sobota, 13 maja 2017

Rozdział 5


Jest jedna rzecz, która łączy mnie i mojego brata, i nigdy się nie zmienia. Proces zauroczenia się w naszym przypadku trwa kilka sekund.
To trochę chamskie. Jestem w innym świecie, w realnym swój byt odprawia moja podróbka, a ja siedzę sobie prawie spokojnie, gadając z chłopakiem, którego znam parę godzin, i wyobrażam sobie z nim moją przyszłość. Na serio. Tim jest dokładnie taki, jakiego sobie wyobrażałam mojego chłopaka.
- Jestem basistą – mówi – Chciałem być wokalistą, ale... Sama wiesz. Zarzynana koza.
Stwierdzam, że umiem się dogadać ze starszymi ode mnie długowłosymi basistami. Mój najlepszy przyjaciel, Patrick, jest basistą i ma takie włosy, że wszyscy nazywają go piątym Beatlesem.
- Czyli obraziłaś się na Stany i nie ma szans, że jakoś niedługo wrócisz do domu? – dopiero po chwili zdaję sobie sprawę, że go zignorowałam.
- No tak jakby – przyznaję.
- Szkoda – mówi Tim – Słuchasz fajnej muzyki.
Nie chcę psuć naszej miłej rozmowy, ale wiem, że muszę to zrobić, żeby się w nic nie wkopać.
- Tak naprawdę, to najchętniej słucham metalcore – przyznaję – Wiesz, takiego, że wszyscy hejtują ich, bo wyglądają na pedałów.
- Metalcore jest fajny – kudłacz uśmiecha się – Mój zespół gra metalcore. A do słuchania z tego gatunku najbardziej lubię chyba Killswitch Engage.
Moja ulga pryska w tym momencie, w którym mówi nazwę zespołu. Tim słucha wszystkiego bardzo na poważnie. Killswitch Engage to klasyka metalcore.
Wśród moich ulubionych najwięcej jest takich, których wszyscy nazywają gaycorem.
- Ja najbardziej lubię Of Mice & Men – przyznaję, póki mam na to odwagę i przygotowuję się na krytykę.
- Mhm – chłopak wzrusza imionami – Nie zachwycają mnie, ale są spoko. Naprawdę myślałaś, że będę hejtować?
Powoli kiwam głową.
- Proszę cię, kto ma czas na hejtowanie zespołów? – pyta – W sensie wiesz. Kochajmy zespoły, które kochamy, a jak jakichś nie lubimy, to okej, ale kogo to obchodzi?
Jaki on mądry.
Po raz kolejny następuje cisza, ale tym razem to ja postanawiam ją przerwać.
- Rany, aż nie wierzę, że istniejesz. Słuchasz metalcore i do tego jeszcze grasz w takim zespole, a ja cię znam – dziwię się na głos.
- Hm, wiesz – o, w tym momencie czar pryśnie – Ten zespół to taki przejściowy, podejrzewam, że długo nie wytrwamy. Kłócę się strasznie z wokalistą. A poza tym, najbardziej lubię punk rock i hardcore, chcę w przyszłości stworzyć coś w ten deseń.
Czar nie prysł. Cholera.
- Możesz być wokalistą w zespole razem z moim przyjacielem basistą – mówię.
Nie dodaję, że mój przyjaciel basista został moim przyjacielem, bo poznaliśmy się na koncercie Green Day, kiedy oboje wzdychaliśmy do członków zespołu. Obecnie Patrick zakochał się w... Moim bracie. A co ciekawe, Tim jest bardzo w jego typie. O wiele bardziej niż Mike. W sumie w Mike'u nie pociąga Patricka nic szczególnego, może tylko to, że rapuje.
- Najpierw musimy stąd wyjść.
