niedziela, 6 listopada 2016

Rozdział 1

Aina
Gӧteborg to nie Sztokholm, ale czuję się tu jak w domu. Cała moja szkoła, do której od początku wiedziałam, że chcę iść, ci przyjaciele, ta atmosfera – to wszystko sprawia, że mi tu dobrze. Nie mam tego uczucia, jakbym coś za sobą zostawiła i to nie dlatego, że co piątek wracam do domu pociągiem. Moje życie w domu w połączeniu z tym w internacie dopiero razem łączy się w idealną całość.
Hampus, pochodzący z Värmland, bardziej przeżywał przeniesienie się do nowego miasta, bo, jak uważa, różnica jest diametralna. Porównuje to tak, że jeżeli zadzwonisz po pizzę w Gӧteborgu, to zaczną pytać, z czym ją chcesz, a jak zadzwonisz po pizzę w Värmland, to powiedzą, że owszem, przywiozą, ale może za tydzień.
No oczywiście największą różnicę odczuwa Lena. Pochodzi ze Stanów Zjednoczonych, ale pewnego dnia uznała, że tak bardzo nie pasuje do swojej rodziny, że musi się od niej odizolować. Skoro chciała pokazać dorosłym w jej rodzinie, że potrafi być samodzielna, to w sumie ją rozumiem. Tylko jednego nie potrafię pojąć. Jak ona mogła zostawić swojego starszego brata? On ma takie piękne ubrania, że na miejscu Leny zamieszkałabym w jego szafie.
Nasza trójka przyjaźni się od dwóch i pół roku. W tym czasie wszyscy w trójkę się odwiedzaliśmy, byliśmy przez dwa tygodnie w te wakacje u Leny, tydzień u mnie i pięć dni u Hampusa – tak mało, bo wstydził się tego, na jakim „wypierdziszewie” mieszkał. Teraz przeniósł się do Sztokholmu i denerwuje tym swojego współlokatora z internatu.
Mój przyjaciel lubi zimę, która właśnie w Gӧteborgu się kończy. Jest luty i już prawie cały śnieg stopniał, ale Hampus upiera się, że to „jego czas w roku”. Urodziny ma w grudniu, i dlatego uważa się za coś w stylu zimowego dziecka.
Dzwoni telefon Hampusa. Zaciskam dłonie w pięści, nie ze złości, ale w jakiejś głupiej nadziei, że pomoże to spełnić moje życzenie, które wypowiadam w myślach.
Niech to nie będzie Manfred, proszę, nie Manfred, tylko nie Manfred.
- O, Manfie! – Hampus uśmiecha się na widok imienia jego współlokatora wyświetlanego na ekranie telefonu i odbiera.
Przewracam oczami. Manfred denerwuje i mnie i Lenę. Jest z typu tych ciągle fajnych, modnych, robiących sobie selfie co pięć minut i wcinających się w emocjonującą rozmowę w najmniej odpowiednim momencie.
Wbijam wzrok w ziemię podczas gdy idziemy dalej. Rany, Lena mogła pójść z nami, ale musiała zostać godzinę później w szkole, aby poprawić po raz czwarty pracę klasową z matematyki. Pewnie jest w tym momencie tak samo zła jak ja. Kiedyś połamała swój długopis widząc, jak dziwne pytanie było na klasówce. Ja powinnam w tym momencie połamać telefon Hampusa.
Chwila, moment. Czy oni właśnie gadają o żelkach fasolkach? Ja kiedyś szału dostanę.
Hampus wyprzedza mnie, gdy przechodzimy przez most. Idę za nim, wpatrując się w jego buty – nic lepszego nie mam do roboty. Drogę do sklepu znam na pamięć nawet, jeżeli patrzę tylko na chodnik.
Jutro praca klasowa z angielskiego i trzeba zrobić zadanie na szwedzki. W sumie to praca klasowa nie jest aż taka straszna, w porównaniu do wypracowania, jakie zadał nam pan Fredagsson. Muszę zająć myśli tym, co napiszę, aby nie zdenerwować się na Hampusa jeszcze bardziej. Już wystarczająco wyprowadza mnie z równowagi.
Słyszę pisk opon i zamiast spojrzeć, co się dzieje, ze strachu zamykam oczy. Do moich uszu dociera huk i wtedy przytomnieję. Otwieram oczy i wtedy zaczyna mi się kręcić w głowie.
