piątek, 21 lipca 2017

Docenić na czas

  Gdyby nie Linkin Park, Rise Against, While She Sleeps, Of Mice & Men i Architects, prawdopodobnie byłabym bardzo inną osobą. Każdy z tych zespołów mógł mi przekazać co innego, ale jest jedna wspólna rzecz, która tyczy się wszystkich pięciu. Najważniejsze w życiu, to doceniać.
  Pamiętam jak dziś, kiedy w drugiej klasie gimnazjum nauczycielka polskiego zadała nam za zadanie zrobić gazetę w grupach. Wymyśliłam Aluminium, gazetę typu Kerrang lub Metal Hammer, bo zawsze chciałam być dziennikarką w takim czasopiśmie. Pierwszy artykuł, który napisałam, był o chorobie Lawrence'a Taylora, wokalisty While She Sleeps. Loz był w takim stanie, że niewiadome było, czy jeszcze kiedykolwiek będzie mógł śpiewać; nie pamietam dokładnie, ale miał gdzieś guza, gdzieś tak, że operacja szkodziła mu na struny głosowe. Basista zespołu w wywiadzie dla Teraz Rock powiedział, że nie mają planu B, w razie gdyby Lawrence nie mógł dalej z nimi występować. Bałam się strasznie do ostatniego momentu. Do momentu, w którym okazało się, że Loz da radę.
  Ale to mnie jednak niczego nie nauczyło. Naprawdę poczułam, z czym mam do czynienia, gdy w wieku 28 lat zmarł Tom Searle, gitarzysta Architects. Nagle, niespodziewanie, nie mówiąc wcześniej nikomu o swojej chorobie. Nie wiedziałam, co zrobić, więc po prostu się odcięłam. Przestałam słuchać Architects na dłuższy czas, bo każde odtworzenie ich piosenki przywodziło mi na myśl smierć Toma. Kolejny błąd.
  Pewnego dnia Of Mice & Men ogłosili europejską trasę koncertową, oczywiście bez daty w Polsce. Jednak okazało się, że koncert w Niemczech jest akurat w moje imieniny i moja mama zgodziła się mnie zawieźć. Z każdym innym zespołem mogłam poczekać, aż przyjedzie do Polski, ale z Of Mice & Men nie, bo wiedziałam, że wokalista Austin Carlile jest bardzo chory i możliwe, że niedługo lekarze zakażą mu dalej występować.
Koncert w Berlinie się nie odbył. Na koncert przed, Austina z występu zabierała karetka. Był to ostatni jego koncert, ale wtedy jeszcze o tym nie wiedziałam. Siedziałam sobie jak zawsze, zaniepokojona, ale z nadzieją, że wróci. Zawsze wracał, po każdej trudnej operacji. Jednak wiedziałam, z czym mam do czynienia i bałam się, że pewnego dnia wejdę na facebooka i zobaczę to, czego najbardziej nie chcę.
31 grudnia 2016 pomyślałam sobie, że ten rok zabrał tak wielu świetnych muzyków, ale przynajmniej Austina nie, i postanowiłam, że wśród całej tej żałoby, będę się trzymać tego, że on przeżył, bo na pewno było mu trudno. I wtedy weszłam na facebooka, zobaczyłam stos wiadomości o Austinie, i mnie zmroziło. Nie potrafiłam nic przeczytać, widziałam tylko, scrollując dalej, w każdym nagłówku "Austin Carlile", "Austin Carlile", "Austin Carlile". I już wiedziałam, co to znaczy. Rozkleiłam się przed debilnym laptopem i ryczałam tak dobre piętnaście minut, aż w końcu przetarłam oczy, przeczytałam nagłówek i dowiedziałam się, że Austin żyje, tylko odszedł z zespołu z powodu choroby. I autentycznie się ucieszyłam.
Gdy spojrzałam w komentarze, w to, jak wszyscy rozpaczali, poczułam się jakbym przeczytała absurd stulecia. Nie dbałam w tym momencie o koncerty, cieszyłam się tylko, że Austin żyje. Cieszyłam się, że i tak zdołał tak długo występować i że stworzył jeden z najlepszych według mnie zespołów na świecie.
  Niecały miesiąc później Linkin Park wydali nową piosenkę i bez bicia przyznaję, że mi się ona nie spodobała. Mam prawo nie polubić jakiejś piosenki, a nie jechałam po nich jak niektórzy, pomyślałam sobie, że po prostu poczekam, aż stworzą coś, co będę uwielbiać, bo przecież tyle razy im się udało.
Miałam już wtedy bilet na koncert, miałam nadzieję, że kilka piosenek z nowej płyty mi się spodoba. W tym czasie Chester zaczął mówić rzeczy, które mnie trochę do niego zraziły; "jak wam się nie podoba to spierdalać", "moje odczucia są takie, że mam ochotę was zabić". Ludzie wokół zaczęli mi sugerować, że powinnam sprzedać bilet, bo to strasznie dużo kasy, a nie mogę tak po prostu zmarnować tyle pieniędzy na koncert kogoś, kto chce mnie zabić. Pamietam jeszcze, jak mówiłam mojej mamie "może i stworzyli coś, co mi się strasznie nie podoba, ale cieszę się, że żyją". Postanowiłam pójść na ten koncert, wiedziałam, że jeżeli nie pójdę, to będę strasznie żałować. I to była najlepsza decyzja mojego życia.