Mam ochotę w tym momencie zapytać go, dlaczego tu trafił, ale się na to nie zdobywam.
- Poza tym, nawet nie wiesz, jak śpiewam.
- Masz interesujący głos.
- Wzięłabyś mnie za wokalistę tak w ciemno? – śmieje się – Wiesz, ja mam swoje dziwactwa. Na przykład lubię słuchać Lorde.
Och.
- A zaśpiewałbyś mi? – nie mam pojęcia jakim cudem zdobyłam się na odwagę, żeby go o to zapytać.
- Jasne – wzrusza ramionami.
Znam tylko jedną piosenkę Lorde, więc tą, którą wybiera Tim, słyszę po raz pierwszy. Chłopak śpiewa z akompaniamentem kiepskiej jakości nagrania z jego telefonu.
I w tym momencie jestem pewna, że to nie jest efektem nagłego zauroczenia, a jego głos naprawdę jest najpiękniejszym, jaki w życiu usłyszałam. To tylko kwestia głosu, ale on brzmi idealnie, nie wyobrażam sobie, jak ktoś mógł go nazwać zarzynaną kozą. Podoba mi się tak bardzo, że nawet nie umiem tego opisać słowami. Każdy mówi o swoim ulubionym wokaliście, że jest wyjątkowy. Ja też, ale Tim naprawdę jest wyjątkowy.
- Możesz coś jeszcze? – pytam cicho próbując się nie wyszczerzyć, aby nie wziął mnie za szalejącą za nim psychopatkę.
Nie wiem, skąd ma akustyczną wersję, ale śpiewa piosenkę, którą poznaję od razu, bo to jedna z tych, której słuchamy z Patrickiem nałogowo – The Ghost Of Tom Joad Rage Against the Machine. Jest w jego głosie coś, co dodaje jakby większej barwy temu utworowi. I co najgorsze, myślę o tym intensywnie i nie potrafię tego wyrazić słownie. Kocham jego głos.
Gdy piosenka się kończy, chłopak patrzy na mnie spod loczków zakrywających mu twarz. W kompletnej ciemności zazwyczaj czuję się nieswojo, a wręcz się boję, ale przy nim czuję się jakoś dziwnie bezpieczna.
- Uwielbiam cię – mówię prawie szeptem.
- Och – brzmi na zdziwionego, ale jest w tym jeszcze coś, jakby poczucie winy, lub jakbym ja zrobiła coś źle, ale on nie chciał mi mówić, abym się nie obraziła – Nie sądziłem, że jeszcze kiedykolwiek to usłyszę.
Wiem, że ma jakiś straszny problem. Każdy tutaj ma. Tak bardzo chcę zapytać, że aż mnie skręca, ale wszystko wokół daje mi do zrozumienia, iż to tak delikatne, że jeśli chcę aby Tim nie zraził się do mnie na samym początku, powinnam siedzieć cicho.
- Też zajmuję się muzyką – wracam do poprzedniego tematu, bo mam wrażenie, że cała ta rozmowa to jakiś sen i jeśli go nie podtrzymam, to się obudzę – Gram na pianinie czternaście lat. Na gitarze mniej. I śpiewam, ale nienawidzę swojego głosu.
Tak. To moje główne przekonania. W sumie muzyka jest jedynym, co potrafię tak naprawdę robić całkiem dobrze, ale to nie wystarcza. Co z tego, że potrafię od razu zagrać wszystko, co usłyszę? Mike potrafi sam coś stworzyć. Przy nim jestem beztalenciem.
- Zaśpiewaj mi coś.
- Nie – to pierwsza, impulsywna odpowiedź i wiem, że czego by nie powiedział, jej nie zmienię.
- Dlaczego?
- Nie chcę. Za każdym razem, gdy słyszę swój głos, mam ochotę rzucić muzykę w cholerę i nigdy do niej nie wrócić.
- Nie myśl za dużo. To niszczy.
Wiem. Już się niszczę.

