Aina
Gӧteborg
to nie Sztokholm, ale czuję się tu jak w domu. Cała moja szkoła, do której od
początku wiedziałam, że chcę iść, ci przyjaciele, ta atmosfera – to wszystko
sprawia, że mi tu dobrze. Nie mam tego uczucia, jakbym coś za sobą zostawiła i
to nie dlatego, że co piątek wracam do domu pociągiem. Moje życie w domu w
połączeniu z tym w internacie dopiero razem łączy się w idealną całość.
Hampus,
pochodzący z Värmland, bardziej przeżywał przeniesienie się do nowego miasta,
bo, jak uważa, różnica jest diametralna. Porównuje to tak, że jeżeli zadzwonisz
po pizzę w Gӧteborgu, to zaczną pytać, z czym ją chcesz, a jak zadzwonisz po
pizzę w Värmland, to powiedzą, że owszem, przywiozą, ale może za tydzień.
No
oczywiście największą różnicę odczuwa Lena. Pochodzi ze Stanów Zjednoczonych,
ale pewnego dnia uznała, że tak bardzo nie pasuje do swojej rodziny, że musi
się od niej odizolować. Skoro chciała pokazać dorosłym w jej rodzinie, że
potrafi być samodzielna, to w sumie ją rozumiem. Tylko jednego nie potrafię
pojąć. Jak ona mogła zostawić swojego starszego brata? On ma takie piękne
ubrania, że na miejscu Leny zamieszkałabym w jego szafie.
Nasza
trójka przyjaźni się od dwóch i pół roku. W tym czasie wszyscy w trójkę się
odwiedzaliśmy, byliśmy przez dwa tygodnie w te wakacje u Leny, tydzień u mnie i
pięć dni u Hampusa – tak mało, bo wstydził się tego, na jakim „wypierdziszewie”
mieszkał. Teraz przeniósł się do Sztokholmu i denerwuje tym swojego współlokatora
z internatu.
Mój
przyjaciel lubi zimę, która właśnie w Gӧteborgu się kończy. Jest luty i już
prawie cały śnieg stopniał, ale Hampus upiera się, że to „jego czas w roku”.
Urodziny ma w grudniu, i dlatego uważa się za coś w stylu zimowego dziecka.
Dzwoni
telefon Hampusa. Zaciskam dłonie w pięści, nie ze złości, ale w jakiejś głupiej
nadziei, że pomoże to spełnić moje życzenie, które wypowiadam w myślach.
Niech to nie będzie
Manfred, proszę, nie Manfred, tylko nie Manfred.
-
O, Manfie! – Hampus uśmiecha się na widok imienia jego współlokatora
wyświetlanego na ekranie telefonu i odbiera.
Przewracam
oczami. Manfred denerwuje i mnie i Lenę. Jest z typu tych ciągle fajnych,
modnych, robiących sobie selfie co pięć minut i wcinających się w emocjonującą
rozmowę w najmniej odpowiednim momencie.
Wbijam
wzrok w ziemię podczas gdy idziemy dalej. Rany, Lena mogła pójść z nami, ale
musiała zostać godzinę później w szkole, aby poprawić po raz czwarty pracę
klasową z matematyki. Pewnie jest w tym momencie tak samo zła jak ja. Kiedyś
połamała swój długopis widząc, jak dziwne pytanie było na klasówce. Ja powinnam
w tym momencie połamać telefon Hampusa.
Chwila,
moment. Czy oni właśnie gadają o żelkach fasolkach? Ja kiedyś szału dostanę.
Hampus
wyprzedza mnie, gdy przechodzimy przez most. Idę za nim, wpatrując się w jego
buty – nic lepszego nie mam do roboty. Drogę do sklepu znam na pamięć nawet,
jeżeli patrzę tylko na chodnik.
Jutro
praca klasowa z angielskiego i trzeba zrobić zadanie na szwedzki. W sumie to
praca klasowa nie jest aż taka straszna, w porównaniu do wypracowania, jakie
zadał nam pan Fredagsson. Muszę zająć myśli tym, co napiszę, aby nie
zdenerwować się na Hampusa jeszcze bardziej. Już wystarczająco wyprowadza mnie
z równowagi.
Słyszę
pisk opon i zamiast spojrzeć, co się dzieje, ze strachu zamykam oczy. Do moich
uszu dociera huk i wtedy przytomnieję. Otwieram oczy i wtedy zaczyna mi się
kręcić w głowie.
