniam rolety i widok naszej szkoły uspokaja mnie jak nigdy dotąd.
- Eeej, co ty robisz… – jęczy Lena, zupełnie jakbym wyłączyła jej darcie ryja.
Nie słucham jej, siadam tylko na swoim łóżku, zadowolona, że mogę odetchnąć. Cieszę się, że idę do szkoły, spotkam miłych ludzi i zapomnę o tym, że…
Zaraz, nie spotkam Hampusa. Będę spać pod bluzą Leny, udając, że słucham Manfreda. Życie jest bez sensu…
Muszę im o wszystkim powiedzieć.

Dni, gdy Hampus leży w szpitalu, są okropne. Nie mogę go odwiedzać, bo kończy się semestr i muszę mieć jak najlepsze oceny. Lena też do niego nie przychodzi, kłóci się z rodziną wyjątkowo często, przesiaduje na podłodze w łazience po trzy godziny dziennie płacząc i ledwo powstrzymując się przed cięciem, a gdy stamtąd wychodzi, udaje że wszystko jest dobrze. Jedyne, co mi ujawnia, to że z jej sercem nie jest najlepiej. Bierze leki, jak zawsze, ale moim zdaniem powinna iść do lekarza.
Manfred po jednej z wizyt w szpitalu wysyła mi zdjęcie Hampusa, podłączonego do monitora serca, z nadal przerażającym mnie wenflonem w ręce, uśmiechającego się jak debil do kamery. On jest niemożliwy. Ja schodzę na zawał, a on się śmieje! Lena nie jest lepsza, gdy pokazuję jej zdjęcie, patrzy na jego ciśnienie (równe sto) i tętno (siedemdziesiąt osiem), i swobodnym tonem stwierdza, że mu zazdrości.
I tak denerwują mnie przez trzy dni, kiedy muszę napisać dodatkową pracę do pana Fredagssona, bo muszę mieć bardzo dobrą ocenę ze szwedzkiego. Nie robiłabym tego, gdyby nie alternatywa, że jak przyjadę na ferie do domu, babcia będzie mi codziennie mówić „a twoja mama, to zawsze ze wszystkiego miała idealne oceny”.
Moja mama miała zawsze oceny piękne jak oczy Hampusa, ale na tym jej ideał się kończy. Nie mam z nią kontaktu od pięciu lat, wyjechała na jakieś wypierdziszewo, zostawiając mnie z tatą, który znalazł sobie nową żonę. Tak ją uwielbiam, że wolałabym mieszkać z jakimś trollem. Dlatego nazywam ją Wiedźmą. W sumie nie tylko dlatego. Odkąd przejęła nazwisko mojego taty, nazywa się tak samo jak ja. A ja jestem tylko jedna, i byłam pierwszą Ainą Mjӧl.
Jako pierwsza Aina Mjӧl przez trzy dni na zmianę dostaję szału i powstrzymuję się przed płaczem. Nie mogę tego robić przy Lenie. Wiem, że byłoby mi lepiej, lecz przy niej nie mogę. Jestem na to zbyt dumna.
No i jest jeszcze jedna sprawa, która nie daje mi spokoju. Korytarze, inny świat i przedziwny nowy znajomy, który wziął się tam nie wiadomo skąd. Zastanawiam się, co powiedziałaby Lena, gdyby się dowiedziała, że mu współczuję. Pewnie zareagowałaby tak samo jak wtedy, gdy przechodziłyśmy ulicą i powstrzymała mnie przed daniem pieniędzy bezdomnemu. Powiedziałaby, że jestem za dobra.
Jest też coś, co powstrzymuje mnie przed współczuciem Timowi. Wspomnienia tego, jak przycisnął mnie do ściany ze wzrokiem godnym psychola albo gwałciciela, zależy czego bardziej się w tym momencie bałam, a nie wiem.
- Czułam jego oddech na twarzy. Przerażające, niczym jazda samochodem ze wściekłą Wiedźmą siedzącą za mną – mówię, gdy w końcu udaje nam się znaleźć czas aby to wszystko obgadać.
Hampus patrzy na mnie dziwnie.