Aina
Kupuję wodę mineralną, wzrokiem uciekając na stojące na małej półce z książkami kryminały. Chyba wrócę do czytania Tess Geritssen. Jej dwie książki są fajne.
Gdy się odwracam, widzę Hampusa, który wziął moją walizkę. Próbuję mu ją zabrać, ale znowu wzięło go na robienie z siebie dżentelmena i nie mam szans. Na peron idę tylko z plecakiem na plecach i plastikową butelką w ręku.
Jesteśmy dwadzieścia minut przed odjazdem pociągu, jak zawsze. Widzimy już stałych pasażerów; starszego pana noszącego zawsze ten sam czarny polar, i niewydoroślałego czterdziestoparolatka w butach Nike, bluzie z tym samym logiem, czapce z płaskim daszkiem i objawiającej się po części fryzurze na człowieka pędzla.
Pojazd podjeżdża na peron wtedy, gdy szukam sobie w intrenecie jakiegoś dobrego bohatera anime do narysowania. Mam dylemat pomiędzy Yukine z Noragami i Rinem z Ao No Exorcist – mam marzenie, aby to pozostało moim problemem weekendu, ale wiem, że wiedźma postara się, aby tak nie było.
Hampusowi rozładowuje się telefon i wtedy wyciąga z plecaka laptopa, włącza program, o którym Lena ciągle przypomina mu, jak go zazdrości, i zaczyna montować swój nowy odcinek na YouTube.
- Nie uważasz, że Lena i Tim do siebie pasują? – pytam, zupełnie jakby fakt, że ta dwójka obecnie przebywa razem, nie był ani trochę dziwny.
- Oczywiście – potwierdza blondyn z poważną miną, nadal wgapiony w laptopa – Ona jest zbyt męska, on zbyt kobiecy, więc się równoważy. Tak. Pasują do siebie.
Patrzę na niego sarkastycznie; jak zwykle udało mu się być jeszcze mniej poważnym niż go podejrzewałam. Nakładam słuchawki na uszy – zawsze tak robię, więc Hampus się nie dziwi, bo wie, że muszę chwilę posłuchać. To ostatnie chwile spokoju w moim tygodniu.
Zawieszam palec nad wyświetlaczem, bo nie mogę wybrać spośród dwóch piosenek, którą bardziej chcę posłuchać. Widzę, że usta Hampusa są niemal niezauważalnie rozchylone.
- My też do siebie pasujemy – mówi cicho, pewnie nie wiedząc, że jeszcze niczego nie słucham.
Czując, jak serce bije mi szybciej, powoli klikam w piosenkę i blokuję telefon, kątem oka patrząc na Hampusa, aby upewnić się, że niczego nie zauważył.