Samochód. Przerażony kierowca. Zbity reflektor, tablica rejestracyjna na ulicy. Ulica. Krew. Hampus. Hampus na ulicy. Krew na jego twarzy. Jego drżąca powieka, bezwładne ciało. Zbita szybka telefonu leżącego pół metra od jego ręki. Cisza.
Słabo mi. Mój przyjaciel leży na ulicy, a ja nie mogę się ruszyć. Wokół nie ma nikogo. Nie potrafię nawet kiwnąć palcem. Przerażenie mnie obezwładnia.
Samochód omija Hampusa i jedzie dalej, a ja wciąż stoję w jednym miejscu. Cholera jasna, mój Hampus! Ta krew. O Boże.
Udaje mi się zakryć usta dłonią, zanim czuję obezwładniające osłabienie. Kucam przy ziemi z nadzieją, że nie zemdleję. I wtedy film mi się urywa.

Przytomność wraca tak szybko, iż można powiedzieć, że aż uderza. Za gorąco tu.
Otwieram oczy. Chyba coś mi się śni. Nic nie widzę. Przede mną ciemność, nieprzenikniona ciemność, bez śladów światła, bez śladów kształtu czegokolwiek.
A, nie. Jednak nie. Po lewej stronie coś jest. A nawet coś i ktoś. Stolik i łóżko, na którym ktoś siedzi.
Gdzie ja jestem?
Zaczynam się przypatrywać człowiekowi, którego widzę. Jest tu tak ciemno, że rozpoznaję jedynie sylwetkę. Ubrania wiszą na tym kimś jak na wieszaku, kaptur bluzy nakładanej przez głowę opada na jego plecy, spodnie, mimo że rurki, i tak są za luźne, a trampki do kostek wyglądają na solidniejsze od ich właściciela.
Nie mam szans zobaczyć jego twarzy, bo zakrywają ją potargane włosy trochę krótsze niż do ramion. Ma tak wąskie ramiona, że gdyby nie płaska klatka piersiowa, pomyślałabym, że to dziewczyna.
Ale nie. To jest chłopak.
Raptem wszystkie wspomnienia sprzed utraty świadomości powracają. Hampus, samochód, wypadek, przerażenie. O rany. Mój Hampus. Co się z nim stało? Czy ktoś mu pomógł? Czy ktoś zabrał go i mnie do tego miejsca, w którym teraz jestem? Czy jesteśmy bezpieczni?
Boję się. Wstyd mi to przyznać przed samą sobą, ale boję się tak, że w pewnym momencie zaczynam płakać. Łzy niekontrolowanie spływają mi po policzkach i denerwuje mnie to. Nie obchodzi mnie, co pomyśli sobie nieznajomy, siadam i przyciągam kolana do klatki piersiowej, chowam twarz w dłoniach. I po prostu płaczę.
W tym czasie tysiąc myśli na sekundę przelatuje przez moją głowę. Wszystkie sprowadzają się do jednej podstawowej obawy, o przyjaciela, o siebie, o nas, o wszystko, co dzieje się wokół. Dezorientacja nie pozwala mi się skupić. Nie potrafię logicznie skojarzyć, co mogło się wydarzyć. Panika przejmuje mój umysł.
Czuję dotyk, ktoś obejmuje mnie ramieniem. Z pewnością jest to ten chłopak, który jako jedyny przebywa ze mną z tym dziwnym pomieszczeniu. Obejmuje mnie delikatnie, jakby się bał, że zaraz się odwrócę i go pobiję.
Podnoszę wzrok na jego twarz. Nie widzę go dokładnie, ale wiem, że nie grzeszy urodą. Nie obchodzi mnie to. Ma w sobie coś dobrego. W końcu nie każdy, kto raptem spotka histeryzującą siedemnastolatkę tak zareaguje.
- Podałbym ci chusteczki, ale tam, gdzie one są najbardziej potrzebne, tam ich nie ma – mówi nieznajomy po angielsku.
Po angielsku. Mój niepokój się nasila. Gdzie ja do cholery jestem?
- Dlaczego akurat tutaj są potrzebne? – przecież od paru minut wcale nie mam jednego pytania w głowie, mogę zadawać inne bezsensowne.
- Tak wyszło – chłopak wzrusza ramionami – Skąd jesteś? – pyta. Pewnie wyczuł szwedzki akcent.