Samochód.
Przerażony kierowca. Zbity reflektor, tablica rejestracyjna na ulicy. Ulica.
Krew. Hampus. Hampus na ulicy. Krew na jego twarzy. Jego drżąca powieka,
bezwładne ciało. Zbita szybka telefonu leżącego pół metra od jego ręki. Cisza.
Słabo
mi. Mój przyjaciel leży na ulicy, a ja nie mogę się ruszyć. Wokół nie ma
nikogo. Nie potrafię nawet kiwnąć palcem. Przerażenie mnie obezwładnia.
Samochód
omija Hampusa i jedzie dalej, a ja wciąż stoję w jednym miejscu. Cholera jasna,
mój Hampus! Ta krew. O Boże.
Udaje
mi się zakryć usta dłonią, zanim czuję obezwładniające osłabienie. Kucam przy
ziemi z nadzieją, że nie zemdleję. I wtedy film mi się urywa.
Przytomność
wraca tak szybko, iż można powiedzieć, że aż uderza. Za gorąco tu.
Otwieram
oczy. Chyba coś mi się śni. Nic nie widzę. Przede mną ciemność, nieprzenikniona
ciemność, bez śladów światła, bez śladów kształtu czegokolwiek.
A,
nie. Jednak nie. Po lewej stronie coś jest. A nawet coś i ktoś. Stolik i łóżko,
na którym ktoś siedzi.
Gdzie
ja jestem?
Zaczynam
się przypatrywać człowiekowi, którego widzę. Jest tu tak ciemno, że rozpoznaję
jedynie sylwetkę. Ubrania wiszą na tym kimś jak na wieszaku, kaptur bluzy
nakładanej przez głowę opada na jego plecy, spodnie, mimo że rurki, i tak są za
luźne, a trampki do kostek wyglądają na solidniejsze od ich właściciela.
Nie
mam szans zobaczyć jego twarzy, bo zakrywają ją potargane włosy trochę krótsze
niż do ramion. Ma tak wąskie ramiona, że gdyby nie płaska klatka piersiowa,
pomyślałabym, że to dziewczyna.
Ale
nie. To jest chłopak.
Raptem
wszystkie wspomnienia sprzed utraty świadomości powracają. Hampus, samochód,
wypadek, przerażenie. O rany. Mój Hampus. Co się z nim stało? Czy ktoś mu
pomógł? Czy ktoś zabrał go i mnie do tego miejsca, w którym teraz jestem? Czy
jesteśmy bezpieczni?
Boję
się. Wstyd mi to przyznać przed samą sobą, ale boję się tak, że w pewnym
momencie zaczynam płakać. Łzy niekontrolowanie spływają mi po policzkach i
denerwuje mnie to. Nie obchodzi mnie, co pomyśli sobie nieznajomy, siadam i
przyciągam kolana do klatki piersiowej, chowam twarz w dłoniach. I po prostu
płaczę.
W
tym czasie tysiąc myśli na sekundę przelatuje przez moją głowę. Wszystkie
sprowadzają się do jednej podstawowej obawy, o przyjaciela, o siebie, o nas, o
wszystko, co dzieje się wokół. Dezorientacja nie pozwala mi się skupić. Nie
potrafię logicznie skojarzyć, co mogło się wydarzyć. Panika przejmuje mój
umysł.
Czuję
dotyk, ktoś obejmuje mnie ramieniem. Z pewnością jest to ten chłopak, który
jako jedyny przebywa ze mną z tym dziwnym pomieszczeniu. Obejmuje mnie
delikatnie, jakby się bał, że zaraz się odwrócę i go pobiję.
Podnoszę
wzrok na jego twarz. Nie widzę go dokładnie, ale wiem, że nie grzeszy urodą.
Nie obchodzi mnie to. Ma w sobie coś dobrego. W końcu nie każdy, kto raptem
spotka histeryzującą siedemnastolatkę tak zareaguje.
-
Podałbym ci chusteczki, ale tam, gdzie one są najbardziej potrzebne, tam ich
nie ma – mówi nieznajomy po angielsku.
Po
angielsku. Mój niepokój się nasila. Gdzie ja do cholery jestem?
-
Dlaczego akurat tutaj są potrzebne? – przecież od paru minut wcale nie mam
jednego pytania w głowie, mogę zadawać inne bezsensowne.
-
Tak wyszło – chłopak wzrusza ramionami – Skąd jesteś? – pyta. Pewnie wyczuł
szwedzki akcent.