Hampus
Podchodzę do drzwi domu i pukam trzy razy, opierając się o ścianę po prawej. Coś wydaje mi się podejrzane i dopiero po chwili zauważam, co; okna nie są zasłonięte, wszędzie jest zgaszone światło. Nawet nie patrzę do środka, wiem, że nikt nie idzie mi otworzyć.
Otwieram walizkę, brudne ubrania które jak zawsze spakowałem w pięć sekund wysypują się na ziemię. Zaczynam przewracać wszystko po kolei, nerwowo przekopuję walizkę. Przy okazji znajduję ładowarkę, której nie chciało mi się szukać w pociągu.
Klucze od domu są w skarpetce.
Otwieram drzwi i nawet nie zadaję sobie trudu oglądania się za jakimiś śladami życia. Coś się dzieje i dobrze to wiem. Zapalam światło w kuchni, podchodzę do lodówki. Żadnej karteczki. Podłączam telefon i w czasie gdy się włącza, sprawdzam też szafkę w przedpokoju i swoje biurko. Żadnych informacji. Dopadam z powrotem do telefonu. Pamiętam pin dobrze, ale udaje mi się go prawidłowo wpisać dopiero za trzecim razem.
Miliard nieodebranych połączeń od mamy i taty, miliard wiadomości na poczcie głosowej. Nie odsłuchuję ich tylko od razu dzwonię do mamy. Odbiera po dwóch sygnałach.
Nie wita się ze mną, tylko po prostu zaczyna mówić, przez co to wszystko tak we mnie uderza, że aż muszę usiąść, bo ze strachu kolana mi miękną. Przez długi czas słyszę słowa, ale rozumiem je dopiero wszystkie w jednej chwili i wtedy zrywam się na nogi, rozłączam się i wypadam z domu, nie pamiętając nawet, czy go zakluczyłem.
Wsiadam do pierwszego lepszego tramwaju, wiem, że nim nie dojadę, ale dwa przystanki od momentu gdy zbacza z mojej trasy mogę przebiec, pewnie i tak będzie szybciej. Uderzam miarowo palcami o poręcz. Mimo, że nie ma wielkiego tłoku, czuję, jakby to wszystko mnie gniotło. Duszno mi.
W momencie, gdy wsiadają kanary, zdaję sobie sprawę, że zostawiłem w domu portfel z kartą miejską i pieniędzmi, za które mógłbym szybko kupić bilet. Idę na przód pojazdu, z nadzieją, że może mnie nie złapią. Robię to tak gwałtownie, że motorniczy patrzy na mnie znacząco. Grzebię po kieszeniach, ale wyjątkowo dzisiaj nie mam w ani jednej korony. Kanary to widzą. Od razu podchodzą do mnie.
Nie mogę wysiąść. Nawet ich nie słucham, od razu zaczynam gadać.
- Ja przysięgam, że się do was zgłoszę. Zapłacę mandat, mogę nawet dwa. Tylko nie wypisujcie mi go teraz, ja muszę jechać do szpitala, mój brat ma operację, nie wiem co się dzieje. Muszę go zobaczyć, ja nie jestem złym człowiekiem, za wszystko uczciwie płacę, ale ze stresu zapomniałem portfela, błagam, dajcie mi jechać! Zapłacę wszystko! Proszę!
Grubszy z mężczyzn patrzy na mnie z politowaniem.
- Niezłe umiejętności aktorskie – komentuje chudszy.
Tak, jak przed chwilą moją głowę wypełniało tysiąc myśli naraz, tak teraz jest pustka. Nie czuję nic oprócz lęku o brata i bezsilności. Ręce mi się trzęsą. Zaczynam płakać, bo nie umiem niczego innego zrobić.
Tramwaj zatrzymuje się na przystanku.
- No już, wychodź – grubszy kanar stoi przy drzwiach gotów do opuszczenia pojazdu.
- Nie – odpowiadam, patrząc mu prosto w oczy przez łzy – Możecie mi nie wierzyć. Nie wysiądę, jak chcecie, to idźcie cały czas za mną. Zobaczycie, że mówię prawdę – przez ściśnięte gardło mój głos brzmi nienaturalnie chłodno.
- Nie mamy czasu na takich gówniarzy – chudszy kanar zaczyna mnie szarpać.
W tym samym czasie czuję dotyk na prawej dłoni i wrażenie bycia osaczonym każe mi go odepchnąć, ale kątem oka widzę skrawek biletu. Drzwi tramwaju zamykają się, a ja podnoszę wzrok na około sześćdziesięcioletnią kobietę wyciągającą rękę w moim kierunku. Bez zastanowienia biorę od niej bilet. Jest skasowany.
Mężczyzna mnie puszcza, a ja, czując, jak bardzo jestem czerwony, ledwo wykrztuszam podziękowania w stronę nieznajomej kobiety. Nie zajmuję się ocieraniem łez. Patrzę, jak kanary kontrolują osobę, która właśnie kupiła mi szansę na wsparcie rodziny. Ma drugi skasowany bilet. Ustawione do tyłu miejsce tuż obok mnie się zwalnia. Nie rozglądając się wokół, po prostu się na nie osuwam.
Na następnym przystanku kanary wychodzą. Chcę pokazać im środkowy palec, ale ręka, którą podnoszę, wędruje do mojej twarzy i chwilę później ukrywam ją w dłoniach, osuszając łzy.