- Ze Sztokholmu – odpowiadam powoli – A ty? – rewanżuję się pytaniem.
- Z Chicago.
Z Chicago. O matko, gdzie ja jestem, że spotykam tutaj nieznajomego chłopaka z Ameryki, który wydaje się nie być zdziwionym tym, co się dzieje?
- Jak to? – nie mam kontroli nad tym co mówię.
- Normalnie.
- Gdzie my jesteśmy? – udaje mi się wreszcie wypowiedzieć to na głos.
- Zadajesz zbyt trudne pytania.
Po chwili zupełnie się od siebie odsuwamy, chłopak siada tak jak ja, ale opiera się plecami o ścianę. Wygląda, jakby zastanawiał się, co ma teraz zrobić. Najwyraźniej czuje się tak samo niezręcznie jak ja, gdyż nie patrzy na mnie. Wplata palce jednej dłoni w swoje loczki i zaczyna oplatać sobie pojedyncze kosmyki na palcu.
Nie ma mowy. Nie odezwę się pierwsza.
- Tim – wyciąga do mnie dłoń, przedstawiając się; dobry pomysł, fajnie wiedzieć imię tego, z którym utknęłam w tej beznadziei.
- Aina – uścisk dłoni jest dziwny, po tym, jak mnie przytulił.
- Będzie dobrze, Aina.
Jasne. Łatwo mówić. Jak ma być dobrze, skoro Hampus miał ten straszny wypadek i w sumie nawet nie wiem, czy przeżył, a do tego jestem w jakimś dziwnym miejscu, z którego nie widzę wyjścia?
- Nie rozumiesz – mówię – Znalazłam się tutaj po tym, jak mojego przyjaciela potrącił samochód. To było straszne! Trzęsłam się z przerażenia, a potem ocknęłam się tu! To jest chore, muszę go znaleźć, o ile on w ogóle jeszcze żyje! – gdy wpadam w coś w rodzaju transu, nie potrafię powstrzymać słów, jakie cisną mi się na usta, mimo że widzę, jak mój nowy znajomy wzdryga się ze strachu – Nie wyobrażasz sobie nawet, jakie to okropne uczucie, gdy widzisz kogoś tak dla ciebie bliskiego leżącego na ziemi z krwią na twarzy i boisz się o jego życie!
Tim chyba niekontrolowanie wykonuje ruch przypominający odruch zasłonięcia sobie uszu. Dopiero wtedy zdaję sobie sprawę, że nie powinnam była tak w niego uderzać moimi przeżyciami.
- Rozumiem cię o wiele lepiej, niż myślisz – to jego jedyne słowa na mój cały wielki wykład.
Chłopak wstaje i opiera się o ścianę za stolikiem. Pochyla głowę tak, że włosy zakrywają prawie całą jego twarz, przez co nie mogę zobaczyć, czy go uraziłam. Pewnie w tej ciemności i tak nic bym nie dojrzała. Nie widzę nic poza tym, że drżą mu ręce.
- Słuchaj, Aina, musisz stąd jak najszybciej wyjść – mówi.
Patrzę na niego zdziwiona. Też bym chciała się stąd wydostać, ale byłabym wdzięczna, gdyby pokazał mi, jak. Przecież tu nie ma drzwi.
- A pomożesz mi? – pytam cicho.
Tim staje na łóżku i sięga do sufitu. Widzę, jak w pomieszczeniu pojawia się klapa, która wcześniej kryła wyjście.
No super. Jak ja tam dosięgnę?
Tim skacze i łapie się górnej części klapy, po czym próbuje się podciągnąć. Po chwili widzę już tylko jego nogi, a potem zostaję w pokoju sama.
Poszedł sobie?
Nie rozumiem, jak on to zrobił. Przecież jego ręce to dwa cienkie patyki, jak on się podciągnął na takim czymś?
Po chwili pokryta kołtunami głowa wychyla się i patrzy na mnie z wyczekiwaniem. Chłopak wyciąga rękę do przodu, jakby wierzył w to, że pomoże mi wyjść.
- No chodź – ponagla mnie.
- Co ja mam zrobić? – pytam zdziwiona.
- Podejść tu… - odpowiada zniecierpliwiony.
Co on chce zrobić? Zabrać mnie na jakiś strych, a potem zostawić na pastwę myszy?
Dobrze, że nie jestem babcią Leny. Ona by od razu miała w głowie wizje porwania i zgwałcenia.