-
Ze Sztokholmu – odpowiadam powoli – A ty? – rewanżuję się pytaniem.
-
Z Chicago.
Z
Chicago. O matko, gdzie ja jestem, że spotykam tutaj nieznajomego chłopaka z
Ameryki, który wydaje się nie być zdziwionym tym, co się dzieje?
-
Jak to? – nie mam kontroli nad tym co mówię.
-
Normalnie.
-
Gdzie my jesteśmy? – udaje mi się wreszcie wypowiedzieć to na głos.
-
Zadajesz zbyt trudne pytania.
Po
chwili zupełnie się od siebie odsuwamy, chłopak siada tak jak ja, ale opiera
się plecami o ścianę. Wygląda, jakby zastanawiał się, co ma teraz zrobić.
Najwyraźniej czuje się tak samo niezręcznie jak ja, gdyż nie patrzy na mnie.
Wplata palce jednej dłoni w swoje loczki i zaczyna oplatać sobie pojedyncze
kosmyki na palcu.
Nie
ma mowy. Nie odezwę się pierwsza.
-
Tim – wyciąga do mnie dłoń, przedstawiając się; dobry pomysł, fajnie wiedzieć
imię tego, z którym utknęłam w tej beznadziei.
-
Aina – uścisk dłoni jest dziwny, po tym, jak mnie przytulił.
-
Będzie dobrze, Aina.
Jasne.
Łatwo mówić. Jak ma być dobrze, skoro Hampus miał ten straszny wypadek i w
sumie nawet nie wiem, czy przeżył, a do tego jestem w jakimś dziwnym miejscu, z
którego nie widzę wyjścia?
-
Nie rozumiesz – mówię – Znalazłam się tutaj po tym, jak mojego przyjaciela
potrącił samochód. To było straszne! Trzęsłam się z przerażenia, a potem
ocknęłam się tu! To jest chore, muszę go znaleźć, o ile on w ogóle jeszcze
żyje! – gdy wpadam w coś w rodzaju transu, nie potrafię powstrzymać słów, jakie
cisną mi się na usta, mimo że widzę, jak mój nowy znajomy wzdryga się ze
strachu – Nie wyobrażasz sobie nawet, jakie to okropne uczucie, gdy widzisz
kogoś tak dla ciebie bliskiego leżącego na ziemi z krwią na twarzy i boisz się
o jego życie!
Tim
chyba niekontrolowanie wykonuje ruch przypominający odruch zasłonięcia sobie
uszu. Dopiero wtedy zdaję sobie sprawę, że nie powinnam była tak w niego
uderzać moimi przeżyciami.
-
Rozumiem cię o wiele lepiej, niż myślisz – to jego jedyne słowa na mój cały
wielki wykład.
Chłopak
wstaje i opiera się o ścianę za stolikiem. Pochyla głowę tak, że włosy
zakrywają prawie całą jego twarz, przez co nie mogę zobaczyć, czy go uraziłam.
Pewnie w tej ciemności i tak nic bym nie dojrzała. Nie widzę nic poza tym, że
drżą mu ręce.
-
Słuchaj, Aina, musisz stąd jak najszybciej wyjść – mówi.
Patrzę
na niego zdziwiona. Też bym chciała się stąd wydostać, ale byłabym wdzięczna,
gdyby pokazał mi, jak. Przecież tu nie ma drzwi.
-
A pomożesz mi? – pytam cicho.
Tim
staje na łóżku i sięga do sufitu. Widzę, jak w pomieszczeniu pojawia się klapa,
która wcześniej kryła wyjście.
No
super. Jak ja tam dosięgnę?
Tim
skacze i łapie się górnej części klapy, po czym próbuje się podciągnąć. Po
chwili widzę już tylko jego nogi, a potem zostaję w pokoju sama.
Poszedł
sobie?
Nie
rozumiem, jak on to zrobił. Przecież jego ręce to dwa cienkie patyki, jak on
się podciągnął na takim czymś?
Po
chwili pokryta kołtunami głowa wychyla się i patrzy na mnie z wyczekiwaniem.
Chłopak wyciąga rękę do przodu, jakby wierzył w to, że pomoże mi wyjść.
-
No chodź – ponagla mnie.
-
Co ja mam zrobić? – pytam zdziwiona.
-
Podejść tu… - odpowiada zniecierpliwiony.
Co
on chce zrobić? Zabrać mnie na jakiś strych, a potem zostawić na pastwę myszy?
Dobrze,
że nie jestem babcią Leny. Ona by od razu miała w głowie wizje porwania i
zgwałcenia.
Nie
mam innego wyjścia, muszę mu zaufać, choć nie chcę. Najbardziej beznadziejne
jest to, że jestem sama, a jedynym, który może mi pomóc, jest jakiś dziwny
kudłacz.
Staję
na łóżku i patrzę w górę. Słabe światło z korytarza pada na twarz Tima, przez
co zwracam uwagę na jego oczy. Są dwukolorowe. Prawe brązowe, lewe niebieskie.
Tak bardzo niebieskie, że aż przypomina oczy Hampusa.
Te
piękne oczy, które kocham nad życie i być może leżą gdzieś zawiązane w czarnym
worku.
Nie.
Nie myśl tak.
Dłonie
Tima są bardzo ciepłe w porównaniu do moich lodowatych i nie mam pojęcia jakim
cudem są tak silne, aby pomóc mi wydostać się na powierzchnię. Dopiero potem
zdaję sobie sprawę, że gdy oparł się całym ciałem o podłogę, nie potrzebował
wielkiej siły, aby mnie podciągnąć.
Na
powierzchni wcale nie jest lepiej niż tam na dole. Korytarz jest długi i
jedynie oświetlony samotną żarówką bez żadnej lampy, która miga i w tym
momencie nie świeci. Opieram się o ścianę i obserwuję wszystko z zadziwieniem.
To niby pusty korytarz, ale trochę mi tego wszystkiego za dużo.
Chłopak
zamyka klapę i wzrokiem nakazuje mi iść za sobą. Trochę się boję. Nie wiem, co
jest bardziej przerażające; ten korytarz, czy fakt, że Tima nic nie przeraża.
Podążając
za nowym znajomym – a może jednak jeszcze nieznajomym – czuję się jak w
transie. Przez chwilę mam wrażenie, że nadal płaczę, ale tylko mi się wydaje. Mimo
tego słyszę szloch. Jakaś
dziewczyna siedzi przy ścianie na rogu korytarza. Gdy orientuje się, że to ona
płacze, Tim już kuca przy niej i kładzie rękę na jej ramieniu. Boję się tego,
odsuwam się dalej, nie chce mieć nic wspólnego z tym, co się teraz dzieje.
Rozmawiają
o czymś pospiesznie, jakby ktoś mierzył im czas. Nie słucham słów, nawet nie
chcę wiedzieć, o czym mówią, bo obawiam się, że mogłabym się tego jeszcze
bardziej przestraszyć. Ale w pewnym momencie do moich uszu dociera łagodny,
cierpliwy głos Tima.
-
Wiem, że szukasz odpowiedzi, ale one nie znajdują się w twoim nadgarstku…
Nadgarstek.
Zaraz, ona chyba się cięła. Na pewno się cięła. A skoro tak, to…
Nagle
umysł wypełnia mi przerażająca wizja tego, gdzie mogę się znajdować. To
przecież wygląda na psychiatryk. Jestem prawie pewna, że to psychiatryk. Mogli
mnie przecież do niego odesłać, skoro tak zareagowałam na wypadek. Może tylko
chcieli mnie zbadać i zostawili mnie w sali z byle kim?
Wtedy
czuję, jak coś mrozi mnie od środka. A co jeżeli Tim to wariat? Co, jeśli
zaprowadzi mnie do jakiegoś dziwnego miejsca i naprawdę mi coś zrobi? Jest mały
jak na faceta, ale dziwnie silny. Może bierze jakieś leki i to dlatego?
Cholera
jasna. Nie wiem co mam robić. Boję się uciekać, bo obawiam się, że zaczną mnie
gonić. Co, jeżeli zrobię jakiś nieodpowiedni ruch i u nich włączy się jakiś
brak piątej klepki, zwiążą mnie, przyprawią, usmażą, zjedzą…
Stop.
Skoro
Tim do teraz nic mi nie zrobił, to najwyraźniej jest niegroźny. Jeżeli na serio
jest z nim coś nie tak, to przecież mam nad nim przewagę – myślę racjonalnie.
Mogę go wykiwać. Powinnam poczekać, aż mnie gdzieś zaprowadzi i jeżeli wyczuję
coś niepokojącego, to dopiero wtedy zwiewać. Tak. To mądre.
Dziewczyna
odpycha Tima od siebie, po czym wstaje i już ma od niego uciec, gdy on łapie ją
za rękę. Wtedy zaczynam się go porządnie bać. Kucam przy ścianie i udaję, że na
nich nie patrzę. Mówią o czymś nerwowo, szarpią się. Chłopak próbuje być
spokojny.
Nagle,
tuż przede mną, na podłodze otwiera się kolejna klapa. Jakaś ręka pojawia się
na zewnątrz. Odsuwam się i wtedy czuję dziwne pragnienie zerwania się do biegu.
Ale nie mogę. Boję się teraz biec.
Z
pomieszczenia na dole wychodzi chłopak, mniej więcej postury Tima, ale trochę
wyższy, a jego blond włosy, mimo że króciutkie, przypominają mi Hampusa. Mam
ochotę się rozpłakać, ale on najwyraźniej też. Jednak jego wzrok wędruje na
dziewczynę, która tym razem nieruchomieje pod jego spojrzeniem.
-
Odwal się od niej – syczy chłopak, patrząc na mojego nowego znajomego. Zaczyna
się do nich zbliżać w niepokojąco szybkim tempie.
-
Spokojnie – Tim unosi ręce do góry, w geście „to nie moja wina”.
Rozprostowuje
palce u lewej dłoni i podsuwa ją chłopakowi pod twarz. Nie widzę dokładnie, co
tam jest, ale chyba żyletka. Dziewczyna staje się coraz bardziej niespokojna,
mam wrażenie, że teraz już naprawdę im ucieknie, ale zdenerwowany chłopak łapie
ją za dłoń. Wtedy patrzę na jej drugą rękę. Spływa po niej krew.
Chłopak
szybko wyrywa Timowi z dłoni przedmiot i ciągnie dziewczynę za sobą. Kudłacz
patrzy za nimi, jakby miał coś jeszcze do powiedzenia.
-
Tu masz nową, zajmij się nią – blondyn wskazuje mu na mnie i otwiera klapę.
Dziewczyna
wchodzi pierwsza. Tim nabiera powietrza, aby się odezwać, ale finalnie się
powstrzymuje. Chłopak siada przy klapie i opuszcza nogi w dół.
-
Lucas – Tim zdobywa się, aby coś powiedzieć, gdy blondyn patrzy na niego bez
sympatii – Uważaj… na was.
-
Och, spieprzaj – Lucas znika w pomieszczeniu.
-
Chodź – szybko mówi do mnie Tim; skręcamy w lewo i zaczynamy się kierować
kolejnym ciemnym korytarzem.
Ta
cała scena jeszcze bardziej pierze mi mózg. Skoro to jest psychiatryk, to gdzie
są jacykolwiek lekarze? Dlaczego nikt nie zabrał tej dziewczynie żyletki?
Dlaczego jacyś dwaj dziwni chłopacy muszą dbać o bezpieczeństwo samo
okaleczającej się dziewczyny?
Docieramy
do drzwi. Są z metalu, jest w nich małe, wąskie okienko, do którego mój wzrok
nie dosięga, ale widzę, że wpada przez nie jasne światło. To jedyne, co
oświetla korytarz, bo nie ma w nim nawet bujającej się na kablu żarówki.
Tim
opiera się o ścianę, mierząc mnie wzrokiem. Gdy dorobiłam sobie do jego
zachowania te wszystkie dziwne historie, jego oczy już nie są dla mnie takie
piękne – one mnie przerażają. Sugerują, jakby chłopak był dwulicowy. Jakby miał
dwa oblicza, jedno, które mi pokazuje i drugie, które tylko on zna. Boję się.
-
Posłuchaj mnie teraz uważnie – mówi.
Mam
zamiar słuchać uważnie, ale jeszcze bardziej skupiam się na tym, aby go
rozgryźć. Nie potrafię zrozumieć, co z nim jest nie tak. Jego głos wydaje mi
się dziwnie hipnotyzujący; wysoki jak na faceta, ale przyjemny. Nie wygląda na
posiadacza takiego głosu. Sprawia wrażenie, jakby był on mu podkładany, jak w
filmie.
Chyba
jestem przewrażliwiona. Ale przynajmniej czujna.
-
Otworzę drzwi i wybiegnę pierwszy, ale ty później mnie wyprzedzisz. Na wprost
nas będą drzwi, które pchniesz aby je otworzyć a ja zamknę je najszybciej jak
się da. Nie możemy się ociągać, musimy naprawdę szybko biec, bo tu jest
niebezpiecznie.
-
Dlaczego?
-
Im mniej wiesz, tym lepiej dla ciebie.
-
Nie ufam ci.
Tim
wzrusza patykowatymi ramionami. Wygląda na zrezygnowanego.
-
W sumie to też bym mi nie ufał na twoim miejscu.
Odwraca
głowę w stronę korytarza i wtedy światło pada na jego kark. Po prawej stronie
ma zaszytą ranę. Wygląda na postrzałową, ale moja jedyna wiedza na ten temat
pochodzi z filmów kryminalnych, więc nie jestem pewna.
Przechodzi
mnie dreszcz. On powinien mieć na tym opatrunek! To musi być wariat.
-
Gdybym zaczął ci to teraz tłumaczyć, uznałabyś mnie za psychola i uciekła w
podskokach – mówi w końcu.
Wybacz, ale już cię za
takiego uznaję – prawie mówię to na głos.
-
Krótko mówiąc, jesteś w innym świecie, a za tamtymi drugimi drzwiami znajduje
się z niego wyjście – wyjaśnia z poważną miną.
W
tym momencie w głowie zapala mi się kontrolka. Odwracam się i zaczynam biec,
ale Tim łapie mnie za ręce i przyciąga z powrotem do ściany, mimo, że się
szarpię. Zaczynam krzyczeć. Nie mam szans, ale i tak próbuję się wyrwać.
-
Puść mnie! – panika brzmi w moim głosie jeszcze bardziej niż myślałam – Zostaw!
Idź sobie poszukaj innej ofiary, masz tu ich tyle!
-
Przestań się drzeć – tym razem jego głos jest niższy; operuje nim tak
umiejętnie, że to budzi we mnie jeszcze większą grozę.
Jakaś
dziewczyna wychyla się zza klapy niedaleko nas. Krzyczę do niej, aby mi
pomogła, ale ona tylko patrzy na Tima i jakby uspokojona, wraca do swojego
„pokoju”. Szarpię się jeszcze bardziej, ale to tylko wzmaga siłę jego uścisku.
-
Wysłuchaj mnie przez chwilę – mówi, patrząc mi prosto w oczy.
-
Nie będę cię już słuchać! – nawet nie mam kontroli nad mową.
-
Weź swój telefon – opiera mnie o ścianę i przysuwa się tak blisko, że nasze
czoła prawie się stykają – Zadzwoń do kogoś, komu ufasz. Powiedz mu, że trzyma
cię jakiś psychiczny facet i potrzebujesz pomocy.
Patrzę
na niego z przerażeniem, ledwo oddycham. Jego spojrzenie nadal jest stanowcze,
ale trochę się ode mnie odsuwa. Mimo tego czuję jego oddech na swojej skórze.
Nie mogę już racjonalnie myśleć. Obserwuję oczy Tima – nie wyglądają na oczy
chorego psychicznie. W jego spojrzeniu dostrzegam jedynie gniew, który jeszcze
bardziej mnie przeraża. Dopiero po
chwili odzyskuję jasność umysłu.
Telefon.
Dlaczego o nim nie pomyślałam? Ale dlaczego on mówi, że mam z niego skorzystać?
Czyżby wpłynął na niego jakoś, że teraz…
Aina,
uspokój się.
Drżącą
ręką sięgam po telefon, starając się nie myśleć o tym, że wściekły chłopak
przyciska moją drugą dłoń do ściany. Boję się znaleźć numer. Boję się, że Tim
wyrwie mi przedmiot z ręki i go zniszczy.
Lecz
on nawet się nie rusza, jedynie dyszy ciężko, jakby to on był przerażony. Nie
wiem, do kogo zadzwonię, dopóki nie odblokowuję telefonu.
"Tata
:)".
Wybieram
numer i trzęsąc się ze strachu, przykładam słuchawkę do ucha, cały czas bacznie
obserwuję Tima, kontrolując, czy nic mi nie zrobi.
Słysząc
głos w słuchawce, zamieram.
"Jeżeli
chcesz skontaktować się ze światem rzeczywistym, przenieś się do niego lub
znajdź się w pobliżu".
Po
chwili ten sam komunikat jest powtarzany po angielsku, a wtedy czuję, jak Tim
puszcza moją rękę. Już wtedy nie mam siły od niego uciekać. Nie mam siły nawet
stać. Osuwam się na ziemię, a telefon wypada mi z ręki. Chłopak kuca obok mnie,
kończąc połączenie i blokując urządzenie.
Nie
potrafię teraz na niego spojrzeć. Do mojego umysłu dociera, że miał rację, że
coś dziwnego się dzieje, a on jest zdrowy, albo przynajmniej nie psychiczny.
Złość na niego mi przechodzi, ale dalej się boję. Po raz kolejny chce mi się
płakać. I jest mi głupio. Przede mną jest normalny człowiek, który musiał się
poczuć urażony, który tkwi w tej beznadziei tak samo niewinny jak ja.
-
Próbuję ci pomóc – mówi cicho – Przepraszam, że cię złapałem. Nie chciałem abyś
pobiegła do jakiegoś miejsca, w którym mogłoby ci się coś stać.
-
To ja cię przepraszam – głos mi drży i naprawdę zbiera mi się na płacz – Oceniłam cię bezpodstawnie.
-
Ej, nie płacz – wtedy patrzę w jego oczy, są smutne, typowo smutne – Też
płakałem, jak tu trafiłem. Nie pomaga.
-
Ile czasu tu jesteś? – pytanie, w momencie w którym pojawia się w mojej głowie,
wystrzeliwuje mi z ust.
-
Jakiś miesiąc – znów wzrusza kościstymi ramionami.
-
Dlaczego tyle?
-
Żeby stąd wyjść, trzeba być szczęśliwym.
Po
wielkiej fali współczucia, jaką do niego poczułam, nagle obawy ponownie
wracają. Niby udowodnił mi, że mówi prawdę, ale to wszystko jest chore, chore
bardziej niż umysł mojej macochy.
-
Chodź – ponagla mnie, zanim znów zaczynam panikować – Może to myślące więzienie
w rekompensacie za to, że nie wypuszcza mnie, da wyjść tobie.
Cztery sprawy:
1. Pasuje długość?
2. Czy ktoś zauważył, że prolog, który wstawiłam, był moim najdłuższym prologiem ze wszystkich blogów?
3. Pozory mylą?
4. Niektórzy nie mają pojęcia o czym będzie to opowiadanie. Odsyłam do zwiastuna w pierwszym poście. Napracowałam się jak cholera, a zobaczyły go trzy osoby. Jakby ktoś zwrócił uwagę, to byłoby fajnie.

Ojej. Ojej. Ojej.
OdpowiedzUsuńZwróciłam uwagę, że pisane w pierwszej osobie, ale nie wiem, czy Twis tez nie było tak pisane, więc pominę. Nie wazne, nie wiem o co mi chodziło. Przerwałam nawet czytanie innego fanfiction (które czytam od rana) żeby rpzeczytać to!
A podobno jestem potrzebna w komentarzach, to się ujawniam znów. Boże, szaleństwo. Drugi dzień pod rząd komentuję.
Dobra, co tam.
Długość - ni lubie długich rozdziałów, ale to się super czyta, że przeczytałam.
JA WIEM O CZYM BEDZIE TO OPOWIADANIE I WIEM, ŻE BEDZIE SUPER BO WSZYSTKO CO PISANE Z RĘKI ULI, JEST SUPER.
No ja tez nie wiem, jak Lena mogła zostawić Majka. Ja to bym go porwała i... (tunicniebyło)
Aaaa, jedną scene stąd kojarzę i teraz czytając ją znów, czuję ten klimat. Omatko. Klimat jest super. Tu najpier sobie idą, wzystko super i bum! Auto, wypadek, krew, potem ciemne korytarze, Tim. Wiedziałam, ze to Tim. Takie przeczucie, co nie.
Ogólnie to taka mroczna atmosfera mi planuje, idealnie mroczna do mojej mrocznej duszy i umysłu *śmieje się głosno, ale potem ucicha i gapi się bezsensownie w jeden punkt*
Tak własnie.
Jestem tu by motywować, więc MOTYWUJĘ CIĘ BO TEN BLOG BĘDZIE GENIUSZEM, MOŻE TO NIE JEST TAKIE DO KOŃCA FANFICTION ALE CZYTAJCIE TO LUDZIE. No.
I uważam, że to jest super. Takie twoje. Nie, że inne są nie twoje. Ale są twoje, ale to jest takie badzo twoje i wiem, że sobie świetnie poradzisz. I podobało mi się zdanie, jak Tim mówił, zę żeby stad wyjść trzeba być szczęśliwym.
Tim.
I jest tu też Mike...
Tike na odległość?
Nie ważne. XD
No, spróbuj mi narzekać, że coś jest nie tak, a zmaterializuję się tam przy tobie ( nie mam pojęcia czy dobrze to npisałam i czy dobrze ujęłam, ale piepszyć konsekfencje, nie będziecie mi życ jak mam pisać, w końcu jestem Klaudia. *kropka dla powagi*) i potem cię tak trochę uduszę.
Ale nie, że udusze. A przytule i udusze.
I dostaniesz moją miłość (wow, nowość) i będziesz mieć tyle weny, że będziesz nią rzygać a i tak będzie jej za dużo.
Z pozdrowieniami
ZmęczonŻyciem Klaudia K.
No i tek tradycyjnie - weny i żelków!
Łojeju. Czytałam to na głos, żeby się bardziej wczuć i aż chrypy dostałam.
OdpowiedzUsuńNo co tu mówić? Rozwija się i to bardzo, mimo że to dopiero początek już się coś dzieje. (I tu zacytuję ciebie) "Uhuhuhu"
Lubię tą relację między Timem i Ainą, najpierw taka "O kurde, szajbus.", a potem "Jednak ma dobrze z garem.", no podoba mi się to no :)
Pytasz, czy pasuje długość. Jest idealnie, nie za długie, nie za krótkie, ale najchętniej to bym już całe opowiadanie przeczytała, tak mnie wciągnęło. Nie wiadomo co z Hampusem, czy Aina wyjdzie z tego świata, co z Timem i w ogóle ( no dobra... wiem co z nimi będzie, ale ciii, przemilczmy to, i tak chcę to czytać, bo już pozapominałam nieco tych fragmentów w początku )
Jedno pytanie : Kiedy następny rozdział?!
Życzę dużo weny! (nie ma historii w tym tygodniu to będą okienka, będziemy pisać 👌).
Do jutra na godzinie wychowawczej! / Aina pozdrawia ♥
Ojej, Weak! Teraz zwróciłam na to uwagę XD
OdpowiedzUsuńLucas? Czyżby mój "blond crush" H.? *oczy z fb*
Nie wiem czemu, ale wolę, gdy piszesz trzecią osobą XD Może, że się przyzwyczaiłam lub coś... no nie ważne.
ROZDZIAŁ WYMIATA.
Wpędza w osłupienie i zdziwienie oraz coś, czego nazwać nie potrafię, ale naprawdę mi się podoba.
Właśnie Netka czai się na moje palce e.e głupi kot e.e
Najlepsze jest, gdy Tim podchodzi do tej dziewczyny i próbuje jej coś wmówić, żeby zrozumiała. Nie wiem, ten moment jest dla mnie najlepszy. Pokazuje, jak Timy jest troskliwy. Timy, o. Będę tak na niego mówić. Timy. ;^;
Właśnie zobaczyłam, jak torturują mojego Jace'a. JAK ONI MOGĄ.
No nie ważne.
Chyba nie pobiję Klaudii w długości komentarza, przykro mi z tego powodu XD
Hampus i żelki fasolki. Pamiętam to XD
HERE I AM. OWOOOWOOO I'M HUNTING. OWOOWOOO. Kocham tą piosenkę ;w; Denis, wróć ;-;
Timy tutaj jest świetny. Jest trochu inaczej przedstawiony niż w WOK i to mi się naprawdę podoba. Przypadł mi do gustu taki Timy, choć Timy aka Ojciec z Avery wygrywają wszystko XD
Zatwierdzam.
Czekam na dalej, siostra xx
1. Tak tak tak. Tylko więvej tego. Takie fajne. :'(
OdpowiedzUsuń2. Podświadomie.
3. Czasem.
4. Przepraszam. Jestem idiotką. XD
Rozdział utrzymany w dobrymznanym stylu. Radość, złość, tragedia, smutek i strach z elementem humoru. Tyle emocji na raz. Wszystko jest takie naturalne... Ludzkie. Dlatego uwielbiam jak piszesz. Nic nigdy nie idzie za szybko czy za wolno. Wszystko logicznie ułożone w jedną całość która daje do myślenia. W fakcie, już próbuję zgadnąć fabułę z nadzieją że przewidzę pewne elementy, a inne mnie zaskoczą. Znając ciebie się nie zawiodę. Wiem że jesteś krytyczna wobec swoich prac, zwłaszcza widzę to po ciągłym samodoskonaleniu, ale tym razem doceń siebie bo możesz być z siebie dumna.:)