***
Hampus
- Dlaczego nie zadzwoniłaś po kogoś? – pytam, powstrzymując się przed okryciem jej własną bluzą i przytuleniem ciasno do siebie, tak żeby żaden wariat już nigdy jej nie dotknął, ani nie dmuchał powietrzem na jej twarz.
Dokładnie w tym momencie dzwoni mój telefon – typowa, nudna melodyjka grająca w dziewięćdziesięciu procentach telefonów Apple, gdyż zmienianie dzwonka jest tam tak długie, że nikomu się nie chce.
- Nie mogłam – wciska jeszcze do mojej świadomości Aina, póki nie odbieram.
Most nad Göta älv.
Do cholery jasnej.
Rozłączam się. Dziewczyny patrzą na mnie dziwnie, w sumie nie wiem, co im tłumaczyć, czy to zbagatelizować, czy powiedzieć prawdę, że taki telefon powtarza się już trzeci raz i trochę mnie to niepokoi.
Nim zdążę się zastanowić, znajomy dźwięk znów wypełnia pokój, przez co zaczynam się bać przesławnego Opening, jak dotąd niewinnego, lecz denerwującego dzwonka.
Idziesz tam teraz.
- Nigdzie nie idę – odpowiadam odważnie.
Aina robi minę, jakby miała zaraz wybuchnąć śmiechem; pewnie wyglądam, jakbym wkurzał się na Manfreda.
Idziecie wszyscy. Inaczej zginiecie.
- A wie szanowny pan, że groźby są karalne? – gdy wypowiadam te słowa, zaczątek uśmiechu równocześnie znika z obu twarzy siedzących na łóżku naprzeciw dziewczyn.
W tym momencie trzask tłuczonego szkła wypełnia cały nasz pokój, a w ścianie naprzeciw dziury w oknie ląduje pocisk. Aina i Lena przywierają plecami do ściany za nimi.
- Hampus, co się dzieje? – pyta z paniką w głosie Aina.
- Wstawajcie – mówię – Idziemy na most nad Göta älv.

To fascynujące, że nikogo nie obchodzi trójka nastolatków stojących po zewnętrznej stronie barierek mostu. Za nami przejeżdża tramwaj numer 5, tam też nikt sobie z nas nic nie robi. W sumie nie wiem, czy chcę, żeby ktoś próbował nam pomóc. Chyba wolę nie narażać dodatkowych ludzi.
To wszystko jest chore. Że niby mamy teraz się zabić, bo ktoś dzwoni do mnie i potrafi do nas strzelać z niewidzialnych pistoletów?
Pospieszcie się.
- Powtórzmy to jeszcze raz – mówię do telefonu, przytulając do siebie trzęsącą się ze strachu Ainę – Mamy się zabić, albo wy nas zabijecie?
Nawet nie wiem, kim są „wy”. Nie wiem prawie nic. Wiem, że stoję na moście, na którym chwilę przedtem pocisk z pistoletu uderzył w barierkę. Wiem, że inni, którym się to przytrafiło, wołali o pomoc i tylko ściągnęli śmierć na większą grupę ludzi. Wiem, że nie możemy uciekać.
Wy pozostaniecie nieruszeni. Musicie tylko skoczyć.
Uspokajający ton tego stworzonego komputerowo głosu jest jeszcze bardziej przerażający niż wtedy, gdy chce mnie przestraszyć.
Pięć sekund. Skaczcie.
Dziewczyny to słyszą, bo rozmowa leci na głośniku. Komenda nas zamraża. Słyszę tylko, jak wtulająca się we mnie Aina szepcze słabe „przepraszam” i zaczyna płakać.
Pierwsza skacze Lena. Gdy jej ciało leci w dół, wzdrygam się. To jest coś, co ona już dawno chciała zrobić.
Pocisk uderza w barierkę.
Skaczę, pchając Ainę przed sobą.
Przez chwilę szamoczemy się w wodzie. Łapię ją za dłoń. Trzymam ją mocno, bo zaczynamy się od siebie oddalać. Brakuje mi powietrza. Wiem, że nie mogę wziąć oddechu.
W pewnym momencie Aina przestaje odwzajemniać uścisk. Jej ręka jest bezwładna. Próbuję ją przyciągnąć do siebie, ale jej ciało ciąży nas oboje w dół. Oczy mnie pieką, mimo, że mam je zamknięte. Czuję, że się duszę.
Nie wiem, ile czasu minęło, panika mi nie pomaga. Próbuję płynąć do góry, ale w mięśniach czuję rozrywający ból. I w tym momencie następuje najgorsze.
Odruchowo próbuję wziąć oddech. Mam wrażenie, że woda wlewa mi się do przełyku wszędzie. Nosem, ustami, uszami, oczami. Nie wiem, ile czasu trwa moment, w którym panicznie macham nogami i ręką. Wiem tylko, że jestem przerażony i tonę. Zaczynam mieć drgawki.
W tym momencie tracę przytomność.