Nie mam innego wyjścia, muszę mu zaufać, choć nie chcę. Najbardziej beznadziejne jest to, że jestem sama, a jedynym, który może mi pomóc, jest jakiś dziwny kudłacz.
Staję na łóżku i patrzę w górę. Słabe światło z korytarza pada na twarz Tima, przez co zwracam uwagę na jego oczy. Są dwukolorowe. Prawe brązowe, lewe niebieskie. Tak bardzo niebieskie, że aż przypomina oczy Hampusa.
Te piękne oczy, które kocham nad życie i być może leżą gdzieś zawiązane w czarnym worku.
Nie. Nie myśl tak.
Dłonie Tima są bardzo ciepłe w porównaniu do moich lodowatych i nie mam pojęcia jakim cudem są tak silne, aby pomóc mi wydostać się na powierzchnię. Dopiero potem zdaję sobie sprawę, że gdy oparł się całym ciałem o podłogę, nie potrzebował wielkiej siły, aby mnie podciągnąć.
Na powierzchni wcale nie jest lepiej niż tam na dole. Korytarz jest długi i jedynie oświetlony samotną żarówką bez żadnej lampy, która miga i w tym momencie nie świeci. Opieram się o ścianę i obserwuję wszystko z zadziwieniem. To niby pusty korytarz, ale trochę mi tego wszystkiego za dużo.
Chłopak zamyka klapę i wzrokiem nakazuje mi iść za sobą. Trochę się boję. Nie wiem, co jest bardziej przerażające; ten korytarz, czy fakt, że Tima nic nie przeraża.


Podążając za nowym znajomym – a może jednak jeszcze nieznajomym – czuję się jak w transie. Przez chwilę mam wrażenie, że nadal płaczę, ale tylko mi się wydaje. Mimo tego słyszę szloch. Jakaś dziewczyna siedzi przy ścianie na rogu korytarza. Gdy orientuje się, że to ona płacze, Tim już kuca przy niej i kładzie rękę na jej ramieniu. Boję się tego, odsuwam się dalej, nie chce mieć nic wspólnego z tym, co się teraz dzieje.
Rozmawiają o czymś pospiesznie, jakby ktoś mierzył im czas. Nie słucham słów, nawet nie chcę wiedzieć, o czym mówią, bo obawiam się, że mogłabym się tego jeszcze bardziej przestraszyć. Ale w pewnym momencie do moich uszu dociera łagodny, cierpliwy głos Tima.
- Wiem, że szukasz odpowiedzi, ale one nie znajdują się w twoim nadgarstku…
Nadgarstek. Zaraz, ona chyba się cięła. Na pewno się cięła. A skoro tak, to…
Nagle umysł wypełnia mi przerażająca wizja tego, gdzie mogę się znajdować. To przecież wygląda na psychiatryk. Jestem prawie pewna, że to psychiatryk. Mogli mnie przecież do niego odesłać, skoro tak zareagowałam na wypadek. Może tylko chcieli mnie zbadać i zostawili mnie w sali z byle kim?
Wtedy czuję, jak coś mrozi mnie od środka. A co jeżeli Tim to wariat? Co, jeśli zaprowadzi mnie do jakiegoś dziwnego miejsca i naprawdę mi coś zrobi? Jest mały jak na faceta, ale dziwnie silny. Może bierze jakieś leki i to dlatego?
Cholera jasna. Nie wiem co mam robić. Boję się uciekać, bo obawiam się, że zaczną mnie gonić. Co, jeżeli zrobię jakiś nieodpowiedni ruch i u nich włączy się jakiś brak piątej klepki, zwiążą mnie, przyprawią, usmażą, zjedzą…
Stop.
Skoro Tim do teraz nic mi nie zrobił, to najwyraźniej jest niegroźny. Jeżeli na serio jest z nim coś nie tak, to przecież mam nad nim przewagę – myślę racjonalnie. Mogę go wykiwać. Powinnam poczekać, aż mnie gdzieś zaprowadzi i jeżeli wyczuję coś niepokojącego, to dopiero wtedy zwiewać. Tak. To mądre.
Dziewczyna odpycha Tima od siebie, po czym wstaje i już ma od niego uciec, gdy on łapie ją za rękę. Wtedy zaczynam się go porządnie bać. Kucam przy ścianie i udaję, że na nich nie patrzę. Mówią o czymś nerwowo, szarpią się. Chłopak próbuje być spokojny.