Garść ciekawostek:
1. Tekst o braku czasu na hejtowanie zespołów to autentyczny cytat Tima.
2. Tim wcale nie lubi słuchać Lorde. Zrobił cover jej piosenki, bo jego córcia chciała.
3. Korony to pieniądze szwedzkie, Hampus nie szukał po kieszeniach tych, co ma król na głowie. Niby oczywiste, ale jednak można było tak pomyśleć. 
4. Sama robiłam obrazek z początku rozdziału (chyba najgorszy jaki dotąd udało mi się stworzyć, ale chodzi mi o tekst). Cytat jest z piosenki letlive. "Copper Colored Quiet". 
5. letlive. są również w zwiastunie do MU. Zespół rozpadł się dwa tygodnie temu.
6. Ten rozdział jest tak stary, że jak pisałam o Lenie opowiadającej o Of Mice & Men, Austin Carlile należał jeszcze do zespołu.

4 komentarze:

  1. Ożeż ty, jak tęskniłam za tym. Śmieszne uczucie, ale jak to czytam to mam wrażenie, że jestem tam razem z nimi. Ale lubię to
    Ten moment, gdy Hampus mruczy pod nosem w pociągu, że pasują do siebie z Ainą jest taaaki uroczy :3
    A potem, jak pędzi do szpitala bez biletu. Aż mi się przypomina mój zawał, czy mam swój, za każdym razem, gdy widzę kanara na horyzoncie...
    Tina - wiesz, że uwielbiam ich razem. Oboje mają przekichane, ale razem to tak jakoś sobie radzą, próbują.
    I ta babcia w tramwaju taka uprzejma. Miło z jej strony :3
    Uwielbiam to, że MU pokazuje zwyczajne rzeczy. W sensie... nie ma koloryzowania życia jak w wielu książkach dla nastolatków. Chłopak jak książę z bajki i te sprawy... Jest prawdziwe. (Ja wiem, powtarzam się, ale mnie to za każdym razem zachwyca i zachwycać będzie)
    Życzę Ci żebyś w końcu się wyspała dzisiaj, przeziębienie sobie poszło w długą, a wena przyszła ze zdwojoną siłą. Trzymaj się tam ❤
    Ps. Czekam na Tine w kocyku :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Niezwykle spodobał mi się początek rozdziału rozmowę Leny i Tima. Nie wiem dlaczego ale bardzo przypadła mi do gustu
    Chyba jedną z osób które nie lubią anime
    Nie przemawia to do mnie
    Jestem ciekawa co się stało z bratem Hampusa.
    Czekam na kolejny i oczywiście życzę weny
    Pozdrawiam i do następnego

    OdpowiedzUsuń
  3. Ej. To było świetne. Nie mam żadnych zastrzeżeń, seriously.
    Pokochałam całym serduszkiem scenę Hampusa i Ainy w pociągu. To jak Hampus mówi o równowadze w związku Leny i Tima xD Ale jednak najbardziej to, jak mówi do siebie, że oni też do siebie pasują. Aż sobie to tak realistycznie wyobraziłam *-*
    Nawiązując do wcześniejszego rozdziału: shippuję Lucasa i Abigail. Lucail <3
    Patrick zakochany w Majku xD hehe xD
    Operacja brata.. jeju, chyba zareagowałabym tak samo, jak Hampus...
    Dobra. Naprawdę mi się podobają ostatnie rozdziały. Wczułam się już chyba w klimat opowiadania.
    Czekam na więcej! <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej patrz Ula, jestem tutaj. I wiesz, zrobiłam to. Wróciłam na bloggera na małą chwilkę. Tylko tak o, pobędę tu jeszcze jakiś czas pewnie.
    (Jak coś to ja, Klaudia K, ale już nie Klaudia K)
    Dopadła mnie nostalgia. Jest 2:19 i jest mi przykro po przeczytaniu czegoś od ciebie. Ale to nie tak, że coś zrobiłaś! Po prostu... zapomniałam jak to jest należeć do bloggerowego grona. I to takie dziwne. I dziwne jest wróić tu i czytać to wszystko od ciebie. No ale patrz, ja czytam i stwirrdzam, że za tym tęsknię. I chcę byc tu regularnie. I będę na tyle ile będę mogła i będę w stanie wkroczyć w przeszłość.
    Podobał mi się cytat Tima tutaj. W ogóle scena początkowa wygrywa, nie wiem. Jest taka bardzo Ulixowata i może dlatego.
    Może dlatego, ze jest późno, ja doszukuje się drugiego dna. O tak.
    Nie przestawaj pisac, dobra? Ja wciąż będę, nawet jeśli nie będę i nawet jeśli urzęduję teraz na wattpadzie, to tu też będę dla ciebie.
    Trzymaj się! I wybacz taki kruchy komentarz, ale nie pisałam ich kupę czasu.

    OdpowiedzUsuń