Otwieram oczy, łapczywie biorąc głęboki oddech. Nie ma wody. Do moich płuc dostaje się gryzące, suche powietrze. Wokół jest ciemno. Leżę na czymś ciepłym. Czuję się dobrze.
Oczywiście tylko pod względem tego, że nie umieram od podtopienia. Mogę oddychać i pierwszy raz w życiu to uczucie jest tak cudowne.
Ale nic nie widzę i to jest bardzo niepokojące. Podpieram się na ręce i nie wiem, czy to autosugestia, czy naprawdę czuję ucisk w płucach. Lekko kręci mi się w głowie. Gdy to uczucie mija, wzrok mi się polepsza, przyzwyczaja do ciemności.
Widzę Lenę. Leży na boku, na łóżku obok mojego, ma szeroko otwarte oczy i chyba lecą jej z nich łzy. Nie wiem, co się dzieje. Gdzie jest Aina? A co, jeżeli ona tam została? Czuję, jak robi mi się słabo.
- Nie wiem, czy się śmiać, czy płakać – mówi Lena.
Gdyby była Manfredem, Omarem, czy innym moim przyjacielem, nie zawahałbym się przed kopnięciem jej w twarz. Ma w tym momencie szczęście, że wbrew stwarzanym przez nią pozorom, jest dziewczyną.
- Do cholery jasnej, Ainy tu nie ma – mój głos brzmi bardziej gorączkowo, niż zamierzałem.
Lena podnosi się gwałtownie, po czym kuli się, łapiąc za głowę. Kurde. Zapomniałem. Ona ma chore serce, jak ją porządnie zdenerwuję, to po niej.
- Wszystko dobrze? – pytam, choć to pytanie jest bezsensowne.
Nie odpowiada mi, tylko bierze powolny oddech. Po chwili podnosi na mnie wzrok.
- Aina mówiła, że na sufitach są klapy, przez które można wyjść na zewnątrz. Może trafiła do tego samego pokoju, co wtedy, a my do innego?
Kiwam głową. To całkiem sensowne, biorąc pod uwagę to, co się działo, zanim tu trafiliśmy i sam fakt, że tu jesteśmy. Cała ta sytuacja pierze mózg. Mam wrażenie, jakby w tym momencie już dosłownie wszystko było możliwe.
Wychodzimy z pokoju – ciekaw jestem, jak długo próbowalibyśmy się z niego wydostać, gdyby wcześniej Aina nie opowiedziała nam co nieco o tym świecie. Zdaję sobie sprawę, że dopiero teraz wierzę w jej opowieść. Lena uwierzyła od razu, bo jest wielką fanką fantastyki i cały czas próbowała nas przekonać, że gdzieś naprawdę istnieje inny świat. I miała rację. Choć wątpię w to, że wygląda tak, jak ona to sobie wyobrażała. Wygląda na to, że marzenie z innym światem spełniła, ale marzenie o adopcji smoka może pogrzebać.
Korytarz rzeczywiście jest oświetlony, ale ciemny. Nie rozumiem niczego. Czuję się jakby uspokojony tym, że może Aina jest z tym dziwolągiem, co jej dotykał. Ale w rzeczywistości ona może być wszędzie. Korytarzy może być mnóstwo. Możemy się już nigdy nie znaleźć.
- To nie ma sensu – mówię, zatrzymując się.
Lena patrzy na mnie zdezorientowana.
- Wiem – mówi i pochyla się.
Myślę, że może znowu jej słabo i już mam ją ratować, gdy orientuję się, że ona po prostu puka w klapę, która jest pod nami. Po tym następuje cisza. Patrzymy na siebie, nie wiedząc, co robić.
Klapa otwiera się szybko. Przed nami pojawia się twarz chłopaka. Jego krótkie po bokach, a dłuższe na środku głowy włosy sterczą na miliard różnych stron. Pff. Moje lepsze. Brunet patrzy na nas z wyczekiwaniem.
- Co jest?
To bardzo dobre pytanie.
- Szukamy naszej przyjaciółki – mówię po chwili.
- Jak ma na imię?
- Aina.
- Nie znam. Jestem tu dopiero sześć dni.
To po co pytałeś o imię?
Dobra, jeszcze nie jest tragicznie. Możemy zapukać jeszcze do miliarda takich klap.
Już prawie mamy zamiar przeprosić go za zawracanie głowy i pójść sobie dalej, gdy coś mi się przypomina.
- A znasz może jakiegoś Tima? – pytam.
Kątem oka patrzę na Lenę. Stoi trochę od nas oddalona, jak dziecko, które nie może się przysłuchiwać rozmowie dorosłych.
- Nie. Po imionach nikogo nie znam, tylko swojego współlokatora, a jego nie ma. A wiecie może gdzie byli… Tim i Aina? – wypowiada imię Ainy tak dziwnie, jakbyśmy kazali mu gadać po chińsku. Nie wiem czy to dobrze. To jedyne słowo, którego nie wypowiada tak irytująco beznamiętnie.