Nagle, tuż przede mną, na podłodze otwiera się kolejna klapa. Jakaś ręka pojawia się na zewnątrz. Odsuwam się i wtedy czuję dziwne pragnienie zerwania się do biegu. Ale nie mogę. Boję się teraz biec.
Z pomieszczenia na dole wychodzi chłopak, mniej więcej postury Tima, ale trochę wyższy, a jego blond włosy, mimo że króciutkie, przypominają mi Hampusa. Mam ochotę się rozpłakać, ale on najwyraźniej też. Jednak jego wzrok wędruje na dziewczynę, która tym razem nieruchomieje pod jego spojrzeniem.
- Odwal się od niej – syczy chłopak, patrząc na mojego nowego znajomego. Zaczyna się do nich zbliżać w niepokojąco szybkim tempie.
- Spokojnie – Tim unosi ręce do góry, w geście „to nie moja wina”.
Rozprostowuje palce u lewej dłoni i podsuwa ją chłopakowi pod twarz. Nie widzę dokładnie, co tam jest, ale chyba żyletka. Dziewczyna staje się coraz bardziej niespokojna, mam wrażenie, że teraz już naprawdę im ucieknie, ale zdenerwowany chłopak łapie ją za dłoń. Wtedy patrzę na jej drugą rękę. Spływa po niej krew.
Chłopak szybko wyrywa Timowi z dłoni przedmiot i ciągnie dziewczynę za sobą. Kudłacz patrzy za nimi, jakby miał coś jeszcze do powiedzenia.
- Tu masz nową, zajmij się nią – blondyn wskazuje mu na mnie i otwiera klapę.
Dziewczyna wchodzi pierwsza. Tim nabiera powietrza, aby się odezwać, ale finalnie się powstrzymuje. Chłopak siada przy klapie i opuszcza nogi w dół.
- Lucas – Tim zdobywa się, aby coś powiedzieć, gdy blondyn patrzy na niego bez sympatii – Uważaj… na was.
- Och, spieprzaj – Lucas znika w pomieszczeniu.
- Chodź – szybko mówi do mnie Tim; skręcamy w lewo i zaczynamy się kierować kolejnym ciemnym korytarzem.
Ta cała scena jeszcze bardziej pierze mi mózg. Skoro to jest psychiatryk, to gdzie są jacykolwiek lekarze? Dlaczego nikt nie zabrał tej dziewczynie żyletki? Dlaczego jacyś dwaj dziwni chłopacy muszą dbać o bezpieczeństwo samo okaleczającej się dziewczyny?
Docieramy do drzwi. Są z metalu, jest w nich małe, wąskie okienko, do którego mój wzrok nie dosięga, ale widzę, że wpada przez nie jasne światło. To jedyne, co oświetla korytarz, bo nie ma w nim nawet bujającej się na kablu żarówki.
Tim opiera się o ścianę, mierząc mnie wzrokiem. Gdy dorobiłam sobie do jego zachowania te wszystkie dziwne historie, jego oczy już nie są dla mnie takie piękne – one mnie przerażają. Sugerują, jakby chłopak był dwulicowy. Jakby miał dwa oblicza, jedno, które mi pokazuje i drugie, które tylko on zna. Boję się.
- Posłuchaj mnie teraz uważnie – mówi.
Mam zamiar słuchać uważnie, ale jeszcze bardziej skupiam się na tym, aby go rozgryźć. Nie potrafię zrozumieć, co z nim jest nie tak. Jego głos wydaje mi się dziwnie hipnotyzujący; wysoki jak na faceta, ale przyjemny. Nie wygląda na posiadacza takiego głosu. Sprawia wrażenie, jakby był on mu podkładany, jak w filmie.
Chyba jestem przewrażliwiona. Ale przynajmniej czujna.
- Otworzę drzwi i wybiegnę pierwszy, ale ty później mnie wyprzedzisz. Na wprost nas będą drzwi, które pchniesz aby je otworzyć a ja zamknę je najszybciej jak się da. Nie możemy się ociągać, musimy naprawdę szybko biec, bo tu jest niebezpiecznie.
- Dlaczego?
- Im mniej wiesz, tym lepiej dla ciebie.
- Nie ufam ci.
Tim wzrusza patykowatymi ramionami. Wygląda na zrezygnowanego.