  Krótko przed koncertem Linkin Park, swoją nową płytę wydali Rise Against. Jak zapewne 90% znających mnie osób wie, Tim McIlrath, wokalista Rise Against, jest moim ulubionym muzykiem, o którym naczytałam się tylu hejtów podczas wydawania nowej płyty, że ledwo mi się mieściły w głowie. Nie screamuje, brzmi jak zarzynana koza, i tym podobne. Problem tylko w tym, że wcale tak nie brzmiał, a jakość zależała od nagrania. Czytając to wszystko pomyślałam sobie, że ci ludzie nie wiedzą o czym mówią, bo jak można hejtować chrypę, gdy on żyje, żyje i na tym powinniśmy się skupić. Nigdy w życiu nie patrzyłam na to z takiej strony, ale to pomaga. Jak sobie przypomnę, że Tim żyje, dzień staje się mniej beznadziejny.
  Niecałe dwa tygodnie po koncercie Linkin Park byłam na While She Sleeps. Spotkałam trzech członków zespołu; Sean przywrócił mi wiarę w ludzi, Mat prawie wylał piwo na mój zeszyt w którym piszę tego bloga, a Lawrence, który ma ponad 190cm wzrostu, podniósł rękę tak wysoko, abym musiała skakać, żeby przybić mu piątkę. Był typowo złośliwy, śmiał się ze mnie, gdy gorączkowo przekładałam wszystko do jednej ręki, aby mieć drugą wolną. I gdy tak stałam, ośmieszałam się, a on się chichrał, pomyślałam sobie, że cieszę się w cholerę, że żyje. Mam to gdzieś, że był wredny, on taki po prostu jest, i kocham go mimo to, i kocham to, że żyje. I doceniłam to na czas.
Wiele bym oddała za taką sytuację z Chesterem.
Zanim koncert wystartował, Sean sprawdzał, czy wszystko działa. Podpiął swoją gitarę i zaczął grać. Downfall, Architects. Nigdy wcześniej nie czułam się w moim życiu tak magicznie. Mój ulubiony, żywy gitarzysta grał piosenkę mojego drugiego ulubionego, już nieżywego gitarzysty. Tak po prostu, sprawdzając czy jego gitara działa. <w tym momencie wstaw obraz płaczącego karła wśród tłumu na koncercie. Karzeł ociera łzy, odwraca się do koleżanki komunikując że to byli Architects, po czym wraca do normalnego życia>
Wczoraj While She Sleeps na swoim koncercie grali Linkin Park. Cały tłum śpiewał. To jedna z najpiękniejszych rzeczy jakie widziałam, ale mam tylko nadzieję, że gdy ponownie zobaczę ich w Warszawie, już nikogo nowego nie będą wtedy upamiętniać.
  Nie potrafię napisać nic typowo o Chesterze, to wszytko wydaje się tak nierealne, że momentami widząc wszystkie "RIP Chester Bennington" mój mózg mówi "wy debile, on żyje". Nie umiem sobie wyobrazić codzienności bez Chestera, budzenia się co ranek w moim pokoju i patrzenia na plakaty z człowiekiem, który nie żyje. To wszystko jest jak naprawdę bardzo kiepski żart.
Leave Out All The Rest. Kiedy Twój czas przyszedł, zapomniałam wszystko złe, co zrobiłeś, pomagam Ci zostawić za sobą powody do tęsknienia za Tobą. Nie oburzam się. Czuję pustkę, ale zachowuję Cię w swojej pamięci i pomijam całą resztę.
  Wśród tych pięciu zespołów jest jeden, który nie ma na koncie strasznej historii, i jest to Rise Against. Zespół, który ciągle gra tak samo, nie zmienia się z żadną płytą i tworzy monotonne piosenki, które mieszają się człowiekowi w głowie. Zespół, którego słucham w 90% po to, aby słyszeć głos wokalisty i teksty. Zespół, który będę teraz doceniać najbardziej, bo wszystko u nich w porządku i mam nadzieję, że przez długi czas się to nie zmieni. Nie jestem wielką fanką ich muzyki, jestem tylko największą fanką ich wokalisty. Ale mimo tego, że nie grają dokładnie tak, jak bym chciała, będę ich codziennie wystarczająco doceniać. Bo żyją, a to jest najważniejsze.
  Podejrzewam, że Linkin Park się rozpadną. Nie wiem, czy chciałabym ich słuchać bez Chestera i jeśli uznają że nie powinni kontynuować, to ich jak najbardziej zrozumiem. I w całej pamięci o Chesterze, będę dalej doceniać całą ich dyskografię i wszystko co zrobili. Mam czyste sumienie; uwierzyłam w Chestera gdy był na to czas, wybaczyłam mu wszystko, czym mnie zdenerwował i nie dobijałam go hejtami. To, co teraz każdy z nas może dla niego zrobić, to docenić Linkin Park.