- Aina wychodziła z tego świata – wtrąca się Lena.
Chłopak powoli kiwa głową.
- Zaprowadzę was do wyjścia – mówi – Popytamy ludzi tam. Poza tym, jestem Myles.
Przedstawiam się, a po minie Leny widzę, że powiązała imię naszego nowego znajomego z jakimś muzykiem, więc nawet na nią nie patrzę, gdy się z nim poznaje. Nawet w takiej sytuacji musi być… Leną Velez.
Idziemy za Mylesem w prawo, przez długi czas się nie odzywając.
- Skąd jesteś? – ciszę przerywa Lena.
- Z Australii – odpowiada chłopak – Ty ze Stanów, Hampus ze Szwecji – nawet nie zaszczyca nas spojrzeniem.
- Skąd wiesz? – pytam.
- Masz okropny akcent.
Pieprz się.
Skręcamy w lewo i wtedy dostrzegamy drzwi, o których mówiła Aina. Gdy Myles pochyla się nad klapą i w nią stuka, Lena nie powstrzymuje się i spogląda za okienko. Kiedy odwraca od niego wzrok, jej mina jest nieciekawa.
Klapę otwiera jakaś dziewczyna z pofarbowanymi na czarno włosami. Gra pewną siebie. Patrzy na nas jeszcze gorzej, niż Myles za pierwszym razem.
- Widziałaś jakąś Ainę, lub Tima? – pyta Myles.
Dziewczyna kręci głową i przechyla się w stronę wnętrza swojego pokoju.
- Laia, znasz Ainę lub Tima?
Chwilę rozmawiają, po czym blondynka nazwana Laią wychyla głowę na zewnątrz.
- Znam Tima, niedawno szarpał się z jakąś histeryzującą dziewczyną – mówi – To mogła być Aina?
- Tak – odpowiada Lena, gdyż ja wolę nie mówić nic, bo jak już się odezwę, to opieprzę ją za stwierdzenie, że Aina histeryzuje.
- To pójdźmy do niego, może on coś wie.
Idziemy za Laią, z nami Myles. Mam złe przeczucia, że będziemy tak latać po tych korytarzach, jak Żyd po pustym sklepie, lub gorzej, jak Lena po muzycznym.
Gdy okazuje się, że w pokoju Tima nie ma nikogo, mam ochotę zacząć rwać sobie włosy z głowy i wydrzeć się na dowódcę tego całego świata, że przecież nic nie zrobiłem i zasługuję na to, aby oddał mi Ainę. Laia wpada na kolejny pomysł, że może Tim jest u Lucasa. Gdy dodaje „może Lucas już go zatłukł, tak jak ciągle obiecywał”, zaczynam się zastanawiać, jak bardzo denerwujący musi być ten cały Tim.
Gdy otwiera się kolejna klapa, w środku Lena zapewne od razu widzi zbiorowisko nastolatków, a ja tylko Ainę. Bez zastanowienia wskakuję tam i ją przytulam, mocno, jakbym tylko tak mógł ją zatrzymać przy sobie, a po chwili, gdy stresuję się, że może ona nie chce, odwzajemnia uścisk tak samo mocno. Mam gdzieś to, co myślą o nas wszyscy, którzy nas obserwują. Potrzebuję jej tu i teraz.
Zdaję sobie sprawę, że mocno zaciskam powieki, więc otwieram oczy i wtedy widzę Lenę, która wchodzi do pokoju, mową ciała komunikując „przepraszam, że żyję”. Myles zamyka za nią klapę. Przez chwilę myślę, że Lena podejdzie do nas i przytuli nas oboje, ale się na to nie zdobywa, zresztą jak zwykle. Ona tego po prostu nie lubi.
Gdy w końcu Aina i ja odsuwamy się od siebie, zauważam, jak oni wszyscy perfidnie się na nas gapią.
- Miałyśmy zaraz iść was szukać – wyjaśnia jakaś dziewczyna.
Dopiero wtedy zdaję sobie sprawę, że jedyne światło w tym pomieszczeniu daje blask zapalniczki, którą owa dziewczyna trzyma w ręku. Ogień oświetla jej chudą rękę, pokrytą bliznami i zrobionym z czyjejś koszulki bandażem. Rozglądam się wokół w poszukiwaniu chłopaka bez koszulki. W oczy rzuca mi się jedynie siedzący obok niej blondyn w bluzie, z wręcz wściekłym wyrazem twarzy.
Nikt się nie odzywa, mam wrażenie, że jestem osaczony przez stado nieśmiałych Len.
- Może się zapoznamy? – zagajam.
No więc jesteśmy my, Aina, Lena i Hampus, jest Laia, Myles, dziewczyna z bandażami to Abigail, a ten wściekły to Lucas. Już mam odetchnąć z ulgą, gdy odzywa się Laia.
- A tam jest Tim.
Dopiero wtedy zauważam, że drugie łóżko jest zajęte. Widzę jedynie zarys jego sylwetki, ale odruchowo go nie lubię. Śmiał przestraszyć moją Ainę.
Przez następne parę minut zastanawiam się, gdzie mu przywalić.



Tak. Właśnie weszłam tutaj tylko po to, aby wstawić rozdział między lekcjami.
Suprajs madafaka.

2 komentarze:

  1. Ja tu mam pisać pracę na filozofię, a Ula rozdział wstawia... No cóż, są rzeczy ważne i ważniejsze, MU musiałam przeczytać.
    Problem w tym, że nie wiem co pisać... Ja po prostu uwielbiam to opowiadanie To jak Hampus troszczy się o Ainę jest takie ojeju ^^ To jak się budzą w innym świecie i z Leną łażą po korytarzach i Ci ludzie stamtąd tak mi się podobają. Jest taki fajny klimat.
    Nie spodziewałam się, że dodasz dzisiaj rozdział, ale cieszę się mega z tego powodu. Kontynuuj to, proszę
    Weny, wyspania się i do jutra :3 ❤

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dobry suprajs. Miałam już wczoraj przeczytać ale zajęłam się pisaniem i nie zdążyłam. Ulix ja ci dziękuję że ty wstawiasz rozdziały bo taką nudą wieje na blogerzy źe to jest masakra. Ja ci za to szczerze dziękuję.
    Wiem że miałam już wcześniej skomentować ale tak wyszło że nie zrobiłam. Naprawdę przepraszam nie nam nic na swoje usprawiedliwienie. Wiedz że czytałam wszystkie rozdziały.
    Ale wracając.
    Rozdział z jednej strony mnie odrobinę przekazał z drugiej ciekawił.
    Przez cały rozdział zastanawiałam się 'o co tu chodzi' a to pytanie jeszcze bardziej mnie zaintrygowało gdy przeczytałam moment strzałów i mostu. Wtedy już kompletnie zgubiłem.
    Ale spoko
    Pozostaje mi jedynie podziękować Ci za to że nadal tu jestem
    I oczekiwać na nowy rozdział.
    Pozdrawiam i ściskam mocno

    Mika

    OdpowiedzUsuń