- W sumie to też bym mi nie ufał na twoim miejscu.
Odwraca głowę w stronę korytarza i wtedy światło pada na jego kark. Po prawej stronie ma zaszytą ranę. Wygląda na postrzałową, ale moja jedyna wiedza na ten temat pochodzi z filmów kryminalnych, więc nie jestem pewna.
Przechodzi mnie dreszcz. On powinien mieć na tym opatrunek! To musi być wariat.
- Gdybym zaczął ci to teraz tłumaczyć, uznałabyś mnie za psychola i uciekła w podskokach – mówi w końcu.
Wybacz, ale już cię za takiego uznaję – prawie mówię to na głos.
- Krótko mówiąc, jesteś w innym świecie, a za tamtymi drugimi drzwiami znajduje się z niego wyjście – wyjaśnia z poważną miną.
W tym momencie w głowie zapala mi się kontrolka. Odwracam się i zaczynam biec, ale Tim łapie mnie za ręce i przyciąga z powrotem do ściany, mimo, że się szarpię. Zaczynam krzyczeć. Nie mam szans, ale i tak próbuję się wyrwać.
- Puść mnie! – panika brzmi w moim głosie jeszcze bardziej niż myślałam – Zostaw! Idź sobie poszukaj innej ofiary, masz tu ich tyle!
- Przestań się drzeć – tym razem jego głos jest niższy; operuje nim tak umiejętnie, że to budzi we mnie jeszcze większą grozę.
Jakaś dziewczyna wychyla się zza klapy niedaleko nas. Krzyczę do niej, aby mi pomogła, ale ona tylko patrzy na Tima i jakby uspokojona, wraca do swojego „pokoju”. Szarpię się jeszcze bardziej, ale to tylko wzmaga siłę jego uścisku.
- Wysłuchaj mnie przez chwilę – mówi, patrząc mi prosto w oczy.
- Nie będę cię już słuchać! – nawet nie mam kontroli nad mową.
- Weź swój telefon – opiera mnie o ścianę i przysuwa się tak blisko, że nasze czoła prawie się stykają – Zadzwoń do kogoś, komu ufasz. Powiedz mu, że trzyma cię jakiś psychiczny facet i potrzebujesz pomocy.
Patrzę na niego z przerażeniem, ledwo oddycham. Jego spojrzenie nadal jest stanowcze, ale trochę się ode mnie odsuwa. Mimo tego czuję jego oddech na swojej skórze. Nie mogę już racjonalnie myśleć. Obserwuję oczy Tima – nie wyglądają na oczy chorego psychicznie. W jego spojrzeniu dostrzegam jedynie gniew, który jeszcze bardziej mnie przeraża.  Dopiero po chwili odzyskuję jasność umysłu.
Telefon. Dlaczego o nim nie pomyślałam? Ale dlaczego on mówi, że mam z niego skorzystać? Czyżby wpłynął na niego jakoś, że teraz…
Aina, uspokój się.
Drżącą ręką sięgam po telefon, starając się nie myśleć o tym, że wściekły chłopak przyciska moją drugą dłoń do ściany. Boję się znaleźć numer. Boję się, że Tim wyrwie mi przedmiot z ręki i go zniszczy.
Lecz on nawet się nie rusza, jedynie dyszy ciężko, jakby to on był przerażony. Nie wiem, do kogo zadzwonię, dopóki nie odblokowuję telefonu.
"Tata :)".
Wybieram numer i trzęsąc się ze strachu, przykładam słuchawkę do ucha, cały czas bacznie obserwuję Tima, kontrolując, czy nic mi nie zrobi.
Słysząc głos w słuchawce, zamieram.
"Jeżeli chcesz skontaktować się ze światem rzeczywistym, przenieś się do niego lub znajdź się w pobliżu".
Po chwili ten sam komunikat jest powtarzany po angielsku, a wtedy czuję, jak Tim puszcza moją rękę. Już wtedy nie mam siły od niego uciekać. Nie mam siły nawet stać. Osuwam się na ziemię, a telefon wypada mi z ręki. Chłopak kuca obok mnie, kończąc połączenie i blokując urządzenie.
Nie potrafię teraz na niego spojrzeć. Do mojego umysłu dociera, że miał rację, że coś dziwnego się dzieje, a on jest zdrowy, albo przynajmniej nie psychiczny. Złość na niego mi przechodzi, ale dalej się boję. Po raz kolejny chce mi się płakać. I jest mi głupio. Przede mną jest normalny człowiek, który musiał się poczuć urażony, który tkwi w tej beznadziei tak samo niewinny jak ja.
- Próbuję ci pomóc – mówi cicho – Przepraszam, że cię złapałem. Nie chciałem abyś pobiegła do jakiegoś miejsca, w którym mogłoby ci się coś stać.
- To ja cię przepraszam – głos mi drży i naprawdę zbiera mi się na płacz  – Oceniłam cię bezpodstawnie.
- Ej, nie płacz – wtedy patrzę w jego oczy, są smutne, typowo smutne – Też płakałem, jak tu trafiłem. Nie pomaga.
- Ile czasu tu jesteś? – pytanie, w momencie w którym pojawia się w mojej głowie, wystrzeliwuje mi z ust.
- Jakiś miesiąc – znów wzrusza kościstymi ramionami.
- Dlaczego tyle?
- Żeby stąd wyjść, trzeba być szczęśliwym.
Po wielkiej fali współczucia, jaką do niego poczułam, nagle obawy ponownie wracają. Niby udowodnił mi, że mówi prawdę, ale to wszystko jest chore, chore bardziej niż umysł mojej macochy.
- Chodź – ponagla mnie, zanim znów zaczynam panikować – Może to myślące więzienie w rekompensacie za to, że nie wypuszcza mnie, da wyjść tobie.




Cztery sprawy:
1. Pasuje długość?
2. Czy ktoś zauważył, że prolog, który wstawiłam, był moim najdłuższym prologiem ze wszystkich blogów?
3. Pozory mylą?
4. Niektórzy nie mają pojęcia o czym będzie to opowiadanie. Odsyłam do zwiastuna w pierwszym poście. Napracowałam się jak cholera, a zobaczyły go trzy osoby. Jakby ktoś zwrócił uwagę, to byłoby fajnie.

4 komentarze:

  1. Ojej. Ojej. Ojej.
    Zwróciłam uwagę, że pisane w pierwszej osobie, ale nie wiem, czy Twis tez nie było tak pisane, więc pominę. Nie wazne, nie wiem o co mi chodziło. Przerwałam nawet czytanie innego fanfiction (które czytam od rana) żeby rpzeczytać to!
    A podobno jestem potrzebna w komentarzach, to się ujawniam znów. Boże, szaleństwo. Drugi dzień pod rząd komentuję.
    Dobra, co tam.
    Długość - ni lubie długich rozdziałów, ale to się super czyta, że przeczytałam.
    JA WIEM O CZYM BEDZIE TO OPOWIADANIE I WIEM, ŻE BEDZIE SUPER BO WSZYSTKO CO PISANE Z RĘKI ULI, JEST SUPER.
    No ja tez nie wiem, jak Lena mogła zostawić Majka. Ja to bym go porwała i... (tunicniebyło)
    Aaaa, jedną scene stąd kojarzę i teraz czytając ją znów, czuję ten klimat. Omatko. Klimat jest super. Tu najpier sobie idą, wzystko super i bum! Auto, wypadek, krew, potem ciemne korytarze, Tim. Wiedziałam, ze to Tim. Takie przeczucie, co nie.
    Ogólnie to taka mroczna atmosfera mi planuje, idealnie mroczna do mojej mrocznej duszy i umysłu *śmieje się głosno, ale potem ucicha i gapi się bezsensownie w jeden punkt*
    Tak własnie.
    Jestem tu by motywować, więc MOTYWUJĘ CIĘ BO TEN BLOG BĘDZIE GENIUSZEM, MOŻE TO NIE JEST TAKIE DO KOŃCA FANFICTION ALE CZYTAJCIE TO LUDZIE. No.
    I uważam, że to jest super. Takie twoje. Nie, że inne są nie twoje. Ale są twoje, ale to jest takie badzo twoje i wiem, że sobie świetnie poradzisz. I podobało mi się zdanie, jak Tim mówił, zę żeby stad wyjść trzeba być szczęśliwym.
    Tim.
    I jest tu też Mike...
    Tike na odległość?
    Nie ważne. XD
    No, spróbuj mi narzekać, że coś jest nie tak, a zmaterializuję się tam przy tobie ( nie mam pojęcia czy dobrze to npisałam i czy dobrze ujęłam, ale piepszyć konsekfencje, nie będziecie mi życ jak mam pisać, w końcu jestem Klaudia. *kropka dla powagi*) i potem cię tak trochę uduszę.
    Ale nie, że udusze. A przytule i udusze.
    I dostaniesz moją miłość (wow, nowość) i będziesz mieć tyle weny, że będziesz nią rzygać a i tak będzie jej za dużo.
    Z pozdrowieniami
    ZmęczonŻyciem Klaudia K.
    No i tek tradycyjnie - weny i żelków!

    OdpowiedzUsuń
  2. Łojeju. Czytałam to na głos, żeby się bardziej wczuć i aż chrypy dostałam.
    No co tu mówić? Rozwija się i to bardzo, mimo że to dopiero początek już się coś dzieje. (I tu zacytuję ciebie) "Uhuhuhu"
    Lubię tą relację między Timem i Ainą, najpierw taka "O kurde, szajbus.", a potem "Jednak ma dobrze z garem.", no podoba mi się to no :)
    Pytasz, czy pasuje długość. Jest idealnie, nie za długie, nie za krótkie, ale najchętniej to bym już całe opowiadanie przeczytała, tak mnie wciągnęło. Nie wiadomo co z Hampusem, czy Aina wyjdzie z tego świata, co z Timem i w ogóle ( no dobra... wiem co z nimi będzie, ale ciii, przemilczmy to, i tak chcę to czytać, bo już pozapominałam nieco tych fragmentów w początku )
    Jedno pytanie : Kiedy następny rozdział?!
    Życzę dużo weny! (nie ma historii w tym tygodniu to będą okienka, będziemy pisać 👌).
    Do jutra na godzinie wychowawczej! / Aina pozdrawia ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Ojej, Weak! Teraz zwróciłam na to uwagę XD
    Lucas? Czyżby mój "blond crush" H.? *oczy z fb*
    Nie wiem czemu, ale wolę, gdy piszesz trzecią osobą XD Może, że się przyzwyczaiłam lub coś... no nie ważne.
    ROZDZIAŁ WYMIATA.
    Wpędza w osłupienie i zdziwienie oraz coś, czego nazwać nie potrafię, ale naprawdę mi się podoba.
    Właśnie Netka czai się na moje palce e.e głupi kot e.e
    Najlepsze jest, gdy Tim podchodzi do tej dziewczyny i próbuje jej coś wmówić, żeby zrozumiała. Nie wiem, ten moment jest dla mnie najlepszy. Pokazuje, jak Timy jest troskliwy. Timy, o. Będę tak na niego mówić. Timy. ;^;
    Właśnie zobaczyłam, jak torturują mojego Jace'a. JAK ONI MOGĄ.
    No nie ważne.
    Chyba nie pobiję Klaudii w długości komentarza, przykro mi z tego powodu XD
    Hampus i żelki fasolki. Pamiętam to XD
    HERE I AM. OWOOOWOOO I'M HUNTING. OWOOWOOO. Kocham tą piosenkę ;w; Denis, wróć ;-;
    Timy tutaj jest świetny. Jest trochu inaczej przedstawiony niż w WOK i to mi się naprawdę podoba. Przypadł mi do gustu taki Timy, choć Timy aka Ojciec z Avery wygrywają wszystko XD
    Zatwierdzam.
    Czekam na dalej, siostra xx

    OdpowiedzUsuń
  4. 1. Tak tak tak. Tylko więvej tego. Takie fajne. :'(
    2. Podświadomie.
    3. Czasem.
    4. Przepraszam. Jestem idiotką. XD
    Rozdział utrzymany w dobrymznanym stylu. Radość, złość, tragedia, smutek i strach z elementem humoru. Tyle emocji na raz. Wszystko jest takie naturalne... Ludzkie. Dlatego uwielbiam jak piszesz. Nic nigdy nie idzie za szybko czy za wolno. Wszystko logicznie ułożone w jedną całość która daje do myślenia. W fakcie, już próbuję zgadnąć fabułę z nadzieją że przewidzę pewne elementy, a inne mnie zaskoczą. Znając ciebie się nie zawiodę. Wiem że jesteś krytyczna wobec swoich prac, zwłaszcza widzę to po ciągłym samodoskonaleniu, ale tym razem doceń siebie bo możesz być z siebie dumna.:)

    OdpowiedzUsuń