Nie wiem, co teraz z My Understandings. Chester od początku miał być bohaterem tego bloga, ale pojawić się dość późno. Teraz mogę zaspojlerować, bo nie wiem, czy w ogóle będę kontynuować; Tim miał opowiedzieć Mike'owi o samobójstwie swojego przyjaciela, a to miał skłonić Mike'a do pojechania do Chestera, którego w ostatniej chwili powstrzymałby przed samobójstwem. Chciałabym to napisać, ale cały czas mam świadomość, że nie zdążyłam.


4 komentarze:

  1. Naprawdę piękna historia. Nie eum co jeszcze napisać. Nie zdziwie się ani nie oburze gdy postanowią rozwiazać. Nie wyobrażam sobie tej gruby w innym składzie
    Doceniam to co napisałaś.
    Co do historii podzielam twoje zdanie
    Trzymaj si cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  2. To było takie piękne, mam wrażenie że przeczytam to jeszcze raz przed snem XD chciałabym pochwalić tu dwie rzeczy. Pierwsza - to jak pięknie piszesz, Twój styl, dobór słów, po prostu nie mogłam się oderwać mimo iż jestem trochę zielona w temacie bo wiem tylko tyle ile mi opowiadałaś xD po prostu to jest pięknie napisane :3 a druga - to treść. Napisałaś coś fajnego prosto z serca i co Cię spotkało, wylałaś tu swoje emocje na swój sposób, a co lepsze dałaś wspaniały przykład fana i pisząc to dałaś wykład i lekcje wszystkim, którzy to przeczytają i mam nadzieję że chociaż parę osób weźmie sobie to do serca i coś z tego wyciągnie xD bardzo cieszę się że to napisałaś i że mogłam to przeczytac. Jesteś zajebista i pamiętaj o tym <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Wzruszyłam sie tak, jak od dłuższego czasu tego nie robiłam, cala ta historia z twoimi ulubionymi zespołami, złapała mnie za serce. Szkoda ich wszystkich, gitarzysty Architecs,Austina oraz Benningtona. Ci dwaj mężczyźni co odeszli na zawsze zostaną w twoim sercu tak jak w moim Chester. Chazzy... Nie mogliśmy mu pomoc, nikt nawet z otoczenia nie mówił mu pomoc, on pomagał nam, sam nie wytrzymał.
    #ripchesterbennington
    To jest zbyt osobiste, musze podpisać sie swoim imieniem.
    Agnieszka
    PS. Będziesz świetna pisarka, ksiązek jeśli chcesz oraz artykułów w gazecie, wspaniałe sie to czytało. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. kocham linkin park szkoda ze zmarł wokalista
    myślę że zespół bd grał nadal
    http://izabelin1.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń